Admin-czyściciel

Nikt nie lubi spamu, ale czy zgodzilibyśmy się na to, by ktoś za nas decydował, jakie e-maile do nas dotrą? Legalność instytucji, która arbitralnie uznaje, kto traci prawo do przesyłania korespondencji do osób korzystających z publicznych serwerów, jest... kontrowersyjna.

Firmy zajmujące się bezpieczeństwem sieciowym szacują, że za kilka lat większość krążącej po Internecie elektronicznej korespondencji będzie stanowił spam (angielskie słowo oznaczające oryginalnie konserwę mięsną, obecnie zaś żargonowe określenie niechcianej poczty reklamowej).

Z e-śmieciami spotykamy się codziennie. Niektórzy dostają tego typu wiadomości raz na tydzień, skrzynki pocztowe innych zalewają dziesiątki reklam dziennie. Niepożądanej korespondencji mogłoby docierać do nas znacznie więcej, gdyby nie działalność administratorów serwerów, którzy filtrują listy od osób lub firm uznanych za śmieciarzy. „Dobroczyńcy!” – mógłby ktoś zakrzyknąć. Czyżby?

Szwadrony adminów

Artykuł 49 Konstytucji stanowi, iż „Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony”. Ustawa zasadnicza zapewnia także prawo do ochrony życia prywatnego każdej osoby (art. 47). Czy działania administratora serwera, który blokuje możliwość otrzymania wiadomości od pewnych nadawców – „bo są na liście spamerów” – są zgodne z prawem? W nie większym stopniu, niż legalne były osławione szwadrony śmierci w różnych bananowych dyktaturach, które „oczyszczały” społeczeństwo z osób uznanych za niepożądane.

Nikt nas nie może uszczęśliwiać na siłę. Nikt bez naszej zgody nie może przechwytywać i niszczyć kierowanej do nas korespondencji. Działanie administratora, mimo że powodowane szlachetnymi intencjami, porównywane może być do listonosza, który stojąc przed skrzynką pocztową, dokonuje segregacji naszych listów. Białe koperty doręczy, wszystkie czerwone zaś wrzuci do kosza. Na pytanie, dlaczego tak robi, odpowie: bo sąsiad spod dwudziestki nie życzył sobie mieć czerwonych kopert w swojej skrzynce.

Światowa walka ze śmieciami

Negatywne zjawisko, jakim jest spam, zostało także zauważone przez ustawodawców. Wiele krajów ma w tym względzie odpowiednie regulacje prawne. Wskazać można np. Niemcy oraz Austrię. W Niemczech przyjęto koncepcję wykorzystania przepisów o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. W Austrii natomiast w ustawie telekomunikacyjnej (§101) stwierdza się, iż wysyłanie e-maili jednocześnie do większej liczby osób lub w celach reklamowych wymaga wcześniejszej i w każdej chwili odwoływalnej zgody adresata. Naruszenie tego zakazu może skutkować karą nawet do równowartości ok. 100 000 złotych. Podobne rozwiązania zostały wprowadzone w Stanach Zjednoczonych. Także polski ustawodawca zdecydował się na zastosowanie zbliżonych metod walki z niechcianymi wiadomościami. Zgodnie z art. 10 ustawy z 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2002 r., nr 144, poz. 1204) zakazane jest przesyłanie niezamówionej informacji handlowej, skierowanej do oznaczonego odbiorcy, za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty elektronicznej. Istotne jest zatem określenie zakresu terminu „niezamówiona informacja”. Prawodawca uznał – a contrario – że informacja jest zamówiona w sytuacji, gdy odbiorca wyraził zgodę na otrzymywanie takiej informacji, w szczególności udostępnił identyfikujący go adres elektroniczny. Niedługo działania niezgodne z powyższymi regulacjami stanowić będą wykroczenie i podlegać karze grzywny. Ściganie tego rodzaju czynów zależeć jednak będzie tylko od pokrzywdzonego.

