Orwellowskie ID

W wielu krajach Europy zaczęły pojawiać się dokumenty tożsamości wyposażone w chipy. ID nowej generacji zawierają np. dane biometryczne właściciela. Jednoznaczna identyfikacja okaziciela to jedna strona medalu. Druga to...

Kogo nie doprowadzają do szału zbiurokratyzowane urzędy, które pod względem technologii wciąż tkwią w XX wieku? Brak wymiany informacji między placówkami powoduje, że jesteśmy zmuszeni podawać po wielekroć nasze dane i tracić czas na wypełnianie formularzy. Taką sytuację może wyeliminować wprowadzenie dokumentów cyfrowych.

Nowe „papiery” z wyglądu nie będą się znacznie różnić od niedawno wprowadzonych dowodów osobistych czy praw jazdy. Będą poliwęglanowymi kartami z mikrochipem i paskiem optycznym, na którym zostaną zapisane dane biometryczne, takie jak odciski linii papilarnych, zarys twarzy czy obraz siatkówki. Pozwolą one bezbłędnie identyfikować okaziciela dokumentu. Wprowadzenie tego rozwiązania w paszportach jest jednym z warunków zniesienia wiz dla Polaków przez Stany Zjednoczone.

Elektrocyrograf

Najważniejszy jednak będzie podpis elektroniczny bądź też inna metoda identyfikacji, która pozwoli na uzyskanie dostępu do bazy danych. W niej bowiem znajdą się informacje, które dzisiaj gromadzone są w urzędach, zapisywane w książeczkach zdrowia czy innych dokumentach.

„Taką szansę daje wprowadzenie karty zdrowia, którą można połączyć w jeden system z RUM, ZUS i NFZ, co może dać korzyści obywatelowi” – mówi Wiesław Paluszyński, prezes firmy TIC zajmującej się doradzaniem w kwestiach bezpieczeństwa i zarazem ekspert zajmujący się e-dokumentami.

Wygoda za cenę prywatności?

Wątpliwości może jednak budzić to, jak dużo będzie wiedziało o nas państwo. Na myśl przychodzi Orwellowski Wielki Brat. Na dyskach twardych urzędów znajdzie się olbrzymia ilość informacji na nasz temat. I choć w dużym stopniu ułatwi to nam życie, to jednak odbierze także część prywatności. Nie dziwi więc, że „na świecie dokumenty cyfrowe najlepiej są wdrażane w krajach, gdzie prawo do prywatności obywatela jest ograniczane: Chiny, Malezja, Indonezja” – przyznaje Paluszyński. – „Dlatego wdrażaniu i budowaniu systemów w krajach europejskich musi towarzyszyć świadomość tego problemu. Zgadzając się na pewne rozwiązania dla naszego bezpieczeństwa i wygody, musimy sobie zdawać sprawę z utraty tych elementów prywatności i ją zaakceptować” – dodaje.

W Finlandii, gdzie cyfrowe dokumenty tożsamości są już wydawane, powstał paragraf, który pozostawia obywatelowi zakres danych dostępnych na karcie, dotyczących ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych. Z kolei Niemcy prawnie zakazali tworzenia ogólnoniemieckiej bazy obywateli. Czeka nas zatem decyzja, w jakim stopniu gotowi jesteśmy zrezygnować ze swojej prywatności na rzecz wygody.

Brak zainteresowania

Tymczasem w krajach, gdzie tego typu projekty są już realizowane, zainteresowanie społeczeństwa jest znikome. We wspomnianej Finlandii w pierwszym roku spośród pięciu milionów mieszkańców o wydanie nowego dokumentu wystąpiło zaledwie 10 tysięcy. Rząd Austrii przewiduje, że tak zwaną Bürgerkarte w ciągu siedmiu lat będzie miało 15-30% obywateli. Koszt wydania tego dokumentu to aż 100 euro. „Społeczeństwo interesuje się takimi sprawami, jeśli wynikają z tego korzyści dla pojedynczego obywatela” – podsumowuje Paluszyński. A na razie rozwiązania te są na takim etapie, że nie możemy jeszcze odczuć korzyści, jakie przyniosą, natomiast wymiana dokumentów przysparza jedynie kłopotów i dodatkowych kosztów. Problem ten na swój sposób rozwiązali Estończycy, uznając posiadanie dokumentów cyfrowych za obowiązkowe.

Jak to będzie wyglądać u nas, dopiero się przekonamy. Paszporty wzbogacone o dane biometryczne mogą pojawić się w ciągu 2 lat. Przynajmniej zobowiązują nas do tego ustalenia mające doprowadzić do zniesienia wiz dla Polaków wjeżdżających do USA.

Nowoczesne dokumenty już tej jesieni mają dostać pierwsi polscy studenci. Legitymacja dla żaka zawierająca indywidualną historię edukacji akademickiej wraz z ocenami posłuży także jako karta biblioteczna oraz karta wstępu do akademika. W przyszłości ma też pełnić rolę portfela do uiszczania drobnych opłat na uczelni. MENiS szacuje, że za wyrobienie takiej karty student nie zapłaci więcej niż 17 zł.

Pierwszymi dokumentami cyfrowymi, z których będziemy korzystać wszyscy, mogą stać się dokumenty służby zdrowia i ZUS. „Tu można by liczyć na pierwsze efekty jeszcze w 2005 roku, gdyby ostro wzięły się do pracy powołane do tego instytucje z NFZ na czele” – ocenia Paluszyński. Do tego jednak potrzeba chęci i przemyślanych działań ze strony polityków, a z tym niestety bywa różnie.

Niezwykle istotny jest też wspomniany apekt nadużycia danych zawartych w cyfrowych ID przez osoby niepowołane. Oby wraz z nowymi dokumentami nie spełniła się wizja Orwella.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.