Prawda, prawda über alles!

Linux musi się bronić przed Microsoftem! - Jerzy Baranowski polemizuje z Marcinem Meszczyńskim

Felieton rządzi się swoimi prawami. Może być żartobliwy, może być prowokujący. Ale nawet w felietonie należy powoływać się lub przedstawiać fakty. Redaktor Marcin Meszczyński, ceniony przez wielu czytelników CHIP-a, w swoim felietonie „Linux, Linux über alles!” ($(LC85328:Linux, Linux über alles!)$) opisał niechętny stosunek użytkowników Linuksa do firmy Microsoft. Obraz to bardzo prawdziwy, jednak konkluzja tego faktu jest fałszywa. Czytamy bowiem, że: „Być może kolejnym powodem zwierania szyków przez linuksianych zelotów jest wreszcie zjawisko syndromu oblężonej twierdzy – zaciekłej obrony własnych stanowisk w obliczu przeważających sił wroga, tym bardziej zajadłej, że przeciwnik jest w znacznym stopniu wyimaginowany”.

Bill Gates i firma Microsoft osiągnęli niewątpliwy sukces. I za to z pewnością należy im się szczególne miejsce w historii rozwoju informatyki. Jednak działania, jakie od pewnego czasu podejmuje gigant z Redmond, prowokują krytykę tej firmy i głównych właścicieli. Nie mam tu tylko na myśli przegranych w USA procesów o zachowania monopolistyczne czy też ostatnio nałożonej kary przez Komisję Europejską. Ubolewam, że redaktor Meszczyński nie zauważa działań Microsoftu w stosunku do Linuksa i społeczności Open Source. A działania te z całą pewnością nie są wyimaginowane.

„Linux to rak”

Aby nie być posądzonym o szowinistyczny intelektualizm, przytoczmy kilka faktów. Szef Microsoftu Steve Ballmer w 2001 roku stwierdził, że „Linux jest jak rak”. Także inni przedstawiciele firmy bardzo krytycznie wypowiadają się na temat konkurencyjnego systemu. „Gazeta Wyborcza” (21 maja 2003) pisała: „Koncern Microsoft zapowiedział kupno licencji kodu źródłowego Uniksa, systemu operacyjnego konkurencyjnego dla MS Windows. Analitycy są zgodni – firma Billa Gatesa chce zniszczyć darmowy system Linux oparty właśnie na Uniksie. Właścicielem praw do kodu źródłowego systemu operacyjnego Unix jest firma SCO, która pozwała niedawno IBM o wykorzystanie kodu w innym, niezwykle popularnym, systemie operacyjnym Linux”. Później okazuje się, że SCO nie miała podstaw do tego, aby kierować takie żądania. SCO, zmuszona przez prawników, wskazała, które fragmenty kodów uważa za przeniesione do Pingwina. Niektóre z nich okazały się napisane osobiście przez… Linusa Torvaldsa.

W tygodniku „Wprost” (4 kwietnia 2004) czytamy o działaniach Microsoftu: „W Internecie zaczął zaś krążyć mail wiceprezesa SCO, z którego wynika, że poprzez firmę trzecią Microsoft obiecał dofinansować SCO kwotą ponad 50 mln USD. Zadłużona firma z Utah bez tych pieniędzy nie mogłaby pokryć kosztów sądowych. SCO potwierdziło, że e-mail był prawdziwy”.

Także w Polsce możemy obserwować zatrważające działania. Pod koniec ubiegłego roku Adrian Markowski – redaktor naczelny „CRN” – pisał o swoim niepokoju dotyczącym rozwoju open source w Polsce. Jako przykład wskazał objęcie stanowiska sekretarza stanu odpowiedzialnego za rozwój informatyki w Polsce przez osobę, która przyszła z… Microsoftu. Na efekty tego faktu nie trzeba było długo czekać. Nowe programy informatyzacji, powstające w rządzie, uniemożliwiają dostęp społeczności Open Source do projektów. Klasycznym przykładem jest przygotowany system wymiany informacji między szkołami i ministerstwem. Całość działań przypomina realizację projektu Płatnika.

Niech wygra Microsoft

Użytkownicy Linuksa i społeczność Open Source popierają rozwój oprogramowania. Dlatego jest ona za tym, aby także Microsoft tworzył lepsze, stabilniejsze, bezpieczniejsze, bardziej wydajne i konkurencyjne cenowo produkty. Wówczas bez problemu wygra z każdym innym systemem, a wielu dzisiejszych entuzjastów Linuksa przesiądzie się na Windows. Ważne, aby konkurencja była prowadzona fair, czyli niech uczciwie wygra lepszy. Przytoczone wcześniej przykłady niestety pokazują, że sytuacja nie jest wzorcowa. Czy zatem może dziwić niechęć środowiska Open Source do Microsoftu?

Kto traci, a kto zyskuje?

Marcin Meszczyński, opisując środowisko entuzjastów Linuksa, pisze o swoim wrażeniu „syndromu oblężonej twierdzy”, ale ignoruje przy tym zmiany, jakie się dokonują na rynku. Linux jest rozwijany przez największe firmy IT – wystarczy wymienić takich potentatów, jak IBM, Dell, HP czy Oracle. Potężny Novell kupił za 220 mln dolarów SuSE Linux. Największe i najbogatsze korporacje zmieniają swoje platformy systemowe. Tylko IBM do końca roku 2005 zmieni w ponad 300 000 desktopów firmy system operacyjny na Linuksa. Już dziś ponad połowa z 4000 serwerów w IBM pracuje z tym OS-em. Te przykłady pokazują, jakie porażki ponosi Microsoft. Utrata rynku przez dotychczasowego lidera ilustruje kierunek zmian na wolnym rynku, na którym decydują jakość i cena. To więc nie linuksowcy są w oblężonej twierdzy, a raczej Bill Gates, wypierany z kolejnych obszarów, musi się bronić. Innym aspektem jest cena produktów firmy z Redmond. Polska boryka się z olbrzymimi problemami budżetowymi. Skoro najbogatsze kraje na świecie rezygnują z oprogramowania Microsoftu na rzecz Open Source, to tym bardziej nasz kraj powinien postąpić tak samo. Szczególnie, że jedna z dyrektyw Unii Europejskiej wyraźnie to zaleca.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.