Cyfrowo i w kolorze

Polscy politycy do perfekcji opanowali "digital divide", czyli uszczęśliwianie ubogich na siłę, potrafiąc przy tym nieźle na tej pomocy zarobić.

Polska jest krajem tak wyzywająco rzucającego się w oczy ubóstwa, że niektórych aż korci, by na nim zarabiać pieniądze. Każdy polityk, który ulituje się nad naszym ubóstwem, zyska popularność i sympatię u nowo odkrytych ubogich. Ale choć świeżo pozyskani pariasi są cennym źródłem głosów wyborczych, to przecież nie z głosów się polityk utrzymuje. Politykom można zarzucić niekompetencję w wielu obszarach z wyłączeniem jednego: spraw bytowych. Są tacy, którzy twierdzą, że chodzi tu o problemy bytowe innych ludzi. Najczęściej to też są politycy.

„Digital divide” – czy jak to niektórzy zaczęli tłumaczyć „cyfrowe wykluczenie” – to świetne pole do pomocy najuboższym. Trzeba tu oddać honor polskim politykom, którzy dostrzegli nową atrakcyjną niszę do rozwiązywania problemów ubogich. Prawdziwy geniusz naszych polityków ujawnia się jednak w tym, iż po raz kolejny świetnie będzie można na pomocy zarobić. To już chyba wymaga własnej nazwy. Ja proponuję: kreatywna polityka.

Kup Pan konwerter!

Nie, tym razem nie chodzi o Internet. To pole już się politykom znudziło. Teraz głównym obszarem wyzwań kulturowych, przepaści cywilizacyjnej, no i po prostu konieczności dziejowej jest telewizja. Cyfrowa telewizja naziemna. Cudowne narzędzie do zarządzania poglądami wkracza w nowy etap i z pewnością trzeba każdemu zapewnić odbiór.

Rzecz jednak w tym, że telewidz, aby mógł skorzystać z naziemnej telewizji cyfrowej, potrzebuje albo specjalnego odbiornika telewizji cyfrowej, albo konwertera. Ponieważ większość zainteresowanych telewizor już ma, należy ich nakłonić do użycia konwertera. Oczywiście słowo „konwerter” jest zbyt trudne dla mas, więc np. były przewodniczący KRRiTV na łamach „Gazety Wyborczej” posługuje się terminem „settop box”. To świetny termin dla tych, którzy chcą, aby ich było na wierzchu. Politycy jednak szczerze frasują się problemem, jak taki settop box miałby trafić pod strzechy. Jego koszty szacowane są na gigantyczną kwotę 100, a może nawet 130 euro. Polskie rodziny, aby korzystać z dobrodziejstw najnowszych zdobyczy cywilizacyjnych, musiałyby więc stawić czoła takiemu wydatkowi w ciągu zaledwie najbliższych 10 lat. Później kanały telewizji analogowej zostaną wyłączone. I sprzedane.

Na kłopoty… monopolista

Biednych rodaków trzeba jakoś chronić przed zapaścią. Dla telewizji niektórzy musieliby zrezygnować z zakupu lodówki lub odkurzacza. A może nawet i samochodu. Z pewnością rodacy, którzy już musieli zmienić odbiorniki radiowe, bo przeszliśmy w Polsce na inny zakres UKF, oraz telewizory, bo zmieniliśmy standard z SECAM-u na PAL – przy kolejnej wymianie sprzętu odkryją, że za ich niedostatki finansowe odpowiada technika.

Zanim więc niezadowolenie wyleje się na ulice i gałki od analogowych odbiorników posypią się gradem na protechniczne budynki rządowe, trzeba znaleźć firmę, która zainwestuje w zbyt drogie dla śmiertelników settop boksy i odda je abonentom za symboliczną złotówkę. Oczywiście taka pomoc ma swoje z góry określone granice, więc na rzecz tej firmy telewidzowie wnosiliby abonament – comiesięczne opłaty za oglądanie telewizji.

KRRiTV bacznie się rozglądała i długo nie mogła dostrzec firmy, która dysponowałaby potencjałem wystarczającym do zakupu settop boksów dla wszystkich rodzin w Polsce. A, jak wskazuje arytmetyka, trzeba by mieć dla 5 milionów rodzin tak z pół miliarda euro. No chyba że… No tak. No jasne. To przecież takie proste! Nasza nieoceniona TP SA ma wszak spółkę córkę, która specjalizuje się w rozsyłaniu sygnału telewizji naziemnej. W ostatniej chwili przed prywatyzacją ktoś nawet proponował, by tę spółkę wyłączyć z transakcji. Ale nie wyłączono. Teraz można więc jej powierzyć tę odpowiedzialną misję. Tym bardziej że wcześniejsze doświadczenia ze spółką matką były jak najbardziej pozytywne. Dla polityków. Ze wszystkich zobowiązań i spółka, i inwestor się wywiązali.

Komu przystawkę, komu…

Po co ktoś miałby kupować naraz tak ogromną liczbę przystawek za tak ogromną kwotę? Po nic. Ale wiadomo, że oferta kierowana do zbyt małych podmiotów nie da politykom poczucia rozwiązania istotnych problemów bytowych. Oczywiście problemów bytowych społeczeństwa.

Model gospodarczy, który próbuje się przenosić z telefonii komórkowej, tam dotyczył sprzętu kosztującego nie 100, ale często nawet 1000 euro. Modelu, który był znakomity do przetarcia szlaków nowym usługom na etapie ich wdrażania. Był. Bo na obecnym etapie rozwoju operatorzy telefonii komórkowej chętnie by się z niego wycofali. Tymczasem operatorzy satelitarnych platform telewizji cyfrowej, mimo finansowania dekoderów i anten, wciąż nie mogą nabrać rozmachu. Może więc właśnie to obrany model wdrażania nowej technologii jest zły? Ekonomia radzi sobie z takimi przypadkami bardzo prosto: złe pomysły upadają, a dobre się rozwijają, przynosząc korzyści pomysłodawcom, inwestorom i konsumentom. No ale nie po to się powołuje rady i urzędy, by pozwolić jakimś ciemnym i głupim siłom rynku decydować.

Poglądy prezentowane na łamach kolumny Felieton nie zawsze są zgodne ze zdaniem redakcji.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.