Nowa świadomość

Komputer nie "widzi" całego dysku twardego, nagrywarka jest zbyt wolna... Czy nadszedł już czas na upgrade sprzętu? Niekoniecznie - czasem wystarczy jedynie aktualizacja BIOS-u odpowiedniego urządzenia.

Do kwestii uaktualnienia BIOS-u większość z nas podchodzi z odrobiną nieufności. „A co się stanie, jeśli pobliska elektrownia zastrajkuje w trakcie upgrade’u?” – pytają co bardziej doświadczeni użytkownicy pecetów. Inni po prostu bezradnie rozkładają ręce: „Przecież w Panelu sterowania nie ma takiej ikonki…”.

To fakt, zanim się zabierzemy za „fleszowanie” kości pamięci, w której przechowywane są informacje krytyczne dla płyty głównej, napędu CD-R(W) czy kontrolera dysków, warto przemyśleć całą operację. Bardzo dalekie od rzeczywistości byłoby jednak stwierdzenie, że uaktualniania BIOS-u należy się bać jak ognia. Wręcz przeciwnie – czasem operacja taka może nas uratować przed zakupem nowej płyty głównej bądź po prostu przyśpieszy działanie wysłużonej maszyny.

Co, kiedy i dlaczego?

Przede wszystkim musimy mieć odpowiedni motyw, który skłoni nas do manipulowania „duszą” naszego peceta. Powód najczęś-ciej pojawia się po zakupie nowego urządzenia. Typowa jest np. sytuacja, gdy po zainstalowaniu w komputerze dopiero co kupionego, superdużego dysku twardego przekonujemy się ze zgrozą, że system operacyjny widzi tylko jego część. Uaktualnienie BIOS-u płyty głównej zazwyczaj pozwoli pozbyć się tego przykrego problemu. Podobnie bywa z wyposażonymi we własne BIOS-y kontrolerami dysków twardych (np. Promise’a czy HPT), które mają kłopoty z wykrywaniem niektórych modeli dysków – w takim przypadku również należy zacząć od aktualizacji oprogramowania, tym razem samego kontrolera. Innymi przykładami częstych braków starszych BIOS-ów płyt głównych są funkcje pozwalające w pełni wykorzystać mechanizmy zarządzania energią (ACPI, APM) w niektórych systemach operacyjnych czy obsługa wszystkich poleceń najnowszych generacji procesorów Intela i AMD.

Nieraz zdarza się też, że płyta główna nie działa zgodnie z naszymi oczekiwaniami. BIOS, jak każdy inny program komputerowy, może być obarczony błędami. Aktualizacja oprogramowania jest wtedy w zasadzie jedyną metodą pozbycia się kłopotów. Należy jednak zaznaczyć, że taka sytuacja jest rzadko spotykana. Zanim więc zaczniemy obarczać producenta sprzętu winą za notoryczne „zwisy” komputera, warto przejrzeć informacje na stronie WWW poświęconej naszej płycie. Zazwyczaj okazuje się bowiem, że przyczyną problemów jest np. Windows.

Inna zgoła sytuacja ma miejsce, gdy aktualizujemy BIOS nagrywarki CD-RW czy karty graficznej. Działanie takie ma zazwyczaj jeden cel: przyspieszenie pracy urządzenia. Najczęściej efekt będzie zadowalający, należy sobie jednak zdawać sprawę, że tak naprawdę kusimy los – i w razie niepowodzenia operacji możemy mieć pretensje wyłącznie do siebie.

Najczęściej płyta główna

Najpopularniejszym obiektem uaktualnień pozostają niezmiennie płyty główne. Pewnie dlatego scenariusz operacji jest w tym przypadku dosyć przewidywalny i składa się z kilku powtarzalnych kroków.

Pierwszy krok to zidentyfikowanie BIOS-u i jego wersji. Zaczynamy od „namierzenia” producenta płyty głównej. Zazwyczaj jest to proste, bo najczęściej dysponujemy pudełkiem, w którym znajdowała się ona przed złożeniem komputera, fakturą zakupu itd. Interesuje nas dokładna nazwa modelu płyty (pełen symbol z opakowania). Jeśli odnajdziemy tę informację, zazwyczaj bez problemu dotrzemy do strony WWW producenta płyty (a dokładniej do sekcji Support lub Download tej witryny), gdzie znajdziemy prawdopodobnie wszystkie potrzebne informacje i programy. Najczęściej wystarczy zresztą wpisać symbol płyty głównej w polu Search strony WWW Asusa, MSI czy GigaByte’a, a np. IBM pomaga znaleźć symbol BIOS-u instalowanego w jego notebookach za pomocą analizy napisu na naklejce z dolnej ścianki urządzenia. Jeśli dotyczy nas jeden z tych scenariuszy, możemy w tym momencie przejść do podrozdziału „Fleszujemy!” niniejszego artykułu.

Nieco mniej szczęścia mogą mieć posiadacze bardzo starych lub kupionych okazyjnie pecetów, zwłaszcza wyposażonych w płyty mniej znanych producentów. Jeśli mamy problem ze znalezieniem wytwórcy/symbolu płyty, nie warto rozkręcać obudowy – łatwiej będzie użyć jakiegoś wyspecjalizowanego programu. Dosyć już stary, ale nadal przydatny jest

ctBIOS

(adres w ramce „Więcej informacji”). Choć aplikacja jest niemieckojęzyczna, większości rzeczy domyślimy się nawet nie znając języka Goethego. Pobieramy narzędzie lub kopiujemy je z krążka CHIP-CD i uruchamiamy (w trybie MS-DOS lub w wierszu poleceń DOS-u). Program podaje nie tylko pełną nazwę płyty głównej, identyfikator i wersję BIOS-u, ale nawet (w większości przypadków) adres strony WWW, z której możemy pobrać pliki do aktualizacji oprogramowania płyty.

Innym wyjściem z sytuacji jest użycie jakiegoś programu diagnozującego komputer, takiego jak SiSoft Sandra. Oferuje on opcję służącą właśnie do identyfikacji BIOS-u komputera.

Istnieje jeszcze jedno rozwiązanie, które należy traktować jako ostatnią deskę ratunku. Każda płyta główna wyświetla w początkowej fazie startu komputera swoją wizytówkę. Znajdziemy na niej identyfikator (tzw. ID-String) komponentu. Jest to napis typu 03/19/2001-VIA-KT133-<A7V>, umieszczany najczęściej u dołu ekranu. Należy go dokładnie przepisać, wejść np. na stronę Wim’s BIOS Page www.wimsbios.com) i przeczytać poradnik BIOS Numbers. O dziwo, pozytywne rezultaty daje nieraz wpisanie numeru ID do wyszukiwarki internetowej (np. Google’a).

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.