modding compz

Moda na PC modding powoli dociera do naszego kraju. Czasem wystarczy naprawde niewiele, żeby szarobrudną obudowę komputera zamienić w prawdziwe cacko.

Moddingiem (z ang. modify – zmieniać, modyfikować, przekształcać) interesuję się od półtora roku. Niektórzy redakcyjni koledzy mówią na moje hobby „dresiarstwo”. Niespecjalnie mnie to dotyka, bo raz, spodni z lampasami nie mam, a dwa, dresiarz to ponoć stan umysłu. No i po trzecie (może najmniej ważne), nie cechuje mnie ABS (Absolutny Brak Szyi), który dość jednoznacznie identyfikuje wspomnianą grupę ludzi. Mniejsza zresztą o subkultury. Modding czas zacząć!

Obudowa, czyli case

Właśnie. Tu znajduje się początek obydwu dróg wiodących przez przygodę z PC moddingiem. Mamy więc do wyboru: albo zostajemy przy starej obudowie, albo decydujemy się na nową. Jeśli wybraliśmy opcję nr 1, to z powodzeniem możemy przejść do konkretów, czyli wiercenia dziury w blasze (patrz:

$(LC63462:Ramka 48)$

) i wmontowania sobie przezroczystego okienka do bocznej ścianki komputera.

Lepsze od rzeźbienia w starym jest, rzecz jasna, zamówienie „nówki-nieśmiganki” za 100 i więcej euro, ale niestety mało kogo na to stać. Niemniej jednak warto poznać obudowy, o których po nocach śnią moderzy i niektórzy z overclockerów (czasem te PC-subkultury się przenikają). Dobór tzw. budy – jak czasem określam obudowę – jest kwestią prawie wyłącznie gustu i upodobań. (jak większość rzeczy w życiu). Przed wydaniem konkretnej kasy na kawał żelastwa trzeba przede wszystkim zadać sobie pytanie, jaki efekt chcemy osiągnąć i co później będziemy z taką obudową robić. Jeśli stawiamy na przykład na wodne chłodzenie, to wypada kupić big towera. Dlaczego? Ano po to, aby podczas użytkowania instalacji WC (nie toalety, tylko Water Coolingu;-) nie mieć problemów z rurkami. Ogrzana ciecz może bowiem zmiękczyć i spowodować zagięcie rurek, co w konsekwencji spowoduje nawet zablokowanie przepływu chłodziwa i spalenie procesora, chipsetu czy też GPU. Są, co prawda, specjalne sprężyny (patrz:

CHIP 1/2003, 38

), które nie dopuszczają do zagięcia rurek, ale nigdy nic nie wiadomo.

Wśród kultowych (i bardzo niestety drogich) producentów obudów poleciłbym firmy Chieftec, CoolerMaster, Lian Li i Thermaltake. Są to bardzo solidne, najczęściej aluminiowe no i piękne obudowy (uwaga: zwykle bez zasilaczy!), których ceny zaczynają się od kilku setek. Wdzięcznym tworzywem do moddingu są skrzynki Lian Li (niestety, w Polsce prawie nie do zdobycia – warszawski Megabajt oferuje tylko jeden model).

Wspaniale prezentuje się, szczególnie podświetlona, buda z przezroczystego tworzywa (zdjęcie obok). Takie cudeńko firmy Tracer ma jednak jedną zasadniczą wadę (poza ceną): każda drobinka kurzu jest widoczna jak na dłoni. Środki antyelektrostatyczne na niewiele się zdadzą, ale zawsze warto spróbować. A może komuś starczy na tyle samozapału, żeby regularnie ją przecierać ze wszystkich stron?

Zresztą nie zawsze obudowa za kilkaset euro jest superatrakcyjna. Prawda jest taka, że czasem wystarczy Codegen czy Tracer. Jeśli ktoś ma ciekawy pomysł, ze zwykłej szarej budy zrobi dzieło sztuki.

Power musi być

Przed „zmodowaniem” kompa koniecznie trzeba pomyśleć o doborze odpowiednio mocnej „zasialałki”. Oczywiste jest, że słaby (np. 250-watowy) i tani zasilacz może mieć problemy z uciągnięciem wydajnego „procka”, mocnej karty graficznej i kilku świecidełek. Naprawdę warto się wyżyłować i wydać trochę kasy na porządne źródło prądu. I wcale nie musi to być 460-watowy Enermax za 600 złotych. W zupełności wystarczy 350-watowy Enermax lub średniej klasy modele Chiefteka, Fortrona czy HuntKeya.       Niestety, zasilacze nie należą do najbardziej urodziwych elementów zestawu – w zasadzie niezależnie od marki jest to kawał szarej, ohydnej blachy, owiniętej dookoła „elektroniki”. Ale od czego pomyślunek? W zależności od potrzeb można albo wymienić metalową obudowę na akrylową lub pleksiglasową (dużo know-howu na ten temat w Sieci), albo pomalować ją sprayem, uprzednio rozmontowawszy urządzenie (uwaga na utratę gwarancji i porażenie prądem!). Dysponując lutownicą, przy okazji demontażu i malowania załatwimy jeszcze jedną sprawę: podmiankę wentylatora.

Na jaki? Ano, cichy i (lub) świecący. Porządniejszy (łożyskowanie kulkowe), wyposażony w diody LED 80-milimetrowy „wentyl” Nebula firmy Akasa kosztuje niemało (patrz:

$(LC63458:Tabela 46)$

), ale wygląda rewelacyjnie po zmroku. Jeśli ktoś ma smykałkę do elektroniki oraz czas może kupić przezroczysty wiatrak i sam spróbować go doświetlić, np. niebieskimi diodami, które w sklepach elektronicznych kosztują o połowę taniej niż w Internecie.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.