Bogato dla bogatych

Adobe już od dość dawna sprzedaje swoje produkty w zestawach o nazwie Collection. Teraz jednak, po zmianie nazwy na Creative Suite, elementy zestawu są zintegrowane lepiej niż kiedykolwiek

O tym, że hurtowo kupuje się taniej, wiadomo od zawsze. O tym, że Adobe sprzedaje pakiety swojego oprogramowania taniej niż osobne produkty, wiadomo nie od dziś. A od dziś wiadomo też, że pakiet oprogramowania Adobe stał się integralną całością, a nie kilkoma płytami wrzuconymi do jednego pudełka.

Nowy Creative Suite już na etapie instalacji stara się nas przekonać, że nie jest luźnym zbiorem programów – wykonuje się ją całościowo i do wszystkich elementów wystarczy jeden numer seryjny. Pasek postępu pracy instalatora podzielony został na sześć części odpowiadających elementom pakietu. Po kolei instalują się więc: Version Cue, Photoshop, Illustrator, Acrobat, GoLive i InDesign. Można oczywiście zrezygnować z instalacji niektórych programów, ale jeśli pójdziemy na całość, trzeba odżałować 1550 megabajtów na dysku, a w pudełku zostają jeszcze trzy płyty z dodatkami. Zdecydowanie nie jest to produkt dla niedzielnego grafika.

Po zainstalowaniu pakiet wymaga aktywacji – to taki nowy sposób walki z piractwem. Mamy na to 30 dni i przy każdym uruchomieniu jesteśmy informowani o tym, ile czasu jeszcze zostało.

Adobe Creative Suite Premium
Wymagania: Pentium III, Windows 2000/XP,
192 MB RAM dla każdego programu osobno, ok. 1,55 GB na dysku
doskonała integracja elementów pakietu
olbrzymie możliwości graficzne
wymagana bardzo duża ilość miejsca na dysku twardym
sporadyczne problemy z odświeżaniem ekranu w Illustratorze
Cena: ok. 7000 zł
www.adobe.com
www.wimal.pl

Pozbierać wersje

Nowością w pakiecie jest integrator projektów, czyli Version Cue. Program ten zarządza pracą nad projektami wykonywanymi w większych zespołach i zabezpiecza np. przed nadpisaniem efektów naszej pracy starszą wersją pliku przez innego członka grupy roboczej. Wyszukiwanie plików i kontrola nad ich kolejnymi wersjami są teraz bardzo ułatwione dzięki skutecznej wyszukiwarce. Możemy śledzić postęp prac nad projektem na specjalnej tablicy czasowej, na której wszyscy umieszczają notatki opisujące swój wkład w dzieło. Aby Version Cue mógł mieć kontrolę nad projektem, musi być uruchamiany podczas startu systemu, a w preferencjach Photoshopa, Illustratora czy InDesigna należy włączyć integrację z tym programem. Żeby korzystać z Version Cue, nie trzeba pracować zespołowo – program może również kontrolować projekty tworzone przez pojedyncze osoby. Wydawałoby się, że integracja projektu to zadanie w miarę proste i nie wymaga zbyt złożonych algorytmów, tymczasem Version Cue zajmuje na dysku twardym aż 145 MB.

Stary-nowy znajomy

Kiedy słyszymy słowo „Adobe”, odruchowo dopowiadamy „Photoshop”. Oczywiście nie zabrakło go w pakiecie, ale wersja CS nie stanowi jakiejś rewolucji w porównaniu z poprzednią „siódemką”. Znajdziemy tu jednak kilka nowości, które uzasadniają zmianę wersji na wyższą.

Przeglądarka plików, która pojawiła się w wersji 7, została przyjęta z mieszanymi uczuciami – dobrze, że jest, ale z ergonomią kiepsko. Teraz przeglądarka działa już prawidłowo, zapamiętuje ostatnio otwierany katalog i pozwala wyszukiwać pliki według metadanych wprowadzonych w okienku File Info lub słów kluczowych.

Dla fotografujących cyfrakami, oprócz wbudowanej już na stałe obsługi formatu RAW, przewidziano nowy rodzaj histogramu, pokazującego rozkład jasności w poszczególnych kanałach RGB. Efekty zmian widać w nowej zakładce Histogram, która może być stale obecna na ekranie. Nowa opcja Match Color pozwala ujednolicać barwę wybranych obszarów w większej liczbie fotek wykonywanych seryjnie. Dodano proste narzędzie do rozjaśniania cieni i przyciemniania świateł na zdjęciu, ale nie traktujmy go jako lekarstwa na nasze braki warsztatowe w fotografowaniu.

Osoby chcące uzupełnić obrazek słowem pisanym ucieszy pewnie możliwość umieszczenia tekstu na krzywej wektorowej – wystarczy narysować ścieżkę i kliknąć w nią narzędziem do pisania, aby można było pisać po łukach, poczynając od miejsca kliknięcia. Bardziej złożone projekty graficzne można uzupełnić o grupy warstw, co ułatwia umieszczenie kilku wersji obrazka w jednym pliku.

Możemy wreszcie edytować zdjęcia zapisane z 16-bitową głębią koloru – aż dziw bierze, że dopiero teraz to wprowadzono. Piksele nie muszą już być „kwadratowe”, co pozwala obrabiać obrazki o proporcjach innych, niż by to wynikało z liczby punktów obrazowych. To ukłon w stronę osób zajmujących się montażem wideo. Nowy Photoshop obsługuje sporo modeli cyfraków i może otwierać zdjęcia wprost z nich bez potrzeby zapisywania pliku na dysku.

Ciekawostką, o której wspominamy też w $(LC85277:Wstydliwe dodatki?)$, jest zabezpieczenie przed skanowaniem i obróbką banknotów kilku popularnych walut, m.in. euro i nowych banknotów dolarowych. Podczas skanowania czy otwierania pliku z takim skanem program wykrywa obecność „konstelacji” drobnych kółeczek w obrazie i odmawia współpracy. Zabezpieczenie to jest jednak bardzo naiwne – wystarczy zeskanować obrazek po połowie i złożyć albo po prostu otworzyć cały skan w ImageReady i przejść do Photoshopa. Dwa kliknięcia myszą więcej…

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.