Haker na tropie UFO

Szkockiemu hakerowi grozi 70 lat więzienia za "działania wywrotowe", czyli włamania do systemów komputerowych amerykańskiej armii. Szkot tymczasem twierdzi, że nikogo nie sabotował, a jedynie szukał dowodów na istnienie UFO. I podobno je znalazł.

Zanim wziął się za włamywanie do Pentagonu, Gary McKinnon jako 17-latek został fryzjerem. Miał jednak pewną pasję – trzeba przyznać – dość nietypową dla fryzjera. Gdy po pracy wracał do domu, długie godziny spędzał przed komputerem. Znając hobby Gary’ego, znajomi namawiali go, by się dokształcił i zaczął zajmować się komputerami zawodowo. W końcu dał się przekonać, a potem szybko dostał pracę administratora sieci komputerowej. Choć wówczas był to dla niego niemały skok w karierze, dziś pewnie chętnie wróciłby do strzyżenia włosów. Zdobyta wiedza wpędziła go bowiem w nie lada kłopoty. Dzisiaj – teraz już 40-latkowi – grozi mu 70 lat więzienia i 2 miliony dolarów grzywny.

Po modemie do Pentagonu

Rząd amerykański oskarża McKinnona – w Internecie znanego jako Solo – o włamanie do kilkudziesięciu systemów kompute rowych należących do amerykańskiej armii. Marynarka, piechota, siły powietrzne, a nawet NASA i Departament Obrony – komputery tych wszystkich instytucji padły ofiarą mieszkającego w północnym Londynie Szkota, który łączył się z Internetem przez zwykły modem.

Amerykanie wyceniają straty na 700 tys. dolarów. Lecz pieniądze mają tu niewielkie znaczenie. Dużo poważniejsze oskarżenie obejmuje skasowanie plików z systemu ochrony powietrznej amerykańskiej marynarki wojennej, którego dokonał tuż po zamachach z 11 września 2001 roku. Wiadomo ponadto, że Szkot włamał się przynajmniej do 92 systemów komputerowych należących do amerykańskich instytucji i wojska. Władze twierdzą, że jego ingerencja spowodowała znaczne obniżenie wydajności działania systemów. Miał on m.in. usunąć konta 1300 użytkowników. Innym razem sparaliżował ponad 2 tys. Komputerów należących do armii USA tylko po to, by wydobyć z systemu poufne dane. A to pociąga za sobą oskarżenie o sabotaż, a być może nawet o terroryzm. Czym to grozi – nietrudno się domyślić.

W poszukiwaniu kosmitów

McKinnon twierdzi, że włamywał się nie po to, by sabotować armię USA, a jedynie by… znaleźć dowody na istnienie kosmitów. Haker święcie wierzy, że Ziemię odwiedzały istoty pozaziemskie. Co więcej, jest przekonany, że w ręce Amerykanów wpadła kosmiczna technologia. Tą technologią ma być odrzutowy napęd antygrawitacyjny, którego konstrukcję Amerykanie mieli poznać, badając statek kosmitów. „Nie chodzi o fascynację zielonymi ludzikami i latającymi spodkami. Technologie zapewniające dostęp do taniej energii nie powinny być zatajane, w sytuacji gdy emeryci nie są w stanie zapłacić za paliwo” – tłumaczy McKinnon. Uważa, że w tym kontekście jego działalność była wręcz „humanitarna”.

Hakingoholik

Na znalezieniu dowodów istnienia UFO zależało mu tak bardzo, że hakowanie stało się jego nałogiem. W hakerstwie zatracił się na tyle, że przestał przychodzić do pracy i zaniedbywał swoją dziewczynę. Wkrótce stracił i jedno, i drugie. Ogromny zapał i pragnienie odkrycia dowodów na istnienie UFO sprawiły, że w końcu zaczął popełniać błędy – zostawiał za sobą ślady, zdarzało mu się też umieszczać na pulpitach wojskowych komputerów antywojenne hasła.

W marcu 2002 roku oficerowie specjalnej jednostki policji brytyjskiej do walki z cyberprzestępczością (British National Hi Tech Crime Unit) aresztowali McKinnona w jego mieszkaniu. Skonfiskowali także komputery. Haker trafił na kilkugodzinne przesłuchanie, a jego dysk twardy został wysłany do analizy.

