Dzięki za reklamy!

Wszyscy pomstujemy na reklamy internetowe. Wielu blokuje je specjalnymi narzędziami. Czy to słuszne postępowanie?

Gdybym powiedział, że nie irytują mnie pop-upy, pełnoekranowe animacje czy inne reklamy, skłamałbym. Daleki jednak jestem od zachęcania do stosowania programów wycinających banery czy zamykających okienka. Dlaczego twórca witryny, który wykonał ją na tyle dobrze, że korzystam z jego produktu, nie miałby otrzymać wynagrodzenia za swoją pracę?

Musi błyskać

Poza etycznym cała sprawa ma jednak także aspekt praktyczny. Dlaczego wymyślono pop-upy? Odpowiedź jest prosta: bo banery przestały być skuteczne. Przyzwyczailiśmy się do nich na tyle, że jak wynika z raportu Usability Company oraz Eyetrackera, potrafimy ich nawet zupełnie nie zauważać. Nic więc dziwnego, że liczba kliknięć w stosunku do liczby odsłon banerów już dawno spadła grubo poniżej 1%. Tymczasem gdy pojawił się poltergeist (reklama pełnoekranowa), dzięki powiewowi nowości mógł się on chwalić nawet 18-procentową „klikalnością”. Ale i to się wkrótce opatrzy, jeśli już się tak nie stało. I znowu trzeba będzie wymyślić coś nowego.

Ot, choćby technologię Video Commercial, nad którą pracują Microsoft i Unicast. Ma ona pozwolić przenieść telewizyjne spoty do Internetu. 30-sekundowy filmik ma „ważyć” nie więcej niż 2 MB. Jednak „nie więcej niż 2 MB” może doprowadzić do furii sporą część internautów, zwłaszcza tych korzystających z modemów. A co będzie, gdy i to się znudzi?

Jak pisałem w artykule $(LC103775:Koniec banerów)$, wszystko wskazuje na to, iż wkrótce reklamodawcy skupią się na użytkownikach innych aplikacji internetowych. Już teraz Gadu-Gadu serwuje nam całkiem sporą porcję banerów i wyskakujących okienek.

Wyjścia brak

Czy więc jesteśmy skazani na oglądanie reklamowej papki? Naturalnie, można się bronić. Jednak korzystanie z programów antyreklamowych obniża skuteczność reklam, a tym samym przyśpiesza opisany wcześniej proces. Z drugiej strony to, że ktoś zdecyduje się mimo wszystko oglądać reklamy, nic nie zmieni. Taką decyzję musieliby podjąć wszyscy internauci. To rzeczywiście mogłoby spowolnić proces powstawania nowych, najczęściej bardziej dokuczliwych form agitacji.

Pozostaje więc aspekt etyczny – oglądajmy reklamy, by mieć czyste sumienie i wspomóc właścicieli serwisów, z których korzystamy. Po cichu liczę zaś na to, że pojawi się jeszcze jeden powód. Gdy reklamodawcy dojdą do wniosku, że bardziej niż opracowanie nowej technologii opłaca się stworzenie ciekawej i zabawnej reklamy, będziemy chcieli oglądać ich produkcje.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.