Parowy zwiastun

Oprogramowanie będziemy kupować taniej, dostawać szybciej i wygodniej, ale za cenę rezygnacji z prywatności. Czy warto? To nieistotne - od tego nie ma odwrotu

Tak naprawdę to nigdy z tą prywatnością nie było najlepiej, a rewolucyjny sposób dystrybucji najnowszej „strzelanki” – Half-Life’a 2 – zapowiada dalsze ograniczenia. W nowe gry nie będziemy już zaopatrywać się w sklepie – software przyjdzie do nas „po drutach”. Kupowanie programów przez Internet znane jest oczywiście od dawna, ale pomysł firmy Valve stanowi nową jakość, która ma dużą szansę na upowszechnienie. Steam, bo tak nazywa się nowy system, jest atrakcyjny zarówno dla graczy, jak i swoich twórców. Zwiększa zyski firmy poprzez omijanie dystrybutorów i obniża przez to cenę końcową dla użytkownika. Ułatwia też walkę z piractwem poprzez zdalną weryfikację oprogramowania i upraszcza proces poprawiania błędów w grze. Jest także szybszy – oprogramowania używamy już w kilka minut po premierze.

Macki Wielkiego Brata

Niby wszystko pięknie, jednak Steam ma mnóstwo krytyków. Użytkownicy narzekają na nie zawsze sprawnie działający system serwerów dystrybuujących oprogramowanie i niemożność usunięcia raz zainstalowanej poprawki. Ale to tylko szczegóły wobec znacznie częściej podnoszonej kwestii: utraty prywatności i kontroli nad oprogramowaniem. Nawet osoby, które zakupiły przebój Valve’a tradycyjnie w sklepie, muszą się zarejestrować przez Internet i przejść długotrwały proces „odblokowywania” zawartości krążków. W jego trakcie Steam coś tam sobie instaluje, ale co, gdzie i dlaczego, nie wiadomo. Kłopoty sprawiać może rynek wtórny – odsprzedanie HL2 wymaga pozbycia się steamowego konta.

Opór jest daremny

To wszystko rzeczywiście może się nie podobać. Jednak Steam to kolejny etap procesu, który rozpoczął się dużo wcześniej. Właściwie z chwilą… powstania Internetu. Anonimowość i prywatność są z nim po prostu sprzeczne. Inwazja na te wartości zaczyna się przecież już w momencie uruchomienia przeglądarki – zdalny serwer informowany jest o wersji naszego browsera, rozdzielczości ekranu itp. Następny krok to elektroniczna rejestracja oprogramowania – przypomnijmy sobie, jaki krzyk podniósł się swego czasu przy okazji premiery Windows XP. Wprawdzie możemy zarejestrować się telefonicznie, zachowując złudzenie kontroli nad tym procesem, ale większość nabywców Okienek korzysta z wygodnej formy automatycznej – czy wiemy, jakie informacje są w tym czasie przekazywane producentowi? Teoretycznie tak, ale zawsze pozostają wątpliwości.

Jeśli chcemy nadal korzystać z dobrodziejstw Internetu i ogólniej: cywilizacji informatycznej, musimy się pogodzić z takimi ograniczeniami. Naturalnie, możemy za wszelką cenę bronić naszej prywatności, wynosząc się na bezludną wyspę. Tyle że tam nie zagramy w Half-Life’a 2…

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.