Kim jest Kowalski?\t

Odnalezienie starych kumpli ze szkoły albo z wojska staje się coraz łatwiejsze. Powstała nawet wyszukiwarka służąca tylko do tropienia osób

Jakie informacje interesują nas najbardziej? Wystarczy rzucić okiem na statystyki Yahoo! czy Google’a. Górne rejony list najczęściej zadawanych pytań okupują nazwiska gwiazd muzyki pop, aktorów, polityków albo innych znanych osób. To właśnie o nich chcą czytać miliony internautów. Nieraz chcielibyśmy też znaleźć w Sieci coś na temat naszych znajomych, sąsiadów, szefów lub partnerów. Czasami nie zaszkodzi też sprawdzić, co o nas samych da się wyczytać w Internecie.

Trudno więc się dziwić, że powstają serwisy oferujące możliwość wyszperania w Sieci danych dotyczących konkretnych osób. Firma Zoom Information Inc. stworzyła niedawno pierwszą wyszukiwarkę, która służy właśnie do odnajdywania ludzi. Serwis ZoomInfo.com w przeciwieństwie do tradycyjnych wyszukiwarek nie prezentuje po prostu listy stron, na których pojawiło się wpisane nazwisko. W zamian za to pokazywane są gotowe profile internautów. Zestaw tych danych powstaje dzięki automatycznemu mechanizmowi przeszukującemu miliony stron WWW. Na razie w bazie serwisu ZoomInfo.com znajdują się dane ponad 25 mln osób i 1,5 mln firm, a z każdym miesiącem przybywa około 500 tysięcy kolejnych pozycji.

Zapisane-przyklepane

W jaki sposób ZoomInfo gromadzi informacje dotyczące konkretnej osoby? Otóż wystarczy, że wzięliśmy kiedyś udział w zawodach, których wyniki zostały opublikowane w Sieci, chodziliśmy do szkoły, której strona internetowa zawiera spis absolwentów, bądź też wypełniliśmy formularz, z którego informacje zostały później „wygrzebane” za pomocą wyszukiwarki. Nieraz sami jesteśmy autorami strony WWW, na której piszemy o sobie.

Twórcy ZoomInfo postanowili dać internautom choć częściową kontrolę nad zgromadzonymi w serwisie informacjami. Profil prezentowany przez wyszukiwarkę można samodzielnie edytować. Autoryzacja osoby opisanej w portalu ZoomInfo następuje po podaniu prywatnych danych.

Taki mechanizm poprawiania profilu czasami na niewiele się zda. Może się choćby zdarzyć, że ZoomInfo utworzy wiele profili opisujących tego samego użytkownika. Zapewne mało kto zdecyduje się na poprawianie wszystkich wpisów prezentowanych przez wyszukiwarkę.

Osobnym problemem są ci internauci, którzy noszą popularne nazwiska. W takiej sytuacji podczas poszukiwań można się przedzierać przez tabuny Johnów Smithów. Tutaj z pomocą przyjdzie mechanizm wyszukiwania zaawansowanego, pozwalający np. ograniczyć wyniki do absolwentów konkretnego uniwersytetu.

Wyszukiwarce zdarzają się wpadki, ale jej twórcy zapewniają, że serwis bardzo celnie rozpoznaje, o kogo chodzi. ZoomInfo jest w stanie analizować nawet zdrobnienia albo skróty, takie jak „Federal Express” i „FedEx”

Czy mnie jeszcze pamiętasz?

Osoby, którym nie uda się odnaleźć znajomych za pomocą ZoomInfo, zawsze mogą skorzystać z innych serwisów. Who-Remembers-Me.com pomaga odszukać przyjaciół z klasy, znajomych z uniwersytetu czy sąsiadów. Inna strona – www.alumni.net – ogranicza się do kolegów ze szkolnej z ławy oraz znajomych z pracy. Niewykluczone, że ktoś wkrótce zdecyduje się przenieść pomysł do Polski. Podobnie było przecież w wypadku serwisu Grono.net, z którego to można dowiedzieć się nawet, z kim dany internauta się przyjaźni. Pomysł został zaczerpnięty ze stron SixDegrees oraz Friendster, które były inspirowane doświadczeniem amerykańskiego psychologa Stanleya Miligrama. Chciał on sprawdzić, jak kształtują się kontakty między nieznającymi się nawzajem ludźmi. Naukowiec rozdał przypadkowym osobom 300 przesyłek pocztowych, które miały dotrzeć do adresata jedynie poprzez znajomych. Okazało się, że średnio potrzeba było sześciu osób, aby przesyłka dotarła do celu. Miligram nazwał zjawisko „sześcioma stopniami separacji”. Portal Grono.net istnieje od roku, ale z punktu widzenia polskiego internauty ma przewagę nad swoim pierwowzorem. Znaleźć Polaka we Friendsterze to nie lada wyzwanie, a liczba użytkowników Grona rośnie w lawinowym tempie. Efektem ubocznym popularności serwisu jest powstanie kolejnego narzędzia mogącego potencjalnie posłużyć inwigilacji internauty. Tu jednak użytkownik sam decyduje, czy ma być uwzględniany w wynikach wyszukiwania. Pamiętajmy, że Google takiego luksusu nie zapewnia i musimy uważać, jakie dane na swój temat podajemy w Sieci.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.