USB kontra FireWire

Nadeszła epoka szybkich i nieskomplikowanych interfejsów, umożliwiających podłączanie urządzeń peryferyjnych. Pozostaje tylko pytanie, który z nich wybrać. USB czy FireWire?

Na początek dobra wiadomość: porty równoległe, szeregowe, PS/2 itd. odchodzą w niepamięć. Te przestarzałe interfejsy już niedługo przestaną „straszyć” użytkowników komputerów. Pozostanie jeden standard umożliwiający podłączenie wszystkich możliwych urządzeń. Problem tkwi jedynie w tym, że obecnie na rynku mamy dwóch potencjalnych kandydatów na to „stanowisko”: USB i FireWire. Który interfejs ma szansę stać się liderem? Czy są jakieś (przeciw)wskazania do stosowania lub nie któregoś z nich? I druga kwestia: czy sprawa nie jest już z góry przesądzona, czy też układ sił może ulec zmianie?

Starocie do lamusa

Magistrala USB (Universal Serial Bus) pojawiła się na rynku w roku 1996 jako rezultat długofalowej polityki Intela i Microsoftu, mającej na celu wyrugowanie przestarzałych złączy wybranych przed ponad 20 laty przez firmę IBM do pierwszego peceta.

Koncepcja nowego interfejsu bazowała na „rewolucyjnym” założeniu, jakoby komputer miał być użytkowany przez przeciętnych ludzi. Nowy interfejs miał więc być łatwy w obsłudze, nieskomplikowany i służyć każdemu jako uniwersalne złącze do podłączania „wszystkiego”. Wielcy tego świata dopięli swego. Upłynęło siedem lat i w zasadzie trudno dziś spotkać peceta pozbawionego charakterystycznych gniazd USB z tyłu obudowy. W tym czasie standard ten stał się tak powszechny, że poza może telefonami komórkowymi, nie sposób dziś kupić nowe urządzenia peryferyjne korzystających z przestarzałych interfejsów.

Cóż więc ma do zaoferowania USB jako następca szeregowych i równoległych portów? Przede wszystkim prostotę instalacji wszystkich peryferii, bazującą na działającym już w Windows 98 SE standardzie Plug and Play. Żadnych śrub, plątaniny kabli, zworek i mikroprzełączników. Sterowniki instalowane są automatycznie po włożeniu dysku instalacyjnego bądź zaszyte bezpośrednio w systemie operacyjnym. Dodatkową atrakcją jest możliwość zasilania urządzeń o mniejszym poborze mocy (modemy, myszy, PDA, manipulatory, a nawet proste skanery) za pośrednictwem kabla USB, wprost z komputera, bez potrzeby stosowania zewnętrznego zasilacza.

Co ciekawe, niewielu producentów płyt głównych zrezygnowało na razie z umieszczania na nich starych złączy. Jak widać, wciąż istnieje zapotrzebowanie na tego typu konstrukcje. Jedynie niektóre nowatorskie rozwiązania (na przykład wybrane płyty główne firmy Abit z serii MAX) zostały pozbawione gniazd przestarzałych interfejsów, w zamian oferując zupełnie nowe (nie tylko USB 2.0 zresztą).

Z deszczu pod rynnę

Nowy interfejs, mimo wielu zalet, miał jedną zasadniczą wadę: prędkość transmisji ograniczoną do 12 megabitów na sekundę, czyli około 1,5 MB/s. Przez to podłączanie niektórych komponentów (szczególnie szybkich pamięci masowych) było pozbawione sensu lub też miało sens bardzo ograniczony. Szybkie dyski twarde, nagrywarki, pamięci typu flash, a nawet takie urządzenia jak skanery traciły dużo na wydajności, trafiając na wąskie gardło przepustowości (która dodatkowo była zmniejszona o około 20% na potrzeby systemu operacyjnego – wystarczy przyjrzeć się właściwościom sterownika USB). W rezultacie powstała ciekawa sytuacja – mieliśmy uniwersalny interfejs do wszelakich zastosowań, pozbawiony maksymalnej funkcjonalności ze względu na ograniczoną przepustowość. Po pewnym czasie Intel wraz z grupą współpracujących z nim firm podjął więc starania o rozbudowę standardu i przygotowanie wersji pozbawionej ułomności pierwowzoru. Moment wprowadzenia nowej technologii nie był jednak bliżej sprecyzowany. Tymczasem rynek potrzebował szybkiego interfejsu do obsługi wspomnianych urządzeń.

To wyjaśnia tajemnicę ekspansji „obcej” apple’owskiej technologii na pecetowy rynek. Apple już w 1995 roku miał gotowy projekt interfejsu znacznie szybszego i bardziej funkcjonalnego od USB. FireWire, bo o nim mowa, od samego początku oferował przepustowość rzędu 400 Mbit/s (50 MB/s). Gdy definicja tego standardu została zatwierdzona przez komisję IEEE oraz kiedy w 1997 roku do jego propagatorów dołączyło Sony z pozbawioną napięcia zasilania w kablu mutacją o nazwie iLink, wszystko wskazywało na to, że to właśnie ten interfejs zwycięży na polu walki o uniwersalną komputerową szynę danych. Producenci kamer cyfrowych powitali go z otwartymi ramionami – było to bowiem pierwsze powszechne cyfrowe medium zdolne transportować dane wideo w czasie rzeczywistym. Od momentu powstania rozpowszechnienie się tego standardu wśród amatorów komputerowej edycji wideo było już tylko kwestią czasu.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.