Klik – i przełączone

Co zrobić, gdy chcemy doprowadzić do gniazda VIVO karty graficznej sygnał z wielu urządzeń? Gdy kupimy tani przełącznik, będziemy narzekali na jakość sygnału. Lepiej zbudować takie urządzenie samodzielnie

Postęp techniczny w elektronice i informatyce jest niezwykle szybki. Domowe magnetowidy VHS, tak popularne jeszcze kilka lat temu, odchodzą powoli w zapomnienie. Ich rolę przejmują urządzenia cyfrowe: w wielu wypadkach do nagrywania programów telewizyjnych używamy domowego peceta.

Rzecz jasna, decydując się na zastąpienie magnetowidu komputerem, musimy liczyć się z wydatkami – wyspecjalizowane karty do rejestrowania obrazu kosztują wciąż niemało. Ale przecież dostępne są karty graficzne wyposażone w wejście wideo (VIVO). Łatwo się przekonać, że ich ceny nie są o wiele wyższe od cen urządzeń bez dodatkowego gniazda. Nic zatem dziwnego, że coraz chętniej wykorzystujemy peceta do przechwytywania i obróbki materiału wideo – choćby dla utrwalenia ulubionych programów telewizyjnych czy przeniesienia na cyfrowe nośniki starych, analogowych nagrań magnetowidowych. Pozostaje tylko jeden szkopuł: liczba potencjalnych źródeł sygnału jest spora (magnetowid VHS, kamera analogowa, tuner TV-SAT, telewizor…), a wejście VIVO mamy tylko jedno. Jesteśmy zatem skazani na ciągłe wtykanie do gniazda coraz to innych kabli albo zastosowanie jakiegoś wielowejściowego przełącznika. Kupimy go lub wykonamy samodzielnie.

Liczy się jakość!

Tanią zwrotnicę elektroniczną bez problemów nabędziemy w pierwszym lepszym sklepie ze sprzętem RTV. Niewielkie pudełko z licznymi gniazdami spełni swoje zadanie – do naszej karty doprowadzimy sygnał wideo pochodzący z różnych źródeł, a kilka przycisków pozwoli nam swobodnie wybierać pomiędzy nagrywaniem materiału z magnetowidu, telewizora albo tunera TV.

Niestety, kupując gotowe urządzenie, zazwyczaj będziemy rozczarowani jakością sygnału. Oczywiście wiele zależy od modelu przełącznika, lecz w wypadku tych najtańszych konstruktorzy zdecydowanie stawiają na niskie koszty produkcji, nie zaś na wysoką jakość.

Spróbujmy zatem sami wykonać przełącznik. Zbudujemy go na bazie układu scalonego MAX4311. Jest to multiplekser pozwalający przekazać cztery sygnały do jednego gniazda. Warto zwrócić uwagę na fakt, że MAX4311 dysponuje wbudowanym, regulowanym wzmacniaczem. W pewnym stopniu układ może więc nawet poprawić jakość nagrania. Wiele kart graficznych i układów do przechwytywania obrazu reaguje bowiem na niewielkie podniesienie amplitudy sygnału poprawą kontrastu i nasycenia kolorów. Oczywiście co za dużo, to niezdrowo – sygnał zbyt silny może doprowadzić np. do zerwania synchronizacji obrazu i całkowicie uniemożliwić zapis. Wzór płytki drukowanej układu zamieszczamy na CHIP-CD.

Nie jeden, ale kilka

W praktyce szybko okaże się, że jeden multiplekser wideo to zdecydowanie za mało. Oprócz obrazu nagrywać będziemy przecież dźwięk. Zazwyczaj nie obejdziemy się więc bez jeszcze jednego kanału. Wypadnie użyć dwóch układów MAX4311. A jeśli dźwięk będzie stereo? Kupimy jeszcze jedną kostkę. Co z dwuliniowym sygnałem S-Video? Cóż… dołożymy kolejny chip itd. Dodawać można tyle kanałów (kostek), ile będzie trzeba. Oczywiście wzrosną wówczas koszty. Zatem model opisywany w tekście obsługuje dwa kanały – audio i wideo.

Wygoda to podstawa

Układem przełącznika musimy oczywiście jakoś sterować, aby zmieniać źródło sygnału doprowadzanego do peceta. Kostki MAX4311 kontrolowane są za pomocą dwuliniowego interfejsu cyfrowego oraz ewentualnie trzeciej linii, odpowiedzialnej za tzw. wygaszenie sygnału. Potrzebne są zatem źródła sygnałów cyfrowych zero i jeden. Mogą ich dostarczyć jakieś przyciski. Decydując się na takie rozwiązanie problemu sterowania, wrócimy jednak do standardu popularnych przełączników. Jakość sygnału okaże się co prawda lepsza, ale wygody obsługi nie poprawimy. Urządzenie nadal trzeba będzie ustawić w jakimś dostępnym miejscu, aby łatwo było sięgać do przycisków. To spowoduje konieczność ciągnięcia na biurko pęku kabli.

Spróbujemy inaczej. Kopiując materiał na dysk peceta, siedzimy przecież przed monitorem. Podłączymy nasz interfejs do portu USB, a wejścia będziemy zmieniali, klikając przyciski na ekranie. Sam przełącznik wraz ze wszystkimi kablami wrzucimy gdzieś za biurko czy szafkę ze sprzętem RTV. Polecenia do układu przekażemy dzięki programowi Przełącznik Video, który zamieszczamy na CHIP-CD.

Mały kłopot z zasilaniem

W porcie USB mamy do dyspozycji linie zasilania +5 V. Interfejs USB zapewnia wydajność prądową rzędu 500 mA, a my potrzebujemy zaledwie kilkudziesięciu miliamperów. Mogłoby się zatem wydawać, że zasilaniem nie powinniśmy zawracać sobie głowy.

Niestety, nic z tego. Napięcie +5 V z powodzeniem wystarczy do pracy układów cyfrowych. Kiedy jednak rzucimy okiem na $(LC132975: Przełącznik sygnału – schemat i opis działania układu)$, to przekonamy się, że potrzebne nam będzie jeszcze -5 V. Tego już w porcie USB nie znajdziemy. Są trzy wyjścia z sytuacji: dołączenie do układu dodatkowego źródła energii, poprowadzenie przewodu do zasilacza peceta (gdzie napięcie -5 V jest dostępne) albo użycie elektronicznej przetwornicy. Skorzystamy z ostatniego pomysłu. Co prawda elektroniczne przetwornice mają niewielką wydajność i nawet podczas pracy z obciążeniem rzędu 10 mA oddadzą najwyżej -4 V „z hakiem”, ale mieści się to w granicach tolerancji naszych układów. Problem ujemnego zasilania rozwiążemy zatem, montując na płytce jeden mały chip (np. LMC7660) i dwa kondensatory.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.