Słoń w składzie porcelany

Wejście eBay.pl można określić krótko: katastrofa. Potraktowanie Polski przez Amerykanów jak dżungli gwałtownie zmroziło emocje rodzimych internautów. Piotr Kubiszewski zastanawia się, czy następni chętni do podboju polskiego rynku postąpią równie arogancko i czy w ogóle są nad Wisłą potrzebni

Polacy od lat mają nad wyraz bezkrytyczny stosunek do wszystkiego, co amerykańskie. Kusi nas zapewne bogactwo Stanów Zjednoczonych, spektakularne osiągnięcia w nauce, wykreowany przez hollywodzkie filmy amerykański styl życia. Taki obraz świata zza oceanu miał zapewne wpływ również na oczekiwania, jakie powstały natychmiast, gdy tylko gruchnęła wieść o wejściu eBaya do Polski. Sukces był niemal pewny. Wystarczyło przecież tylko dowiedzieć się, na co najbardziej narzekają allegrowicze i… podbić rynek.

Słoń nadchodzi, czyli katastrofa

EBay potraktował jednak Polskę jak… dżunglę. Gdy nadszedł dzień premiery, okazało się, że słoń znalazł się w… składzie porcelany, a nie w buszu. Błyskawicznie stłukł wszystkie nadzieje na lepsze aukcje. Fatalne łącze, przedpotopowa funkcjonalność, brak jakichkolwiek zabezpieczeń i kontroli nad aukcjami w ciągu kilku dni ostudziły zapał polskich internautów (patrz: $(LC135752:Start czy falstart?)$). Prysł sen o lepszym świecie, który przybędzie zza oceanu.

Czarę goryczy przepełniło wielokrotnie powtarzane przez przedstawicieli eBay.pl stwierdzenie o konieczności edukacji polskich użytkowników. Douczyć powinien się kto inny.

A za słoniem idą inni

Serwis eBay.pl przyznaje, że „zainteresowanie polską giełdą wielokrotnie przekroczyło poziom, na który byliśmy przygotowani”. Szybko uporano się z problemem kiepskiego łącza, a w Berlinie zatrudniono dwanaście osób, których zadaniem jest m.in. wyeliminowanie handlu komentarzami – zmory witryny od chwili jej powstania. Wkrótce jednak nastąpiła kolejna kompromitacja: liczba oszustw na eBay.pl osiągnęła taki poziom, przy pobłażaniu ze strony osób odpowiedzialnych za serwis, że zainteresowała się tym przerażona skalą procederu polska policja.

Ja także należę do licznego grona rozczarowanych, którzy z początku bardzo ciepło zareagowali na zapowiedź powstania eBay.pl. Arogancja potentata zmroziła mnie jednak tak skutecznie, że już nie trzymam kciuków za jego powodzenie w Polsce. Co więcej, stosunek witryny do Polaków ostudził moje oczekiwania wobec zapowiadanego otwarcia lokalnych oddziałów Yahoo i Google’a. Czy pracownicy tych ostatnich wyciągną wnioski z kompromitacji eBay.pl?

Najlepiej jednak, żeby ani Google, ani Yahoo, ani nikt inny w ogóle nie wchodził już do Polski. Bo i po co? Nie brakuje u nas ludzi, którzy mają głowę na karku. Dowodem na to liczne serwisy i portale. Nie potrzebujemy wytycznych od „speców” zza oceanu, którzy – jak widać na przykładzie eBay.pl – potrafią pewny sukces zamienić w klapę. I, co równie pewne, nigdy nie zgodzimy się na to, by Amerykanie traktowali nas jak prostaczków granatem oderwanych od pługa.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.