Nie zawsze musi być kawior

Wiele osób usprawiedliwia piractwo z powodu zbyt wysokich cen oprogramowania. Jako uzasadnienie podają ceny MS Office'a, AutoCAD-a, Photoshopa itp. Tymczasem pakiety te nie są wcale przeznaczone dla odbiorców domowych!

Mimo że sporo osób uważa inaczej, ja nie mam wątpliwości: piractwo jest złe i należy z nim walczyć. Jest złe, bo za czyjąś pracę powinno się płacić, chyba że ten ktoś zapłaty z jakichś powodów po prostu nie chce przyjąć. Niestety, w przypadku oprogramowania prosty jest tylko początek. Później są już same schody. Zwłaszcza w Polsce.

No bo przecież my, Polacy, za mało zarabiamy, by kupować legalny software! Przeciętny obywatel kraju nad Wisłą ma do dyspozycji miesięcznie ok. 2000 zł brutto, czyli mniej więcej tyle, ile trzeba zapłacić za legalnego MS Office’a. Rzeczywiście, na pierwszy rzut oka trudno zbić ten argument, wysuwany np. przez dyskutantów grupy chip.artykuly, na której rozpętała się ostatnio gorąca dysputa o piractwie i cenach oprogramowania (patrz:

s. 8

). Niby tak, ale… Po cholerę komukolwiek w domu MS Office?! Dlaczego do wykonania wizytówek trzeba koniecznie użyć CorelDRAW, a do obróbki zdjęcia z cyfraka nadaje się wyłącznie Adobe Photoshop?

Owszem, jest jeden powód, by używać w domach aplikacji, na które na pewno nie stać indywidualnego użytkownika: nauka. Jeśli ktoś chce dostać pracę, musi umieć posługiwać się określonymi narzędziami – czy to programistycznymi, webmasterskimi czy biurowymi. Potencjalny pracodawca nie będzie się przecież pytał: „skąd Pan(i) miał(a) to oprogramowanie?”, tylko ucieszy się, że przyjmie na etat lepiej przygotowanego pracownika.

Jakiegokolwiek wytłumaczenia byśmy tutaj jednak nie podali, nigdy nie uda nam się wykręcić od odpowiedzialności za kradzież (tak!) programów komputerowych. Dlatego raz jeszcze uświadommy sobie, że problem – wbrew pozorom – w większości przypadków jest rozwiązywalny. Nie jesteśmy wcale skazani na powiększanie pirackich statystyk BSA (patrz:

s. 14

)! Sięgnijmy w końcu po oprogramowanie Open Source – oczywiście tam, gdzie tylko to jest możliwe – i inne darmowe produkty. Może nie będą one dysponowały „wodotryskami”, ale czy zawsze musi być kawior? Zresztą idę o zakład, że już niedługo będziemy mieli do dyspozycji darmowe albo opensource’owe odpowiedniki wszystkich ważnych komercyjnych aplikacji. Czego sobie i wszystkim Czytelnikom serdecznie życzę!

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.