Opłata za złudzenia

W czasach dotcomowego szaleństwa wiele osób rejestrowało atrakcyjne nazwy domen z nadzieją na ich korzystne odsprzedanie. Wiele z tych adresów zaistniało tylko na serwerach DNS NASK-u, a do ich właścicieli przychodzą dziś zaległe rachunki. Czy jednak trzeba je płacić?

W latach 1999-2001 trwało wręcz polowanie na atrakcyjne nazwy domen. Wielu „łowców” było przekonanych, że uda im się z dużym zyskiem sprzedać adresy. Rynek się załamał, portale poznikały i sporo niedoszłych milionerów zapomniało o nabytkach. Przypomniały im o tym dopiero rachunki wystawione przez NASK. Czy eks-spekulanci muszą zapłacić za coś, z czego nie korzystali?

Po co czytać regulamin?

Od lat przy bezpośredniej rejestracji domeny konieczne jest wypełnienie odpowiedniego wniosku, a później przesłanie go do NASK. Zanim to jednak uczynimy, warto zapoznać się z „Zasadami rejestracji i utrzymania domen”. Po co piszę o rzeczach oczywistych? Ponieważ po liczbie listów, jakie trafiają do redakcji w sprawie zaległych opłat, odnieść można wrażenie, iż dla niektórych wcale oczywiste to nie jest.

Zgodnie ze wspomnianymi wyżej „Zasadami…” z chwilą dokonania rejestracji nazwy domeny zostaje zawarta umowa pomiędzy Naukową i Akademicką Siecią Komputerową a wnioskodawcą (abonentem). Obowiązkiem abonenta jest uiszczanie w terminie wskazanym w fakturze opłaty za każde rozpoczęte dwanaście miesięcy utrzymania nazwy domeny. Niezależnie od tego trzeba znaleźć operatora, który przygotuje i utrzyma naszą stronę na własnym serwerze (o ile nie robimy tego sami). Wielokrotnie po jakimś czasie abonenci z różnych powodów rezygnują z korzystania z usług ISP i… zapominają, iż utrzymanie domeny polega na jej wpisie w serwerach DNS w NASK, a za to nadal trzeba płacić. Zważywszy, iż umowa zostaje najczęściej zawarta na czas nieokreślony, klient musi pamiętać o jej wypowiedzeniu. Co prawda w „Zasadach…” istnieje zapis, iż podstawą do rozwiązania umowy jest brak zapłaty części albo całości opłaty rocznej, jest to jednak tylko zastrzeżenie możliwości, a nie mechanizm automatyczny. Przeoczenie tego „drobiazgu” skutkuje otrzymaniem po kilku latach faktury wystawionej na znaczną kwotę.

Kiedyś było inaczej…

W poprzednio obowiązujących „Zasadach…” kwestie te uregulowane były odmiennie. W punkcie 21. można było przeczytać, iż „w razie opóźnienia w zapłacie części lub całości opłaty NASK usunie domenę z DNS-u. W takim wypadku abonent jest zobowiązany do uiszczenia opłaty wraz z odsetkami ustawowymi z tytułu opóźnienia”. Na tej podstawie wielu użytkowników uznało, że zaprzestanie wnoszenia opłat na rzecz NASK-u jest równoznaczne z rezygnacją z utrzymania domeny, bez konieczności złożenia formalnego wypowiedzenia umowy.

Pewne zamieszanie wprowadzał jednak punkt 26., który mówił o tym, iż „umowa zostaje przedłużona na kolejne dwanaście miesięcy na warunkach wskazanych w niniejszych zasadach, jeśli abonent nie złoży w terminie czternastu dni przed upływem okresu, na jaki umowa została zawarta, pisemnego oświadczenia o rezygnacji z utrzymywania przez NASK domeny”. Dla NASK zapis ten dawał (i w niektórych przypadkach nadal daje) podstawę domagania się zapłaty za utrzymanie domeny w latach 1999-2002. W mojej ocenie nieprecyzyjność owych zapisów winna być interpretowana na korzyść abonenta, nie stanowi więc podstawy do żądania zaległych opłat.

Trzeba jednak pamiętać, iż w większości wątpliwych przypadków chodzi o sprawy z lat 1999-2002. Obowiązujący od grudnia zeszłego roku regulamin jest już jednoznaczny.

Do sądu marsz!

Pamiętaj: NASK nie zawsze ma rację. W wielu sprawach spory winny trafiać do sądu, a tu – mając na względzie nieprecyzyjny regulamin – istnieje szansa na wygranie sporu przez klienta.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.