Brytyjski sąd nie potraktował jednego z najgroźniejszych hakerów – jak twierdzą Amerykanie – surowo. Solo przez jakiś czas musiał regularnie meldować się na lokalnym posterunku policji. Nie wolno mu było też opuszczać domu na noc ani używać komputera podłączonego do Internetu. Spodziewał się, że w końcu dostanie wyrok trzech, czterech lat pozbawienia wolności.

Musiał go jednak oblać zimny pot, gdy dowiedział się, że USA zaczęły zabiegać o jego ekstradycję. Choć jego obrońca i niektórzy niechętni Amerykanom komentatorzy zaczęli przewidywać, że Brytyjczyk zostanie zesłany do Guantanamo, to realnie grozi mu w Stanach Zjednoczonych po prostu więzienie. Rzecz w tym, że Brytyjczyk może w nim spędzić wspomniane 70 lat, cow jego wypadku oznacza dożywocie. Nic więc dziwnego, że haker niczym niepodległości broni swojego prawa do procesu w angielskim sądzie. Wspierają go w tym przyjaciele i sympatycy. Powstał nawet specjalny blog FreeGary.co.uk.

Mimo usilnych starań obrońców apelacja w sprawie ekstradycji została odrzucona w Izbie Lordów. Szkot zamierza jeszcze zwrócić się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Wojskowe Windows

Amerykanie jednak łatwo nie odpuszczą. Chodzi bowiem nie tyle o zagrożenie, które spowodował McKinnon, ale o wstyd, którego im narobił. Tym bardziej że Solo wcale nie korzystał z jakichś niezwykle wyrafinowanych technik. Systemy były po prostu dziurawe jak szwajcarski ser. „Odkryłem, że amerykańskie siły zbrojne używają Windows. Doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie łatwo będzie się do nich włamać, jeśli odpowiednio ich nie zabezpieczono” – wyjawił McKinnon.

Okazało się, że sprawa była prostsza, niż się spodziewał. Wiele komputerów nie było chronionych przez firewall. Ba, wielu użytkowników korzystało z domyślnych haseł! Solo skanował systemy z użyciem powszechnie dostępnych programów i atakował te, które były najsłabiej zabezpieczone.

Szukał UFO… i znalazł

McKinnon twardo obstaje przy swojej wersji o pozaziemskich technologiach. Co więcej, mówi, że nie tylko szukał dowodów na istnienie UFO… ale, że je znalazł. Najważniejsze mają podchodzić z Centrum Lotów Kosmicznych im. Lyndona B. Johnsona. „Wszedłem do sieci NASA i udało mi się uzyskać dostęp do komputerów tego departamentu. Mieli tam olbrzymie, wysokiej rozdzielczości obrazy” – wyznał haker. Ze względu na fakt, że z Internetem łączył się za pomocą powolnego łącza 56K, nie udało mu się ściągnąć żadnego z tych zdjęć.

Wcześniej jednak podejrzał ich zawartość. W tym celu dostosował ekran do niskiej rozdzielczości i ograniczył liczbę kolorów. „To był srebrnawy obiekt w kształcie cygara. Nie było widać na nim żadnych łączeń ani nitów. Zdjęcie zrobiono najprawdopodobniej z satelity. Ten obiekt nie przypominał niczego, co mogłoby zostać wykonane przez człowieka” – twierdzi haker-ufolog.

McKinnon znalazł też dokument Excela zatytułowany „Pozaziemscy oficerowie”, w którym były nazwiska oraz stopnie członków amerykańskich sił powietrznych nigdzie indziej niezarejestrowanych. Według Szkota są to ludzie służący na tajnych amerykańskich statkach kosmicznych.

Zapewne Brytyjczyk stanie przed obliczem amerykańskiego sądu. Trudno jednak przewidzieć, czy kolejne 70 lat spędzi w celi, czy w którejś z tajnych baz wojskowych jako komputerowy ekspert. I kto wie, może właśnie w ten sposób uda mu się poznać choć część prawdy, w poszukiwaniu której wpakował się w takie tarapaty.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.