Wszędobylskie cybermikroby

Przyszłość sieci to miniaturowe czujniki, które po prostu będzie się rozrzucało, gdzie popadnie. Sensory będą analizować otoczenie oraz wymieniać dane z innymi leżącymi w pobliżu układami. W ten sposób można się komunikować lub śledzić wybraną osobę

Coraz szybsze i wydajniejsze komputery o rosnących możliwościach multimedialnych to tylko jedna droga rozwoju technologii cyfrowych. Alternatywa pojawiła się niedawno i pozornie nie jest atrakcyjna. Wyobraźmy sobie urządzenie, które mocą obliczeniową ustępuje kieszonkowym kalkulatorom. Jest za to bardzo małe, potrafi się porozumiewać z innymi, podobnymi sobie maleństwami oraz dysponuje ograniczonymi możliwościami prowadzenia „obserwacji”. No i najważniejsze atuty – jest tanie i praktycznie nie potrzebuje zasilania. Jego „instalacja” polega po prostu na porzuceniu go w dowolnym miejscu, najlepiej niezbyt daleko od podobnych mu mikrusów. Takie losowo rozrzucone – lub też starannie umieszczone w precyzyjnie dobranych miejscach – urządzenia będą zbierać informacje o otoczeniu i wymieniać je między sobą. Częścią tej struktury powinien być też większy przekaźnik, który prześle zebrane dane do tradycyjnego komputera. które mocą obliczeniową ustępuje kieszonkowym kalkulatorom. Jest za to bardzo małe, potrafi się porozumiewać z innymi, podobnymi sobie maleństwami oraz dysponuje ograniczonymi możliwościami prowadzenia „obserwacji”. No i najważniejsze atuty – jest tanie i praktycznie nie potrzebuje zasilania. Jego „instalacja” polega po prostu na porzuceniu go w dowolnym miejscu, najlepiej niezbyt daleko od podobnych mu mikrusów. Takie losowo rozrzucone – lub też starannie umieszczone w precyzyjnie dobranych miejscach – urządzenia będą zbierać informacje o otoczeniu i wymieniać je między sobą. Częścią tej struktury powinien być też większy przekaźnik, który prześle zebrane dane do tradycyjnego komputera.

Karma dla psów do raportu!

Brzmi to jak fantastyka naukowa? Błąd! Takie urządzenia są już wykorzystywane komercyjnie. Brytyjska sieć supermarketów Tesco PLC wprowadziła system pierwszej generacji, oparty na sieci złożonej z sensorów. Ich zadaniem jest monitorowanie stanu zapasów, a następnie przekazywanie zebranych informacji do centralnych jednostek obliczeniowych, które tworzą raporty i zestawienia dla działów zaopatrzenia i sprzedaży. Realizowane jest to w prosty sposób – do każdego pudła wrzucany jest czujnik z kodem odpowiadającym rodzajowi produktu. Na żądanie administratora – wysłane na przykład drogą radiową – sensor zgłasza się, wysyłając swój kod. Taką metodą na bieżąco, w sposób niezauważalny dla pracowników, można stale monitorować stan magazynów. Koniec ze żmudnym liczeniem paczek i sprawdzaniem ich zawartości!

Na tym nie kończy się proces zbierania informacji. Tą metodą przydaje się także do monitorowania drogi towaru od wyprodukowania aż do jego sprzedaży, a nawet dalej…

W sieci mikroszpiegów

Pozostawianie takich właśnie mikroszpiegów w sprzedawanych towarach wzbudziło już protesty konsumentów ($(LC62223:Ubranie mówi wszystko)$). Obawiali się oni, że reagujące i odpowiadające na radiowe „wezwanie”, praktycznie wiecznie aktywne czujniki będą wykorzystywane do namierzania osób, które miały pecha kupić np. płaszcz w sklepie korzystającym z najnowszych technologii. Pomysł tylko pozornie wydaje się absurdalny. Specjaliści od marketingu poważnie rozważali korzyści z potencjalnego zbierania danych na temat „stężenia właścicieli drogiej odzieży” w poszczególnych dzielnicach miasta. Takie informacje miałyby mieć znaczenie głównie statystyczne, pokazując zwyczaje dobrze zarabiających osób, ale kto wie, co jeszcze dałoby się z tym zrobić…

Wizja mikrosensorów śledzących każdy krok każdego człowieka jest jak najbardziej realna. Trwają prace nad mikroukładami wyposażonymi w różnorodne „zmysły”: kamery, mikrofony, czujniki temperatury, ale także detektory chemiczne. Skoro już istnieje „elektroniczny nos”, to jego miniaturyzacja jest jedynie kwestią czasu. Wówczas miliony krzemowych pluskiew będą węszyć za poszukiwaną osobą, której wzorzec zapachowy został zarejestrowany tak, jak dziś pobiera się odciski palców. W USA, gdzie prace nad sieciami sensorowymi są najbardziej zaawansowane, doszło już do protestów przeciwko planowanych testom tej innowacyjnej technologii. Koncern Wal-Mart musiał wycofać się z projektu, gdyż nie potrafił przekonać klientów, że ta technologia niesie szanse, a nie zagrożenia.

Co w gnieździe piszczy

Sieci sensorowe mogą posłużyć nie tylko do urzeczywistniania Orwellowskich wizji wszechobecnej inwigilacji. Warto przyjrzeć się sponsorowanemu przez koncern Intel projektowi, który polega na monitorowaniu życia ptaków, zwanych nawałnikami burzowymi, na wyspie Great Duck Island. Dzięki zastosowaniu sensorów, które podrzucono do wielu gniazd, można śledzić zmiany pogodowe, wiatry oraz obserwować zachowania tych tajemniczych ptaków. W lęgowisku nawałnika burzowego montowany jest mały układ, który wykonuje tylko kilka prostych zadań: mierzy temperaturę powietrza lub na podstawie nagłego wzrostu ciepłoty otoczenia wykrywa obecność ptaka w gnieździe. Do tych zadań wystarczy minimalna moc obliczeniowa.

Projektem tym, oprócz meteorologów i ornitologów, interesują się informatycy. Technologie tam zastosowane można przecież z powodzeniem wykorzystać w biznesie. Ponadto problemy, które pojawiły się na wyspie Great Duck Island, z pewnością powtórzą się przy innych zastosowaniach.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.