Haracz na artystów

Mało kto wie, że w cenie każdego zakupionego w tym roku urządzenia takiego jak np. dysk twardy, odtwarzacz MP3, nagrywarka CD, skaner i wiele innych ukryty jest podatek na... polskich artystów

Ja płacę, Ty płacisz, on też płaci. Od początku tego roku. I nawet o tym nie wiemy!
 

Za co? Raczej: na kogo? Na artystów. Do rzeczy: 2 czerwca ukazało się rozporządzenie ministra kultury do nowej ustawy o prawie autorskim, które dotyczy importerów m.in. płyt CD-R (W) i DVD±R (W), dyskietek, dysków twardych, kart pamięci, skanerów, kopiarek, nagrywarek i odtwarzaczy MP3. Firmy handlujące takimi towarami muszą wpłacać 1-3% tegorocznych przychodów uzyskiwanych z ich sprzedaży na konta organizacji zbiorowego zarządzania prawami twórców, artystów wykonawców itp. Dlaczego?

Dlatego, że wszystkie wymienione typy urządzeń i nośników MOGĄ służyć do powielania cudzej własności intelektualnej. Czyli: nieważne, czy nielegalnie kopiujesz książki, muzykę i filmy – jeśli tylko kupujesz kserokopiarkę, musisz zapłacić ukryty w cenie podatek za to, że nabywasz sprzęt, za pomocą którego teoretycznie możesz to robić. Chcesz nabyć dysk twardy? Płyty CD-R? Skaner? A więc Ty też zapłacisz haracz!
 

W ten oto sposób ustawodawca potraktował wszystkich kupujących wymienione urządzenia i nośniki jak złodziei. Bo skoro zmusza nas do płacenia takiego podatku, to uważa, że będziemy te klamory wykorzystywali także do "piracenia". Nieważne więc, czy jesteś uczciwy czy nie. Od tego roku musisz płacić i koniec! I nie oznacza to wcale (jeśli masz wątpliwości), że kupowanie pirackich płyt na Stadionie Dziesięciolecia lub w jakiejkolwiek innej świątyni piractwa nagle stanie się legalnie, bo w cenie nośnika ukryty był podatek, który ktoś inny już zapłacił.
 

Chyba nie wszyscy wiedzą, że prawo autorskie dopuszcza kopiowanie chronionych utworów na tzw. użytek dozwolony. Dzięki temu legalne jest np. podarowanie przyjacielowi czy bratu własnoręcznie wypalonego krążka CD-Audio z nową płytą ulubionego wykonawcy (o ile oczywiście wykonana została z legalnie zakupionego nośnika). W cenie kupna każdego utworu zawarta jest więc już ewentualność wykonania paru jego kopii. Czyżbyśmy zatem płacili dwa razy za to samo?!
 

I mylą się ci wszyscy, którzy sądzą, że ten absurd wymyślili Polacy. Ta chora idea zrodziła się w głowach urzędników Unii Europejskiej. Nasi urzędnicy z Ministerstwa Kultury nie bardzo się "w tym temacie" orientują. Dali temu wyraz, wsadzając do rozporządzenia wszystkie typy urządzeń i nośników, jakie im chyba przyszły do głowy (UE zaleca jedynie pobieranie opłat tego rodzaju). Panie i Panowie! A co z długopisami? Słyszałem, że jeden gość przepisał długopisem "Chłopów" Reymonta. Cholera wie, co ten facet gotów jest jeszcze skopiować…

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.