Zwyczajny miliarder

Twórca Microsoftu lubi uchodzić za wizjonera, jednak przespał wszystkie rewolucje technologiczne. Świetnie za to radzi sobie w brutalnej grze rynkowej i jest rekordzistą świata w... rozdawaniu pieniędzy

Kiedy młody William Henry Gates III był w VI klasie, jego rodzice wysłali go do psychologa, bo sami nie byli w stanie dać sobie z nim rady. Nastolatek był permanentnie na ścieżce wojennej ze swoją matką. Ponoć kiedyś na pytanie: „Co robisz?” odpowiedział: „Myślę”. „Myślisz?” – upewniła się matka. „Tak matko, też kiedyś powinnaś tego spróbować” – odpowiedział przyszły miliarder. Ostatecznie psycholog zainteresował go Freudem, a rodzicom poradził, aby z nim nie walczyli, bo i tak nie wygrają.

Chociaż majątku rodziców Gatesa nie sposób porównywać do tego, co on sam posiada dzisiaj, to jednak historia jego życia w żaden sposób nie przypomina kariery „od pucybuta do milionera”. Edukację rozpoczął w najbardziej ekskluzywnej szkole podstawowej w Seattle, a zakończył na Uniwersytecie Harvarda, którego dyplomu zresztą nie zdobył.

Va banque

W 1975 roku Gates przeczytał w magazynie „Popular Science” o komputerze Atari 8700. Natychmiast zadzwonił do producenta maszyny, firmy MITS, z informacją, że opracował język programowania BASIC dla ich produktu. Gdy wkrótce wspólnik Gatesa Paul Allen poleciał do siedziby firmy, aby zaprezentować BASIC, po raz pierwszy miał kontakt z komputerem Atari. Prezentacja była jednak udana i MITS kupił program. W tym samym roku Gates i Allen założyli Micro-Soft, później przemianowany na Microsoft.

W 1981 roku Microsoft podpisał umowę z firmą IBM na system operacyjny dla wchodzącego właśnie na rynek IBM Personal Computera (PC). Problem polegał na tym, że Microsoft nie miał jeszcze wtedy swojego systemu operacyjnego. Gates i Allen odkupili QDOS od programisty Tima Patersona za 56 tysięcy dolarów, pośpiesznie wygładzili go i przedstawili jako PC-DOS.

Żmudnie do przodu

Firmie Billa Gatesa wiodło się coraz lepiej. Choć swoją pozycję zbudowała ona na systemie operacyjnym i kilku środowiskach programistycznych, to prawdziwe kokosy miały nadejść wraz z popularyzacją środowiska graficznego, a zwłaszcza zastąpienia DOS-u przez 32-bitowe Windows. Firma też konsekwentnie zdobywała nowe rynki, wygryzając dotychczasowych potentatów wśród arkuszy kalkulacyjnych (Lotus 1-2-3), edytorów tekstu (WordPerfect), a także baz danych, organizerów itp. Wreszcie Microsoft uczynił ze swoich założycieli miliarderów, a z wielu pracowników, którzy otrzymywali swoje wynagrodzenie w dużej części w akcjach firmy, milionerów i multimilionerów.

Nie obyło się jednak bez zgrzytów. W dużej mierze za sprawą swego szefa, który lubi uchodzić za wizjonera (choć zdanie o tym, że „640 KB RAM-u wystarczy dla każdego!” to apokryf), koncern przespał rewolucję internetową. Gdy świat odkrywał Sieć – głównie poprzez przeglądarkę Netscape – Bill Gates wieszczył infostradę realizowaną za pomocą Microsoft Network, a na zebraniach z pracownikami krzyczał, że Internet to chwilowa moda.

Filantrop medialny

W 1998 r. Billa znudziło zarabianie pieniędzy i postanowił wrócić do tego, od czego zaczynał. Na stanowisko szefa firmy wypromował swojego wieloletniego przyjaciela, Steve’a Ballmera, a sam objął funkcję głównego architekta oprogramowania. To daje mu więcej czasu także na inne zajęcia. Najbogatszy człowiek świata bardzo silnie angażuje się w działalność charytatywną. Wraz ze swoją żoną Melindą prowadzi Bill & Melinda Gates Foundation, która na stypendia, walkę z AIDS i innymi chorobami wydała już 28 miliardów dolarów. To więcej, niż jakakolwiek inna fundacja charytatywna w historii – wynik odnotowany w Księdze Rekordów Guinnessa.

Działalność charytatywna Gatesa budzi kontrowersje. Krytycy twierdzą, że wziął się za filantropię, bo chciał poprawić obraz medialny koncernu i miał dość słuchania oskarżeń, iż nie dzieli się swoim bogactwem. Podobno dobroczynność ma być kolejnym genialnym posunięciem biznesowym, tak jak wtedy, gdy zakładając firmę, przekonał wspólnika, że powinien dostać 10% udziałów więcej, bo nie pobierał przez kilka miesięcy pensji.

Gates wcale nie sprawia wrażenia, jakby chciał tym zarzutom zaprzeczać. Na wszystkich projektach fundacji eksponowane jest nazwisko fundatorów, a ostatnio Bill i Melinda w jedną ze swoich podróży po rejonach, jakie wspierają, zabrali dziennikarkę „Timesa” – magazynu, który wkrótce potem uznał go za Człowieka Roku.

Zwolennicy twórcy Microsoftu zwracają uwagę, że na cele charytatywne wydał aż jedną trzecią swojego majątku i – w przeciwieństwie do wielu innych filantropów – nie wyrzuca pieniędzy w błoto: Gatesowie finansują stypendia, programy szczepień czy badania naukowe, m.in. nad lekarstwami, których opracowywanie nie opłaca się koncernom farmaceutycznym. Do pilnowania, by pieniądze były właściwie wydawane, zatrudnia specjalistów, którzy szlify zdobywali w wielkim biznesie.

Ofiara spamu

Założyciel Microsoftu lubi gadżety. Mieszka w jednym z najbardziej skomputeryzowanych domów świata, którego budowa kosztowała 113 milionów dolarów. Najbogatszy człowiek świata często spotyka się jednak ze zwykłymi problemami. „Jak każdy, kto używa e-maila, dostaję każdego dnia tony spamu. Większość ofert proponuje mi pomoc w wyjściu z długów albo w szybkim wzbogaceniu się. To mogłoby być zabawne, gdyby nie to, że jest tak irytujące” – skarży się Bill Gates. W wolnym czasie jednak nie zagląda do swojej skrzynki. Woli zaszyć się z książką na długie godziny. Na pytanie dziennikarza ABC, co by zrobił, gdyby przez cały dzień nie miał dostępu do najnowszych technologii, odpowiedział: „Zabrałbym ze sobą całą torbę książek i spędziłbym fantastyczny dzień”.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.