Dotknąć Sieci

Na świecie standardy w zakresie dostępności informacji zgromadzonych w Internecie dla osób niedowidzących wyznacza organizacja WAI. W Polsce tworzymy je sami. Czy inicjatywa firmy IVO jest próbą sięgnięcia po budżetowe pieniądze?

Społeczeństwo informacyjne to wszyscy obywatele, którzy mają wolny dostęp do wiedzy i danych, w tym również tych publikowanych w Internecie. Tymczasem osoby z dysfunkcjami zgodnie twierdzą, że w Polsce pod tym względem są ciągle spychane na margines życia społecznego. Dzieje się tak z kilku powodów. Przede wszystkim państwo przeznacza ograniczone środki na dofinansowywanie zakupu tzw. screen readerów dla osób niedowidzących. A oprogramowanie to jest stosunkowo drogie, co w wypadku osób niepełnosprawnych, które najczęściej nie są czynne zawodowo, jest barierą nie do pokonania.

Brak standardów

Kolejną kwestią jest to, że serwisy WWW, jako ogólnodostępne źródła informacyjne, nie zawsze spełniają normy wyznaczone przez organizację W3C w zakresie planowania struktury witryny, przez co stają się one właściwie niedostępne lub częściowo niefunkcjonalne. Jak powiedział nam przedstawiciel OS3 Multimedia, jednej z największych firm zajmujących się tworzeniem stron internetowych w Polsce – problem standaryzacji witryn dla potrzeb osób niepełnosprawnych jest zagadnieniem często pomijanym. OS3 Multimedia nie zostało do tej pory poproszone przez żadnego ze swoich klientów o to, by projektowana przez nich witryna była przyjazna inwalidom. Ostatnim problemem jest niedostatek polskojęzycznych wersji przeglądarek stron WWW dla osób niedowidzących. Niewiele firm zajmuje się na co dzień dostosowywaniem swoich produktów dla osób niewidzących, ponieważ nie przynosi im to spodziewanych zysków (same koszty tworzenia wyspecjalizowanego oprogramowania są bardzo wysokie). A jednak pojawiła się inicjatywa, która ma szansę zaprzeczyć wszystkim powyższym stwierdzeniom. Jest nią produkt trójmiejskiej firmy IVO – przeglądarka IWR.

Dzielenie na punkty

Co wyróżnia browser IWR na tle innych przeglądarek dla osób niepełnosprawnych? Z pewnością to, że jest bezpłatny! Jest również opracowany po polsku i ma wbudowany syntezator polskiej mowy. W ten sposób do kręgu użytkowników Sieci zostały włączone również osoby nieposługujące się językiem angielskim, dla których zazwyczaj tworzy się browsery. Syntezator w naszej opinii działa bardzo dobrze, z łatwością radzi sobie nawet z trudnymi zwrotami. Sam interfejs pozostawia jednak wiele do życzenia. Wielu niepełnosprawnych powiedziało nam, że korzystanie z IWR jest po prostu niewygodne. Łatwo się w nim pogubić i często nie wiadomo, w której części witryny znajduje się w danej chwili internauta. Przeglądarka wymaga również od osób niewidomych nauczenia się nowych skrótów klawiaturowych (te zastosowane w IWR nie są kompatybilne z powszechnie stosowanymi).

Skąd te profile?

Dzieje się tak pomimo tego, że IWR wykorzystuje możliwości, jakie daje technika formowania struktury dokumentu poprzez dzielenie go na specjalne części, tzw. punkty. Przeglądarka rozpoznaje poszczególne elementy strony zgrupowane w sekcje, takie jak nagłówek czy menu, umożliwiając użytkownikowi przemieszczanie się między nimi. Niestety, największą bolączką programu dostarczanego przez firmę IVO jest to, że obsługuje on tylko pewną, ściśle określoną grupę stron. Procedura wygląda następująco: jeśli dana firma czy instytucja ma ochotę, by jej witryna była obsługiwana przez przeglądarkę IWR, powinna się zgłosić do firmy IVO, by ta przygotowała specjalny profil strony WWW. IVO wykonuje taki profil za odpowiednią opłatą – w zależności od wielkości strony koszty wahają się w granicach od 3 do 7,5 tys. Od tej pory przeglądarka IWR jest w stanie przeczytać taką witrynę. Dotychczas udało się w ten sposób udźwiękowić 24 serwisy internetowe, w tym m.in. kilku urzędów miast czy też Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Standaryzacja

