Wielki Firewall

Swoboda przepływu informacji jest jedną z podstaw Internetu. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich jest to jasne. Rządy różnych krajów ograniczają swoim obywatelom dostęp do Sieci.

Mamy trzy rodzaje władzy: ustawodawczą (parlament), wykonawczą (rząd) i sądowniczą. Czwartym filarem demokracji, rodzajem kontroli obywatelskiej, są prasa, radio i telewizja. Kilka lat temu dołączył do nich Internet. Przez wielu jest postrzegany jako kolejne medium, ale oferuje on nową jakość. Pozwala bowiem łatwo wypowiedzieć się każdemu, a koszt założenia sieciowej gazety jest tak niski, że prawie każdego na to stać. W efekcie Internet ma opinię siedliska wszelkiego rodzaju wywrotowców. Co z nim zrobić? Ano cenzurować!

Na czele Chiny…

Na czele krajów, które próbują ograniczać dostęp do treści umieszczonych w cyberprzestrzeni, są państwa tradycyjnie wojujące z wolnością. W Chinach, Wietnamie, Arabii Saudyjskiej czy nawet Rosji walka ze swobodą wypowiedzi przeniosła się również do Sieci. W wymienionych państwach (i jeszcze kilku innych) istnieją ograniczenia w udostępnianiu określonych materiałów, ale – co najbardziej godzi w ideę Internetu – pojawiły się zakazy i mechanizmy blokujące możliwość pobierania niektórych informacji z zagranicy.

Badacze z Harvard Law School ustalili, że rząd Arabii Saudyjskiej utrudnia dostęp do ok. 2000 lokalizacji w cyberprzestrzeni. Znajdujące się tam materiały dotyczą zarówno polityki i pornografi, jak i religii, równouprawnienia kobiet i mężczyzn czy muzyki. W Arabii, jeśli zechcemy wczytać zakazaną stronę, otrzymamy komunikat informujący o blokadzie i możliwości jej likwidacji za odpowiednią sumę. W Chinach sposobu na obejścia cenzury nie ma, a na dodatek próba odczytania podejrzanej strony kończy się wyświetleniem informacji o błędzie.

Kraj Środka to jedno z niewielu państw, gdzie filtrowana jest całość internetowego ruchu. Kiedyś Chińczycy zbudowali Wielki Mur (ang. Great Wall), teraz odgrodzili się Wielką Zaporą Ogniową (ang. Great Firewall). Blokuje ona zarówno określone adresy, jak i e-maile zawierające niedopuszczalne wyrazy. Odpowiedzialne za to są najnowocześniejsze mechanizmy, przy opracowaniu których brali udział specjaliści… zachodni – m.in. z Suna, Microsoftu i Cisco.

W Chinach ISP muszą sami cenzurować zasoby podlegających im serwerów, a prowadzenie serwisów z informacjami niewygodnymi dla rządu jest zakazane. Jak podaje Amnesty International, za działalność w Sieci uwięzione lub zatrzymane zostały 33 osoby, z których dwie zmarły w areszcie.

…i Australia

Zakusy na cenzurowanie Internetu nie omijają państw demokratycznych. Naukowcy z Harvardu odkryli, że Google we francuskiej i niemieckiej wersji nie podaje informacji o 113 dokumentach, które są w bazie danych oryginalnego serwisu. Rzecznik prasowy Google’a oświadczył, że restrykcje dotyczyły stron, które mogą zostać uznane za niezgodne z prawem danego kraju. Jednak wśród zakazanych dokumentów były takie, które nie naruszają żadnych przepisów. Co więcej, użytkownicy wyszukiwarki nie zostali poinformowani o tych cenzorskich działaniach.

Yahoo! postąpiło znacznie gorzej. Ono i 120 innych firm zobowiązało się nie publikować informacji, które mogłyby zagrażać… komunistycznym władzom Chin! Dzięki temu adresy portali nie będą blokowane przez Wielką Zaporę Ogniową. Do cenzorskich nożyczek przymierzył się też serwis eBay, który usuwa wybrane aukcje. Blokowane są próby sprzedaży m.in. pamiątek nazistowskich i drastycznych filmów, ale także fragmentów World Trade Center. Część tych działań można usprawiedliwić, ale czy eBay ma prawo decydować, co jest moralne, a co nie?

Krajem, w którym Internet podlega oficjalnej cenzurze, jest Australia. Jeszcze do niedawna dostawcy Sieci mogli otrzymać nakaz usunięcia wybranych informacji. Od roku Australian Broadcasting Authority (odpowiednik naszej KRRiT) przesyła tylko informacje o zakazanych stronach producentom oprogramowania blokującego (typu CyberPatrol). ABA nie przegląda Sieci, a wyłącznie klasyfikuje materiały, co do których wątpliwości zgłoszą obywatele lub instytucje.

Ocenzuruj się sam

Każda próba narzucenia ograniczeń w zachodnich krajach spotyka się z protestami. W gorszej sytuacji znajdują się internauci z państw niedemokratycznych. Ale i oni nie są bez wyjścia. Inicjatywy takie jak Freenet, Peek-a-Booty (patrz: CHIP 10/2002, 2130) czy najnowsze oprogramowanie 6/4 grupy Hacktivismo dają dostęp do informacji także zza Wielkiego Firewalla.

Czy cenzura jest dobra? Są ludzie, którzy na takie pytanie odpowiadają bez namysłu – nie! Inni zaczynają rozważać za i przeciw. Pojawia się jednak problem – jak kontrolować ograniczenia i jaki ma być ich zakres? Internet od początku był forum demokratycznym, gdzie idea swobody jednostki mogła być bez przeszkód realizowana – także w zakresie autocenzury. Dawno temu pojawiły się pomysły, by właściciele serwisów sami oceniali prezentowane treści i opisywali je w specjalny sposób, a przeglądarki WWW „przepuszczały” takie informacje, jakie chce widzieć ich użytkownik. Mechanizmy są od dawna dostępne, ale – niestety – pomysł nie chwycił.

Nagość w bibliotece
Do końca czerwca w amerykańskim Sądzie Najwyższym ma zapaść decyzja, czy biblioteki publiczne będą musiały instalować filtry antypornograficzne. Z federalnym nakazem walczy stowarzyszenie amerykańskich bibliotekarzy, wspierane przez organizacje broniące wolności słowa – American Civil Liberties Union i Frontier Electronic Foundation. Podstawą działań rządu federalnego jest Children’s Internet Protection Act. CIPA ma chronić nieletnich przed szkodliwą zawartością Sieci, ale zdaniem przedstawiciela American Library Association filtry, będące konsekwencją przepisu, stoją w sprzeczności z Pierwszą Poprawką do Konstytucji. Blokady instalowane w bibliotekach ograniczają bowiem dostęp do dziesiątków tysięcy stron niepornograficznych.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.