Zostałeś namierzony!

Prawnicy amerykańskich koncernów medialnych namierzają polskich internautów wymieniających się filmami. Do tej pory ustalono adresy IP setek osób, niektóre z nich już straciły dostęp do Internetu

O szaleństwie związanym z wyłapywaniem użytkowników Kazy, eDonkeya i innych sieci P2P można było dotychczas w naszym kraju tylko poczytać. Kolejne akcje amerykańskich koncernów medialnych dotykały wyłącznie obywateli USA. Polscy internauci czuli się dotychczas bezpieczni. Policja ścigała piractwo komputerowe, praktycznie ignorując popularne i wszechobecne DivX-y i „empetrójki”. Czy coś się w tej sprawie zmieniło?

Dostałeś e-maila

Pozornie wszystko jest po staremu. Nie wprowadzono u nas bardziej restrykcyjnych regulacji, policjantom i prokuratorom nie wydano nowych instrukcji. Niezwykłość całej sytuacji polega na tym, że po części zdaje się ona rozgrywać poza… Polską.

Mniej więcej od połowy października do rodzimych operatorów internetowych docierają dość niezwykłe żądania. Ktoś podający się za przedstawiciela amerykańskich koncernów medialnych (takich jak Warner Bros, Columbia Pictures, Universal i tuzina innych) informuje, że osoba posługująca się określonym adresem internetowym udostępnia w Sieci wskazane z tytułu filmy. W związku z tym od operatora żąda się podjęcia pewnych działań względem tegoż internauty. Zmotywować do współpracy z koncernami mają paragrafy grożące także operatorowi karami za… współudział w przestępstwie.

Tak wygląda ogólny schemat e-maila lub faksu. Poszczególne przypadki różnią się dość istotnymi szczegółami. Przeważnie to, czego oczekuje się od providera, sprowadza się do odcięcia użytkownika od Internetu. Niekiedy jednak w piśmie znajduje się żądanie dostarczenia danych osobowych użytkownika wskazanego adresu IP w celu przesłania mu… pozwu sądowego.

Z zebranych przeze mnie informacji wynika, że wszystkie tego typu pisma dotyczą umieszczania utworów w sieci DirectConnect. Użytkownicy innych odmian P2P mogą, jak się wydaje, na razie spać spokojnie. Co istotne, niektóre oskarżenia są ewidentnie fałszywe. „Zdarzało się, że po sprawdzeniu skargi wychodziło na jaw, iż rzekomy film był plikiem o wielkości kilkunastu kilobajtów” – mówi administrator dużej sieci miejskiej.

Wielki Brat patrzy

Skalę opisanego zjawiska trudno na razie ocenić. Są sieci lokalne liczące kilkaset użytkowników, do których do tej pory dotarło zaledwie kilka takich wezwań. W innych o podobnej wielkości administratorzy otrzymują kilkanaście lub dwadzieścia kilka tego typu pism miesięcznie. Nasz narodowy operator – zgodnie z informacją udzieloną przez Marka Dudka, dyrektora ds. bezpieczeństwa TP SA – dostaje od kilkudziesięciu do prawie 300 informacji o naruszeniu prawa dziennie.

Dylematy admina

Amatorów darmowej rozrywki najbar-dziej interesuje zapewne sposób reakcji rodzimych operatorów na żądania amerykańskich koncernów. Dopóki pisma przychodziły po angielsku i przywoływały na amerykańskie prawo, większość administratorów bez namysłu wyrzucała dokumenty do kosza. „Co mnie obchodzą naruszenia przepisów nieobowiązujących w Polsce, zwłaszcza gdy informacja o tym została nadesłana w języku, którego nie mam obowiązku znać” – lekceważąco tłumaczył właściciel jednej z sieci miejskich.

Od czasu, gdy pozwy przychodzą w języku polskim i powołują się na rodzime przepisy, sytuacja się jednak znacznie skomplikowała. Znane mi są przypadki, gdy polski dostawca internetowy ustępował żądaniom koncernów i odcinał użytkownika od Sieci. Wielu operatorów boi się konsekwencji odmowy spełnienia żądań, nie chce też jednak „zdradzać” swoich klientów. Administrator pewnej sieci metropolitalnej, mrużąc oko, twierdził, że nie czuje się stroną w tym sporze, więc po prostu przekazuje nadesłany dokument… internaucie, nie podejmując innych działań. O skali poczucia zagrożenia może świadczyć to, że niemal wszyscy moi rozmówcy zgadzali się udzielić informacji jedynie anonimowo. Dialog, który do tej pory ignorował nieliczne trafiające do niego pisma, obecnie postanowił ustosunkować się do tej sprawy. Okazało się to jednak tak niełatwe, że na oficjalne stanowisko tej firmy telekomunikacyjnej będzie trzeba czekać miesiąc, gdyż tyle czasu potrzebują prawnicy na zbadanie zasadności żądań i ustalenie, czy groźby pod adresem dostawcy usług nie są blefem.

Nie do końca jest jasne, jak postępuje TP SA, choć z pewnością nie informuje ona swoich klientów, że znaleźli się na celowniku amerykańskich prawników. Udało mi się jedynie dowiedzieć, że „wszystkie zgłoszenia o popełnieniu przestępstwa są zgodnie z przyjętą procedurą przekazywane policji”. Nie otrzymałem odpowiedzi na pytanie, czy narodowy operator ustępuje żądaniom Amerykanów, odcinając internautę od Sieci lub przesyłając jego dane osobowe. E-maile skierowane do RIAA (amerykańska organizacja reprezentująca interesy koncernów medialnych) pozostały bez odpowiedzi.

Ciąg dalszy nastąpi

Nie słyszałem o przypadku, by polski internauta otrzymał wezwanie do stawienia się przed oblicze amerykańskiego sądu. Obecna akcja ma zapewne na celu zastraszenie użytkowników i operatorów. Na tym się jednak z pewnością nie skończy. Co miesiąc archiwa amerykańskich prawników wzbogacają się o numery IP kilkuset obywateli Polski. Prędzej czy później ktoś zechce coś z tym skarbem zrobić.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.