Sąd kapturowy online
Krzysztof Korgol, właściciel firmy handlowej Optimex-Central, autoryzowanego dystrybutora 3M
Prowadzę firmę handlową działającą od 14 lat. 7 stycznia tego roku wysłałem kilka ofert do potencjalnych klientów. Gdy kilka dni później sprawdzałem pocztę, zobaczyłem, że 5 e-maili wróciło do mnie, a ja zostałem przez firmę PolSpam zakwalifikowany jako spamer numer 108 605. Jest to decyzja natychmiastowa, automatyczna i nieodwołalna. Oczywiście, po wypełnieniu odpowiedniego kwestionariusza istnieje możliwość usunięcia z bazy PolSpamu, jednak to możliwość tylko teoretyczna. Wysłałem kwestionariusz, ale nie spowodowało to żadnej reakcji.
      PolSpam nie podaje na swojej stronie żadnego adresu, telefonu, faksu ani nazwiska osoby kontaktowej. Wygląda na to, że nie ma możliwości usunięcia swoich danych z bazy PolSpamu.
      Nie uważam się za spamera. Oferty, które wysyłam, są weryfikowane poprzez przejrzenie stron WWW potencjalnych klientów. Sprawę skierowałem do Wydziału Przestępczości Intelektualnej Policji.

E-mail jak twierdza

To my decydujemy, czy dana e-reklama narusza nasze prawa. Bez naszej zgody administrator nie ma prawa dbać o czystość skrzynki pocztowej, zwłaszcza instalując różnego rodzaju filtry na serwerze pocztowym. Działania takie mogą zaowocować złożeniem pozwu w sądzie przez co najmniej dwa podmioty. Po pierwsze, może to być nadawca, któremu konstytucja gwarantuje wolność komunikowania się. Nadto może on dochodzić roszczeń z tytułu naruszenia jego dóbr osobistych oraz żądać naprawienia wyrządzonej szkody (jeśli wskutek nadgorliwości cenzora-amatora nie dojdzie do skutku zyskowny interes). Po drugie zaś, podmiotem skarżącym możemy być my sami, gdy nie dostarczono nam oczekiwanej wiadomości.

Szczególnie ciekawą kwestią jest to, kto ma decydować, że określony nadawca jest spamerem. W ostatnim czasie do redakcji trafił list ze skargą na działania PolSpamu – organizacji mającej ambicje chronić polski Internet przed zalewem śmieci. Jeden z Czytelników CHIP-a prowadzi firmę handlową i wysyła wiele listów ofertowych. Ktoś (mściwa konkurencja, roztargniony partner w interesach?) dokonał zgłoszenia adresu nadawcy do bazy PolSpam. W efekcie spora część korespondencji biznesowej przestała docierać do adresatów.

Twórcy PolSpamu twierdzą, iż sami niczego nie blokują, lecz tylko udostępniają mechanizmy, z których korzystają inni (np. administratorzy). Stwierdzają dalej, iż tylko dodają adresy e-mailowe przesłane przez internautów. Zadać można pytanie: jakim prawem grupa osób decyduje o tym, czy moja wiadomość winna być skierowana do kosza? Lektura kodeksu karnego wskazuje, że w tym wypadku zdecydowanie w grę wchodzi bezprawie.

Cenzorom już dziękujemy

Dzięki e-poczcie wiele firm może bardzo tanim kosztem stosować tzw. reklamę bezpośrednią. Tego rodzaju akcje są postrzegane bardzo negatywnie. Jednak prawo do obrony przed e-śmieciami ma odbiorca wiadomości, a nie anonimowi administratorzy, uszczęśliwiający internautów często bez ich wiedzy.

Mam nadzieję, iż po publikacji tego artykułu PolSpam nie doda mojego adresu do bazy, co przydarzyło się jednemu z popularnych serwisów internetowych.