Sieć realniejąca

Internet coraz bardziej upodabnia się do rzeczywistości - zaczyna podlegać tym samym prawom i ograniczeniom.

Gdy Internet dopiero raczkował, wydawał się przestrzenią tak odmienną od wszystkiego, co do tej pory ludzkość znała, że zaczęły pojawiać się prognozy zgoła fantastyczne – do chwili, gdy kubeł (bardzo) zimnej wody wylała na tę radosną futurologię spektakularna klęska tzw. Nowej Ekonomii. Okazało się, że żadnej nowości nie było, a obrotni i czujni uczestnicy tego eksperymentu dorobili się fortun. Reszta wręcz przeciwnie – jak to i przed Internetem w życiu bywało.

Podobny los zaczyna spotykać natchnionych anarchistów, którzy przed laty w Sieci upatrywali swą Ziemię Obiecaną, a obecnie są w mniejszości. Internet błyskawicznie spowszedniał i coraz mniej w nim miejsca dla fantastów. Coraz go za to więcej w sieciowej wersji życia jako takiego, w którym cuda raczej rzadko się zdarzają.

Nowa stara ekonomia

Wkrótce minie rok od chwili, gdy portal Hoga.pl zlikwidował darmowe zakładanie stron WWW i wprowadził za tę usługę opłaty. Jednocześnie deklarowany przez administratorów tego portalu zakres i jakość usług są porównywalne, a miejscami nawet lepsze od konkurencji. W ten sposób realia życia wkraczają do Sieci: oto już i szacowny Onet intensywnie promuje płatne konta WWW w cenach nawet korzystniejszych od Hogi i z podobnym zakresem usług. Reszta ekonomii też przeniosła się na dyski i łącza, po działaniach wielkich portali ceny założenia i utrzymania serwerów wirtualnych spadają bowiem u wszystkich, którzy takie usługi oferują. Prawidłowość oczywista i nie internetowa bynajmniej: jest kryzys i każdy szuka zarobku. Trzeźwiejący e-biznes także.

Kolejnym świetnym przykładem upodabniania się przestrzeni wirtualnej i realnej może być rozkwit serwisu Blog.pl, pozornie nieracjonalny w sytuacji, gdy teoretycznie każdy może założyć własną stronę i tam umieścić swoje zwierzenia. Jednak sprawa stanie się zrozumiała, gdy uświadomimy sobie, że w realności istnieje instytucja wydawcy, który swoim autorytetem (a przeważnie i pieniędzmi) firmuje powierzone sobie dzieło. Co prawda na Blogu nie ma (na razie) komercji, ale inne elementy działalności, nieodparcie kojarzące się z dobrze znaną z życia działalnością wydawniczą, są jak najbardziej. Także zawartość Blogu nie odbiega od przeciętnej życiowej: są tu zarówno istne perełki talentu i dobrego smaku, mamy ilościowo największą liczbę blogów nijakich, podobnych jeden do drugiego, a jest i sporo topornej, męczącej grafomanii. W miarę rozrostu serwisu proporcje między blogami zachwycającymi, nijakimi i odstręczającymi są mniej więcej stałe. I – co jeszcze bardziej znaczące! – proporcje te są podobne jak w codziennej rzeczywistości niewirtualnej, w której też perełki trafiają się stosunkowo rzadko.

Ziemia obiecana?

Jak świat światem, każdy nowo odkryty teren ekspansji człowieka przynosił na początku wybuch wolności w nowo odkrytej przestrzeni. Następnie okazywało się, że tę wolność dość łatwo pomylić z samowolą i anarchią, jeszcze później lamentowano nad pierwszymi próbami organizowania życia… Wreszcie nowa przestrzeń powszedniała i zaczynała się upodabniać do wcześniej już znanej. Tylko niepoprawni utopiści żałowali, że po raz kolejny nie spełniły się ich wizje – ale też wizje te, jeśli były wcielane w życie, nieraz prowadziły do tyranii.

Dlaczego więc Internet, który jest niczym więcej jak właśnie nową przestrzenią naszej ekspansji, miałby być tu jakimś historycznym wyjątkiem? Stanowczo nie jest: nawet fakt, że wszystkie wyszukiwarki razem wzięte pokrywają co najwyżej 80% zasobów globalnej Pajęczyny, pozostałe 20% pozostawiając właściwie poza wszelką kontrolą, mocno kojarzy się z podobnymi procentowo proporcjami legalnej i szarej strefy w gospodarkach krajów postindustrialnych…

Sieciowe mimesis

Na razie wciąż jeszcze jest w Internecie więcej niż w życiu miejsca do zaistnienia dla każdego. To portale oferujące darmowe strony WWW, to spora liczba darmowych narzędzi do tworzenia takich stron, sporo jeszcze bezinteresowności i życzliwości internetowej braci. Być może stanie się tak, że po „zrealnieniu” większości cyberprzestrzeni, po jej poddaniu rządom specyficznego dla niej prawa, jej unikatową specyfiką pozostanie „miejsce dla każdego” i związana z nim życzliwość? Bo takie miejsce to największa obietnica, jaką Internet dał ludzkości.

Czyli – nic nowego pod słońcem: Sieć coraz bardziej przypomina rzeczywistość, od której od początku swego istnienia stanowiła przecież odskocznię. Dziś to właśnie Internet zaczyna przestrzegać tych reguł, które znane są od dawna w „prawdziwym świecie”. A po jego romantycznym okresie pionierskim – też dokładnie tak jak w życiu – pozostają legendy…

Poglądy prezentowane na łamach kolumny Felieton nie zawsze są zgodne ze zdaniem redakcji.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.