Należy pamiętać, że na świecie, w tym również w Unii Europejskiej, obowiązują standardy budowania witryn WWW (patrz: $(LC135941: Czy warto korzystać z przeglądarki IWR?)$). Wyznaczają one warunki, po spełnieniu których dana witryna będzie odczytana przez różne narzędzia. Tymczasem serwis MSWiA nie tylko nie spełnia wymogów standardu WCAG 1.0 (patrz: ramka poniżej), ale również nie jest zgodny nawet z wymogami HTML 4.01! Na stronie głównej znajduje się aż 16 błędów w składni opisu zawartości. Serwis webxact.watchfire.com, dzięki któremu możemy przetestować dowolną witrynę pod kątem dostępności, pokazał 4 błędy krytyczne i aż 19 ostrzeżeń. W jaki sposób osoby niepełnosprawne, które dysponują oprogramowaniem bazującym na standardach, mają odczytać taką stronę?

Przypomnijmy, że UE bardzo wyraźnie postawiła na standaryzację, określając reguły WCAG jako obligatoryjne dla stron wszystkich instytucji administracji publicznej. Tymczasem w Polsce, zamiast wydawać pieniądze na dostosowywanie witryn do standardów światowych, tworzy się własne, lokalne. Łukasz Osowski, szef firmy IVO, broni się, twierdząc, że w przyszłości IWR będzie obsługiwał wszystkie strony WWW, a nie tylko te, które mają odpowiednie profile. Dodatkowo okazuje się, że IVO została poproszona o wykonanie takiej usługi. Oznacza to, że kierunek działań był więc odgórny, a inicjatywa powstała wśród urzędników.

Czy nie lepiej byłoby od razu zainwestować w dostosowanie witryn WWW do standardów WCAG, zamiast odwlekać to i pomnażać koszty etapami przejściowymi? Jak powiedział nam Dariusz Bogucki, dyrektor Departamentu Społeczeństwa Informacyjnego w Ministerstwie Nauki i Informatyzacji, ustawa, która określa obowiązki twórców stron WWW instytucji publicznych odnośnie do standardów, wchodzi w życie dopiero 21 lipca 2005. Dlatego inicjatywa urzędników, nie stała w sprzeczności z żadnymi przepisami. Co więcej, gdyńskie przedsiębiorstwo zainwestowało w ten projekt własne, a nie budżetowe pieniądze.

Niebezpieczna tendencja

Z ostatecznego rozrachunku wynika więc, że nie taki diabeł straszny, a przedsięwzięcie firmy IVO może w przyszłości zaowocować naprawdę udaną aplikacją, pomagającą osobom niewidomym w uzyskaniu dostępu do informacji. Tylko oby zapewnienia Łukasza Osowskiego nie okazały się bez pokrycia, bo w takim wypadku może się okazać, że żyjemy w świecie, w którym wszyscy przyzwyczaili się do tego, że erzac stał się obowiązującą normą.

Standardy w UE
Unia Europejska dąży do zbudowania społeczeństwa informacyjnego, czyli takiego, które w sposób nieskrępowany i wolny może korzystać z wiedzy, doświadczeń i dorobku państw, instytucji i innych ludzi. Większość jej dyrektyw, rozporządzeń i przedsięwzięć uwzględnia osoby niepełnosprawne jako grupę aktywnie współuczestniczącą w tym procesie. Uczestnictwo osób z dysfunkcjami w korzystaniu z zasobów Sieci zostało szczegółowo opisane w kilku planach rozwoju informatycznego UE. Jednym z nich był realizowany w latach 1999-2002 plan Information Society Technologies. Była to jedna z pierwszych prób wdrażania w Europie założeń międzynarodowej inicjatywy Web Accessibility Initiative. W ramach projektu WAI zostały zaś zdefiniowane reguły, zgodnie z którymi powinny być budowane strony WWW, by mogły z nich korzystać osoby niepełnosprawne, tzw. Web Accessibility Content Guidelines (WCAG). Dotyczą one atrybutów znaczników metajęzyka HTML, np. tego, że każde zdjęcie powinno mieć atrybut „alt”, w którym zostanie umieszczony jego opis.
Wytyczne WCAG były zaś realizowane w planie eEuropa 2002, dzięki któremu udało się dostosować witryny instytucji unijnych do założeń WAI. W roku 2002 Parlament Europejski wydał również rezolucję przewidującą możliwość nakładania sankcji na te instytucje i firmy, które utrudniają dostęp do swoich informacji i usług osobom niepełnosprawnym. UE powołała też specjalną grupę ekspertów (HLGESDIS), której główna rola polega na kontrolowaniu prac w zakresie postulatów dostępności.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.