Krótkie dzieje internetowej komuny

Rozwój sieci P2P to w równym stopniu historia pobierania plików, co zmagań z prawnikami. Opisujemy, jak to z wymianą było

Sieci wymiany plików to nie niszowa zabawa wąskiej grupy nastolatków, ale potężny przemysł. Według różnych szacunków od 40 do 60 procent ruchu w Internecie pochodzi właśnie od Kazy i jej krewniaków. Ten biznes generuje miliony dolarów przychodu. Problem jedynie w tym, że pieniądze te trafiają gdzie indziej niż dotychczas – nie do koncernów medialnych, lecz do pomysłowych programistów, agresywnych biznesmenów i sprytnych prawników potrafiących unikać pozwów sądowych.

Na początku nie był Napster

Choć wszyscy jako początek jednego z najważniejszych trendów ostatnich lat wskazują rok 1999, kiedy Shawn Fanning stworzył Napstera, to nie byłoby tej rewolucji bez opracowanego niemal dekadę wcześniej formatu MP3. O atrakcyjności Napstera zadecydowała bowiem możliwość wymiany nagrań muzycznych o dobrej jakości i akceptowalnych rozmiarach. Później na popularności zyskały filmy w formacie DivX oraz gry w wersjach ISO, czyli binarne kopie oryginalnych CD.

Jednak sama idea leżąca u podstaw sieci P2P jest starsza niż Internet. Architekturę peer-to-peer (po polsku tłumaczone jako „każdy z każdym”), czyli sieć opartą nie na architekturze klient-serwer, ale na równoprawnych węzłach, wykorzystywał już ARPANET pod koniec lat 60. Także część protokołów internetowych, jak choćby usenetowy NNTP czy mailowy SMTP, korzysta z tej filozofii. W 1984 roku termin peer-to-peer pojawił się po raz pierwszy, gdy w IBM-ie opracowano Advanced Peer to Peer Networking. Internet ewoluował jednak coraz bardziej w stronę architektury klient-serwer i dopiero pojawienie się Napstera spowodowało renesans terminu P2P i upowszechniło go.

Nieśmiertelna hydra

Zastosowanie Internetu do wymiany piosenek nie przypadło do gustu wielkim wytwórniom płytowym. Od początku próbowały one na drodze prawnej zablokować wymianę plików. Nie było to jednak proste, taka forma aktywności była bowiem nowa, a jej przestępczy charakter stanowił kwestię dyskusyjną. Do tej pory toczą się spory wokół tego, czy użytkownicy oraz twórcy sieci wymiany naruszają prawo. Wprawdzie względnie szybko, bo już w 2000 roku, giganci rynku muzycznego osiągnęli sukces, uzyskując sądowy nakaz zamknięcia Napstera, ale w sierpniu ten sam sąd orzekł, że twórcy aplikacji i protokołów P2P nie odpowiadają za działania użytkowników, a tym samym nie łamią prawa, udostępniając narzędzia wymiany.

Delegalizacja Napstera wcale nie przybliżyła końca sieci wymiany plików. Oryginalny pomysł znalazł tłumy naśladowców – serwis After Nap-ster wymienia setkę aplikacji P2P, większość z własnymi protokołami (patrz też: artykuł o technologiach P2P, $(LC117437: Sztuka ściągania)$, przegląd klientów, $(LC117657: Nie zawsze jak przez słomkę…)$, oraz porady dotyczące ich użytkowania, $(LC117850: Podaj plik!)$). O ile łatwe okazało się zamknięcie opartego na centralnym serwerze dzieła Fanninga, o tyle gorzej było z sieciami zdecentralizowanymi. Prawnicy postanowili wówczas uderzyć w twórców i właścicieli aplikacji niezbędnych do korzystania z systemów. Gdy w 2002 roku szykowali się do ataku na Kazę, dowiedzieli się, jak się prowadzi biznes w erze postnapsterowej. Nie spodobało im się to, co zobaczyli.

Serwery z wersją instalacyjną Kazy stały w Danii. Oprogramowanie powstawało w Estonii – znanej bezpiecznej przystani dla tych, którzy lubią igrać z prawem autorskim. Właścicielem Kazy jest firma Sharman Networks zarejestrowana na małym archipelagu Vanuatu, słynnym z bezwzględnego przestrzegania tajemnicy handlowej. Informacje o udziałowcach, składzie zarządu czy obrotach to pilnie strzeżone na tych wyspach sekrety. Sam Sharman

Networks nie prowadził żadnej działalności ani nie zatrudniał nawet jednego pracownika, lecz był reprezentowany przez widmową australijską firmę LEF Interactive. Kogo tu pozwać?

Co więcej, częścią Kazy Media Desktopu jest Altnet – system wymiany plików, dysponujący mechanizmami pobierania mikropłatności. Gdy po wielu miesiącach zabawy w kotka i myszkę Sharman Networks zdecydował się zaprzestać uników i kontynuować dyskusję na sali sądowej, prawnikom koncernów humory się nie poprawiły. Listkiem figowym Kazy okazał się właśnie Altnet. Wynajęci przez Sharman Networks adwokaci wykazali, że firma dba o legalność, udostępniając narzędzie do kupowania przez Internet chronionych prawem autorskim materiałów. A to, że oferta Altnetu to ułamek promila tego, co można znaleźć w sieci Kazy, to już osobna kwestia.

Krótka historia sieci P2P
koniec lat 60. XX wiekuPrzodek Internetu – sieć ARPANET – tworzony jest w oparciu na systemie peer-to-peer.
1984IBM wprowadza termin peer-to-peer.
1999Shawn Fanning tworzy Napstera – pierwszą sieć do wymiany plików.
Filmy „Matrix” i „Gwiezdne wojny – Mroczne widmo” są dostępne w Internecie jeszcze przed ich oficjalną premierą; podobny szum wywoła udostępnienie w Sieci w 2001 roku przedpremierowych nagrań Madonny.
2000Decyzją sądu centralny serwer Napstera zostaje wyłączony; wkrótce w podobny sposób zniszczone zostają Morpheus i Audiogalaxy.
Marzec – startuje Gnutella, czyli pozbawiony centralnego serwera, a więc „sądoodporny” konkurent Napstera.
Do sądu trafia pozew przeciw Napsterowi; przeciwko uczelniom, których studenci uczestniczą w wymianie nagrań, występują też prawnicy reprezentujący Metallikę i Dra Dre.
Decyzją sądu Napster musi zapłacić wytwórniom płytowym 26 milionów dolarów odszkodowania.
2002Amerykańskie wytwórnie bezskutecznie chcą uzyskać prawo bezkarnego włamywania się do komputerów osób wymieniających dane.
2003Napster rusza ponownie, już jako serwis płatny.
Kwiecień – amerykański sąd badający sprawę Grokstera i Morpheusa rozstrzyga, że firmy zarządzające sieciami P2P nie odpowiadają za działania użytkowników.
Czerwiec – amerykańska agencja obrony praw autorskich wysyła pozwy sądowe do namierzonych użytkowników sieci P2P.
2004Sierpień – amerykański Sąd Apelacyjny w San Francisco potwierdza, że sieci P2P są legalne.
Wrzesień – w USA pojawia się ustawa (niezatwierdzona jeszcze przez Senat), w myśl której za udostępnianie plików objętych prawami autorskimi można nawet trafić do więzienia.
0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.