Podziel się łączem

Jesteś w zasięgu hotspota, ale nie możesz z niego skorzystać ze względu na wysokie koszty? Zapomnij o tym, już niedługo sieć bazująca na wymienianiu się dostępem do Internetu może zawojować cały świat

FON Technologies udostępnia darmowy albo bardzo tani bezprzewodowy dostęp do Sieci. Niby nic nowego – w niektórych polskich miastach istnieją już hotspoty, w zasięgu których możemy za darmo surfować – a jednak coś skłoniło takich gigantów jak Google czy Skype do zainwestowania aż 18 milionów euro w hiszpańską firmę. Pytanie brzmi: co?

Pomysł wart miliony

Nawet najwięksi dostawcy bezprzewodowego Internetu nie są w stanie pokryć gęstą siecią hotspotów całego obszaru, na którym chcielibyśmy skorzystać z zasobów Sieci. I jeszcze przez długi czas ta sytuacja się nie zmieni, bo instalowanie, utrzymywanie i modernizowanie punktów dostępowych jest po prostu drogie. Hiszpański przedsiębiorca wymyślił sposób, rozwiązujący problem wysokich kosztów. Martin Varsavsky, założyciel FON Technologies, postanowił utworzyć sieć, której użytkownicy dzielą się bezprzewodowym dostępem do Internetu.

W sieci FON każdy użytkownik sam tworzy hotspot – staje się w ten sposób fonerem. Aby to zrobić, musi mieć dostęp do stałego łącza, zaopatrzyć się w specjalny radiowy router firmy Lynksys (można go kupić w serwisie WWW firmy FON za 25 euro), pobrać i zainstalować odpowiednie oprogramowanie. „Wystarczy dwóch lub trzech użytkowników w każdej kamienicy, aby nasza sieć była dostępna w całym mieście” – przekonuje Varsavsky. „Zapłacisz za swój dostęp do Internetu w domu, a będziesz mógł z niego korzystać wszędzie tam, gdzie są inni fonerzy” – tłumaczy. FON to nie tylko dzielenie się swoim łączem, to także możliwość korzystania z łącza każdego innego fonera. Ci ostatni mają już wkrótce opleść cały glob. Firma początkowo planuje upowszechnić swoje usługi w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej – na pierwszy ogień poszła Hiszpania.

Trzej Polscy operatorzy komórkowi – Era, Plus GSM i Orange – również świadczą usługi bezprzewodowego dostępu do Internetu, ale mają zaledwie kilkaset hotspotów (razem wzięci). Jeśli tylko połowa z miliona fonerów zakładałaby swoje punkty dostępowe, to trudno sobie wyobrazić, by jakakolwiek firma była zdolna utworzyć gęstszą sieć.

Trzęsienie ziemi

FON może zatrząść rynkiem mobilnego dostępu do Internetu. Nic więc dziwnego, że niechętna przedsięwzięciu jest część telekomów. Jednak coraz więcej z nich godzi się na współpracę, bo Hiszpanie gotowi są podzielić się z nimi zyskiem. Także TP SA deklaruje zainteresowanie projektem. „Jesteśmy otwarci na zmiany, bo każda działalność komercyjna, która przyczynia się do wzrostu popularności Internetu wśród Polaków, jest dla nas w perspektywie czasu korzystna” – twierdzi rzeczniczka firmy Barbara Górska.

Dzięki FON Technologies mogą zarabiać nie tylko operatorzy, ale również użytkownicy. Tych ostatnich Varsavsky dzieli na trzy grupy: linusów, billów i alienów. Pierwsi udostępniają sygnał za darmo, w zamian otrzymując to samo od innych uczestników sieci. Billowie także udostępniają sieć, ale otrzymują za to pieniądze. Dzieje się tak, gdy skorzystają z tej opcji członkowie trzeciej grupy fonerów – alieni. To osoby, które same nie mają dostępu do Internetu, ale są gotowe za niego zapłacić drobne sumy. W tym wypadku to tylko dwa dolary za jedną dobę surfowania.

Wielcy chcą kawałek

Nic więc dziwnego, że oferta FON Technologies cieszy się lawinowo rosnącym zainteresowaniem. Varsavsky liczy na to, że do 2010 roku uda się zgromadzić milion fonerów. FON przyspieszyrozwój Internetu, a zwłaszcza niektóre segmenty tego rynku. Świadczy o tym fakt, że firmy takie jak Google czy Skype zdecydowały się zainwestować w to przedsięwzięcie. Właściciel najpopularniejszej wyszukiwarki już od jakiegoś czasu pracuje nad udostępnieniem bezprzewodowego dostępu do Internetu mieszkańcom San Francisco. Rozwój Sieci to większa liczba internautów, a więc potencjalnych klientów najpopularniejszej wyszukiwarki.

Jeszcze większy potencjał w fonerach widzi Skype Technologies. Na targach CeBIT zaprezentowano modele telefonów, które pomogą w komunikacji głosowej w sieciach bezprzewodowych. Wystarczy, że znajdziemy się w zasięgu hotspota, a będziemy mogli uruchomić popularnego Skype’a na naszej komórce. Rozmowy takie stają się niebywale tanie w porównaniu z cennikiem nawet najbardziej konkurencyjnych operatorów GSM, a ponadto pozwalają za darmo rozmawiać z użytkownikami tej samej sieci. Upowszechnienie się tej technologii może być dla Skype’a prawdziwą żyłą złota.

Beczka miodu, łyżka dziegciu

Jednak nie wszyscy podchodzą tak optymistycznie do propozycji FON-a. Krytycy uważają, że firma ta nie gra czysto, próbując promować swój wizerunek jako ruch użytkowników Internetu, bo w rzeczywistości jest korporacją. Inni są zdania, że alieni nie powinni być zmuszani do wnoszenia opłat za korzystanie z Sieci. Prezes Varsavsky odpiera te zarzuty, twierdząc, że nie umie wyobrazić sobie usługodawcy, który na dłuższą metę dostarczałby sygnał całkiem za darmo. „Nie wiem, jak można byłoby takie usługi modernizować” – dodaje.

Wi-Fi na cenzurowanym

Większym problemem mogą okazać się osoby sceptycznie nastawione do samej technologii bezprzewodowej. Jeszcze niedawno tylko o telefonach komórkowych mówiło się w kontekście szkodliwego wpływu na ludzkie zdrowie, teraz te same zarzuty padają pod adresem Wi-Fi. Jednak do tej pory żadna instytucja nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, że nie istnieje związek pomiędzy ekspozycją na fale radiowe i pole elektromagnetyczne a zachorowaniem na białaczkę.

Brak więc dowodów na to, że Wi-Fi nie szkodzi zdrowiu. Ale nikt też nie udowodnił, że jest na odwrót. Czy wpłynie to na popularność bezprzewodowego Internetu? Rozdmuchiwane rewelacje o rakotwórczości telefonów komórkowych nie wpłynęły na ich popularność. Podobnie będzie z technologią bezprzewodową. FON nie musi się więc specjalnie obawiać o swoją przyszłość.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.