Cena wolności?

Po wejściu do Unii Europejskiej sprzęt komputerowy powinien u nas stanieć, ale za to zaostrzą się przepisy regulujące, co wolno, a czego nie należy robić za pomocą komputera

Wejście do Unii Europejskiej jest związane ze zmianami prawnymi, które dotkną także użytkowników komputerów. Cieszyć się na nie czy martwić? To zależy, jak planujemy korzystać z komputera.

Tanie zakupy

W chwili wejścia do Unii Europejskiej Polska zniesie wszelkie cła na sprowadzane stamtąd artykuły, jeśli natomiast chodzi o towary przywożone z Azji czy USA, będziemy musieli dostosować nasze stawki celne do przyjętych w innych krajach Wspólnoty. Te ostatnie są niższe niż przyjęte dotąd w naszym kraju, co oznacza, że powinny potanieć nie tylko towary z Niemiec czy Wielkiej Brytanii, ale także z USA czy Japonii. Konsekwencją takiego stanu rzeczy powinno być zmniejszenie cen na wiele artykułów elektronicznych. Dotyczy to także produkowanych głównie w Azji podzespołów, jak karty graficzne i dyski twarde. Jest to o tyle istotne, że dziś za te same notebooki czy aparaty cyfrowe płacimy więcej niż np. Francuzi czy Holendrzy.

Te obniżki jednak nie muszą być duże. Mogą się nawet zdarzyć… podwyżki, choć nie będzie dla nich żadnego uzasadnienia. Istnieją obawy, że integracja europejska stanie się pretekstem do podnoszenia cen przez sprzedawców. Zjawisko to jest na tyle poważne, iż stało się przedmiotem zainteresowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jeśli nawet wreszcie ceny spadną, może to mieć miejsce ze znacznym opóźnieniem.

Zabawy z VAT-em

Stawka VAT-u na towary elektroniczne w Polsce jest jedną z najwyższych w Europie. W UE unika się podwójnego opodatkowania, co oznacza między innymi, że jeżeli zakupimy nowe urządzenie w kraju, w którym stawka tego podatku jest niższa, nie będziemy musieli dopłacać ani obawiać się, że celnik zechce nam doliczyć rodzime cło, VAT i akcyzę. Robione osobiście podczas wakacyjnych wyjazdów zakupy staną się więc mniej stresujące. Nie będzie jednak już można na zachodniej granicy naszego kraju odliczyć sobie niemieckiego VAT-u (drżąc, by polski celnik nie zauważył tej operacji i nie doliczył rodzimego odpowiednika tego haraczu).

Po co jednak wyjeżdżać, skoro można sobie wymarzony gadżet zamówić w sklepie internetowym? Tu, niestety, zaczynają się schody. Po pierwsze, niektóre europejskie sklepy sieciowe nie wysyłają towaru do Polski. Po 1 maja może się to zmienić, ale wcale nie musi. Nie ma przepisów, które zmusiłyby zachodnich handlowców do traktowania nas jak równie poważnych klientów co obywatele Starej Europy. Po drugie, sklep, który wie, że wysyłany przez niego towar trafi za granicę, może doliczyć podatek od wartości dodanej w wysokości obowiązującej w kraju docelowym. W takiej sytuacji niemiecki sklep, wysyłając nam procesor, do ceny netto doliczyłby nie 16, a 22 procent. Cały ten podatek byłby w takiej sytuacji przekazywany do polskiego ministerstwa finansów. Nie jest to, niestety, sytuacja tylko teoretyczna. Niektóre zachodnie sklepy online już od pewnego czasu tak postępują.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.