Prywatny Internet

Firma prowadząca rejestrację domen głównego poziomu oraz zarządzająca nimi organizacja toczą spór. Co to oznacza dla użytkowników?

Pod koniec lutego VeriSign skierował do sądu pozew przeciwko Internet Corporation for Assigned Names and Numbers (ICANN). W dokumencie, VeriSign oskarża ICANN o przekroczenie swych uprawnień i wtrącanie się do interesów. Przypomnijmy, że ICANN to niedochodowa organizacja, która zarządza domenami głównego poziomu (.com, .net, .org itp.). Na mocy odpowiedniej umowy faktyczną, obsługą zajmuje się VeriSign. Jednak niektóre działania tej firmy nie spodobały się ICANN-owi i zaczęła się burza. Ale od początku…

Liczy się kasa

W połowie września 2003 roku VeriSign nieoczekiwanie zmienił konfigurację obsługiwanych przez niego głównych serwerów DNS. Efekt był taki, że gdy ktoś próbował połączyć się z nieistniejącą domeną (.com i.net), przekierowywany był do serwisu Site Finder. Tutaj otrzymywał informacje o podobnych domenach oraz mógł zarejestrować adres, o który pytał.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w takim postępowaniu nie ma nic złego. W efekcie takiego posunięcia niektóre usługi internetowe przestały jednak działać prawidłowo. Wiele programów wykorzystuje fakt, że możliwe jest sprawdzenie istnienia danej domeny. Przykładem są tu choćby serwisy antyspamowe, które weryfikują, czy nadawcy podejrzanych listów istnieją (zarówno konta, jak i serwery). Powody do niezadowolenia mogli mieć także zwykli internauci. Jeżeli popełnili drobny błąd we wpisywanym adresie WWW, zamiast „lekkiego” komunikatu o błędzie do przeglądarki wczytywała się strona serwisu Site Finder.

Wzburzona społeczność internetowa zareagowała nerwowo i zaczęto neutralizować efekty pomysłu VeriSignu. Administratorzy niektórych routerów odcięli Site Findera od ich sieci. Pojawiła się też poprawka do BIND-a, serwera DNS, dzięki której informacje o nieistniejących domenach mogły się znowu pojawiać.

Zdaniem przedstawicieli VeriSignu modyfikacja systemu, który od ponad dwudziestu lat działał prawidłowo, jest korzystna dla internautów. Site Finder „ułatwia surfowanie, w sytuacji gdy użytkownik wysłał zapytanie dotyczące nieistniejącej poddomeny z domen.com i.net. Poprzednio przeglądarki zwracały komunikat o błędzie, który nie zawierał przydatnych informacji”.

Finał w sądzie

VeriSign ugiął się i zamknął Site Findera, jednak wniesiony pozew ma pomóc w ponownym uruchomieniu usługi. Inny, mniej kontrowersyjny pomysł VeriSignu to Wait Listing. Serwis pozwoli zapisywać się w kolejce do domen, które kończą swoją ważność. Jeżeli obecny właściciel zrezygnuje z subskrybcji, domena trafi do pierwszej osoby z „ogonka”.

Sprawę rozstrzygnie sąd. Komentarzem do niej może być niedawne „wyróżnienie” VeriSignu przez brytyjskie firmy z branży internetowej nagrodą internetowego przestępcy roku.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.