Patentowy bałagan

Trudno w to uwierzyć, ale w Polsce chyba nikt do końca nie wie, za czym tak naprawdę opowiedział się nasz rząd w Brukseli, głosując za przyjęciem dyrektywy w sprawie patentowania oprogramowania

Traf chciał, że jedną z pierwszych spraw, jaką głosowano w Radzie Ministrów Unii Europejskiej po przystąpieniu Polski, była kwestia przyznawania patentów na oprogramowanie. Polski delegat – minister Jarosław Pietras – pojechał z wytycznymi, by opowiedzieć się przeciw dyrektywie dotyczącej patentowania wynalazków realizowanych za pomocą komputera. Tymczasem w trakcie debaty Polska zagłosowała za przyjęciem tej dyrektywy. Nazajutrz „Gazeta Wyborcza” biła na alarm: „Polska popiera patentowanie algorytmów”!

Przyznaję – we mnie też się zagotowało. W końcu jedynymi beneficjantami takiego zapisu są chyba tylko wielkie amerykańskie koncerny software’owe, które za pomocą patentów mogą lepiej bronić swych pozycji na rynku oprogramowania i skuteczniej walczyć z konkurencją, np. ze strony ruchu Open Source. Zacząłem jednak sprawdzać wszystkie informacje. Potwierdziło się więc, że minister Pietras głosował zgodnie z zaleceniami Ministra Nauki i Informatyzacji. Mało tego – okazało się, że Polska miała zająć identyczne stanowisko jak Niemcy, a ci w ostatniej chwili zmienili zdanie i głosowali za przyjęciem dyrektywy. W tym momencie pogubiłem się już kompletnie. O co tu, do jasnej Anielki, idzie?!

Poprawka o 180 stopni

Jak się okazało, idzie o poprawkę. W trakcie obrad do projektu dyrektywy zgłoszono kilka zmian, w tym w artykule 4a, który w efekcie… zabrania patentowania programów komputerowych! Z tego powodu patenty, owszem, można będzie zgłaszać, ale nie na oprogramowanie, lecz na urządzenia, których komputer jest tylko jednym ze składników. Tak przynajmniej interpretuje „wstępnie” (w oficjalnym komunikacie prasowym słowo to zapisano tłustym drukiem) przyjęty dokument Ministerstwo Nauki i Informatyzacji. Jednak w opinii niektórych ekspertów (np. prezesa Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji Wacława Iszkowskiego) zapisy w dyrektywie są na tyle niejasne, że wcale nie jest pewne, czy można je tak rozumieć. Dodatkowy problem stanowi kwestia patentów na software, przyznanych w przeszłości w tych krajach Unii, w których było to możliwe. Na szczęście dokument musi jeszcze zatwierdzić nowy Parlament Europejski, co ma nastąpić jesienią.

Naprzód, europosłowie!

To dobrze, że kwestia patentowania oprogramowania trafiła do mediów publicznych. Sądząc po publikacjach, które miałem okazję czytać, jest to jednak kwestia dla większości polskich polityków i dziennikarzy tak abstrakcyjna, że więcej wokół niej nieporozumień i sprzecznych doniesień niż rzeczywistych faktów. Obawiam się ponadto, że nasi europosłowie, których niedługo będziemy po raz pierwszy wybierali, okażą się w dużej części specjalistami w zakresie blokowania dróg i robienia parlamentarnych zadym, a nie problemów nowoczesnej gospodarki…

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.