CHIP vs Monell

Wydawca CHIP-a pozywa do sądu katowicką firmę Monell.

Kiedy zastępca redaktora naczelnego Magazynu komputerowego CHIP Adam Chabiński opublikował swego wstępniaka, nic nie wskazywało na to, że zrobi się afera. Sam oceniając ten artykuł przed publikacją – przywilej prezesa;-) – miałem wątpliwości: artykuł dotyczył dość jednostkowego zachowania niewielkiej i słabo znanej firmy komputerowej (Monell), jej wina zaś nie budziła żadnych wątpliwości, a w związku z tym emocji. Luźny wakacyjny temacik. Okazało się, że negatywne odczucia co do działania wspomnianej firmy podziela z nami dość duże grono Czytelników i Internautów, jej dotychczasowe „osiągnięcia” stały się zaś pożywką dla wielu forów dyskusyjnych.

Ku mojemu największemu zdziwieniu firma Monell zareagowała agresywnie.

Dlaczego się dziwię? Ano jak nie ma się racji i ma się taki „record” wśród klienteli, to doświadczenie mówi, żeby siedzieć cicho i liczyć na zapomnienie. A tu nie – w okolicach 4 sierpnia zauważyłem w Internecie (strony tej nie odwiedzam, ale „życzliwi” podesłali) po otwarciu strony głównej firmy Monell (www.monell.pl) okienko pop-up, z którego firma zaatakowała nas na zasadzie „a u was biją Murzynów”. Firma wprost oskarżyła nas o czyny prawnie zabronione, w tym wypadku o szantaż. Na swe retoryczne pytanie – „Czy CHIP oczernia firmy komputerowe gdy nie uzyska od nich kontraktów reklamowych?”- firma Monel od razu bowiem odpowiada: „Tak, szanowni klienci, to nam wygląda na szantaż”. Dalej firma ujawniła nasz rzekomy proceder. Jest on intelektualnie dość skomplikowany, ale to będzie jakoś tak:

  1. CHIP daje wybranym firmom (ofiarom?) CHIP-Tipy za wygrane testy.
  2. CHIP-Tipy są swego rodzaju koniem trojańskim, bo zaraz po Tipie dzwoni do firmy-ofiary redaktor CHIP-a (nie żeby ktoś z działu reklamy, nie – właśnie redaktor) i szantażuje, że jak był CHIP-Tip, to musi być reklama.
  3. Gdy firma-ofiara odmawia to CHIP ją obsmarowuje na łamach.

I z tego żyjemy.

Nie będę polemizował z intelektualną maestrią tej konstrukcji biznesowej, bo szkoda czasu. W końcu nie o to chodzi – chodzi przecież o to, że opisaliśmy oczywiście negatywne zachowanie firmy, tak bezdyskusyjne, że – chcąc się odegrać – firma nie zajęła stanowiska w przegranej sprawie, ale na odlew walnęła w nasz największy kapitał – kredyt zaufania i wiarygodność wśród Czytelników. A ponieważ jest to wartość, na którą pracowaliśmy długo i ciężko, ponieważ w odwrotnie proporcjonalnym trybie taką wiarygodność się traci – nie mogliśmy puścić tego płazem i być jak ta karawana, co idzie dalej, gdy szczeka pies.

5 sierpnia w Komisariacie Policji dla Wrocławia Stare Miasto zgłosiłem fakt popełnienia przestępstwa z kodeksu karnego (art. 212 par 1 i 2) polegającego na pomówieniu nas o takie postępowanie (szantaż), które może nas narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego rodzaju działalności. Grozi za to do roku pozbawienia wolności, fakt używania do tego procederu mass mediów (w tym wypadku Internetu) podwaja zaś maksymalną stawkę kary.

Odpowiednie pliki z dowodami zostały zabezpieczone, za to firma Monell nie ustawała w samobójczych atakach. Otóż co najmniej od 11 sierpnia 2003 roku firma Monell zaczęła rozsyłać swój obrazoburczy tekst za pomocą poczty elektronicznej do swych klientów, którzy nieopatrznie zapewne zgodzili się kiedyś na otrzymywanie tego rodzaju „informacji handlowej” (sic!).

W związku z tym 13 sierpnia 2003 roku (po namierzeniu dość zakamuflowanej firmy Monell, ale to już materiał na następną historię) złożyliśmy do Sądu zawiadomienie w sprawie popełnienia przestępstwa, łącznie z wnioskiem o zabezpieczenie w charakterze dowodów serwerów firmy Monell.

W związku z tym czeka nas letnia corrida, którą będziemy się starali Państwu zrelacjonować. W duchu letniej kanikuły pozostaje mi jedynie quiz z podpowiedziami dotyczącymi sprawy:

  1. Kiedy firma Monell zorientuje się, że sama sobie strzela gola i usunie swoje pomówienia?
    (Podpowiedź: Nie ma to już dla Panów z Monella większego znaczenia – mleko się rozlało, Panowie, Internet zaś jak atrament – plami bardziej niż krew)
  2. Jak długo potrwa sprawa?
    (Podpowiedź: pewnie długo, bo leży na skrzyżowaniu polskiego wymiaru sprawiedliwości i Internetu)
  3. Czym się skończy ta sprawa?
    (Podpowiedź: no a czym się może skończyć? Firma Monell doniosła przecież na samą siebie w Internecie i może się wybronić, jedynie UDOWADNIAJĄC NAM PROCEDER SZANTAŻU. Śpimy więc spokojnie).
  4. Czy możliwa jest ugoda?
    (Podpowiedź: Nie. Wyciśniemy każdą możliwą złotówkę za te pomówienia, dlatego już teraz wszystkie zainteresowane komputeryzacją Domy Dziecka zapraszam do nadsyłania listy potrzeb wraz z uzasadnieniami. Przekujmy kalumnie na komputery! Od Monella? żądać będziemy pieniędzy, oprócz oczywistych przeprosin w mass mediach, rzecz jasna. Barter sprzętowy z firmą Monell dla Domów Dziecka z przyczyn oczywistych jest raczej wykluczony. Nie będziemy straszyć naszych Milusińskich).

Pozdrawiam,

Jerzy Karwelis

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.