Nowości na Microsoft Technology Summit 2008

Tegoroczny Microsoft Technology Summit odsłonił kilka tajemnic. O tym że świat się zmienia wiemy nie od dziś, jednak próg rewolucji jest bliżej niż moglibyśmy przypuszczać.

Pierwsze skojarzenie z słowem Microsoft, wykreowane przez media to „gigant z Redmond”. I rzeczywiście – największa korporacja informatyczna naszego wieku ma nawet własną ulice, która prawdopodobnie nie bez powodu nazywa się „One Microsoft Way”. Tylko, że jedna droga we współczesnych realiach nie jest już jedynym słusznym rozwiązaniem. Wygoda klienta ponad podziałami może stać się kluczowym elementem kampanii o dominację na rynku oprogramowania i… usług.

Historia pewnej wstążki i pułapka przeładowanego interfejsu

Idealny przykład ewolucji interfejsu to historia wstążki przedstawiona podczas MTS 2008 przez Mariusza Jarzębowskiego. Dla przypomnienia wstążka (ang. ribbon) to charakterystyczny element interfejsu Microsoft Office 2007 – paski ikon i narzędzi zostały pogrupowane w zakładki, zyskał na tym sam dokument, którego większą część obecnie widać na ekranie. Zmiany wymusił przeładowany interfejs Microsoft Office 2003, w którym obszar roboczy (widoczna na ekranie cześć dokumentu) skurczyła się do zaledwie 30 procent powierzchni ekranu. Choć sam pomysł układania komponentów interfejsu aplikacji nie jest nowy, przyłożenie zakładek do opcji Office’a okazało się zbawienne, bowiem użytkownicy gubili się w natłoku opcji w menu (ponad 250 w Microsoft Word 2003), pasków ikon (ponad 30) i bocznych paneli (prawie 20 w Microsoft Word 2003). Dziś Microsoft udziela za darmo licencje na wykorzystanie wstążki w aplikacjach innych producentów, pod warunkiem, że nie stanowią one konkurencji dla produktów firmy z Redmond. To zaskakujące, bo „zakładkowe” interfejsy istniały już w 1990 roku, podczas gdy Microsoft odkrył wstążkę w nocy z 19 na 20 października 2003. Niezależnie od historii i metod licencjonowania za Office’ową wstążką stoją czasochłonne i kosztowne badania, kontrolujące zachowania użytkowników, poruszanie się gałek ocznych po komponentach interfejsu i gigantyczne statystyki obrazujące, które z opcji pakietu biurowego są najczęściej wybierane przez użytkowników. Microsoft uczy się słuchać naszych potrzeb, co więcej reaguje na nie – oczekiwany w pierwszej połowie 2009 roku Sernice Pack 2 do Office ma przynieść kolejne nowinki, wśród których warto wyróżnić wsparcie dla formatu ODF OpenOffice.org, który to może na nasze życzenie stać się domyślnym formatem dokumentów Microsoft Office.

Live Mesh ­– komunikacja bez granic

Promowany przez Microsoft serwis Windows Live już wkrótce może stać się areną testową dla Live Mesh, usługi, która podobnie jak inne serwisy Microsoftu wymagają posiadania Windows Live ID. W zamian otrzymamy niewiele (patrząc na rozmiary klienta Live Mesh i dane jakie przesyła), ale konsekwencje wykorzystania tej niewielkiej aplikacji, działającej obecnie w Windows XP/Vista, Mac OS X i na urządzeniach mobilnych wyposażonych w Windows Mobile mogą być ogromne. Live Mesh nie tylko pozwala swobodnie, zdalnie pracować na dowolnym komputerze do którego mamy dostęp wyposażony został również w mechanizm cyklicznej synchronizacji plików zgromadzonych w wybranych przez nas folderze. Za przykład zastosowania tej technologii w praktyce nich posłuży synchronizacja folderu ze zdjęciami turysty podróżującego po Chinach z cyfrową ramką na zdjęcia stojącą w pokoju jego rodziców. Live Mesh to także praktyczne wykorzystanie cloud computing (dostęp do usług, aplikacji, plików i mocy obliczeniowej wyspecjalizowanych serwerów). Czyżby już zbliżał się czas przesiadki z prądożernych pecetów na mobilne, energooszczędne terminale, które na nasze żądanie połączą się z odpowiednim serwerem umożliwiając zdalną pracę z edytorem grafiki, tekstu, bądź arkuszem kalkulacyjnym?

Microsoft Photosynth – połączy zdjęcia za ciebie

Jeśli wciąż macie wątpliwości, że łagodniejszy odpowiednik Skynetu z Terminatora już gdzieś kryje się w chmurach – wypróbujcie Photosyntha, aplikację która z kolekcji zdjęć jednego budynku lub miejsca (niekoniecznie idealnie dopasowanych do siebie, jak musi mieć to miejsce w przypadku łączenia fotografii w panoramy), w kilkanaście minut, bez uciążliwego układania z puzzli, przygotuje coś w rodzaju trójwymiarowego zdjęcia panoramicznego, przypominającego QuickTime VR. Eksploracja połączonych zdjęć przypomina słynna scenę analizy fotografii przez Ricka Deckarda w Łowcy Androidów Ridley’a Scotta. Mimo pewnych niedoskonałości – efekty pracy Photosyntha robią ogromne wrażenie (o tym łatwo przekonać się na stronie photosynth.net), tym bardziej, że podczas łączenia kolekcji zdjęć nie obciążamy własnej maszyny, w procesie analizy i syntezy fotografii ponownie wykorzystywana jest technologia cloud computing. Wśród syntez dostępnych na stronach serwisu odnajdziemy m.in. widok monumentalnej rosyjskiej pamiątki okupującej centrum stolicy Polski. Praktyczne zastosowania Photosyntha to jak na razie: łatwa wizualizacja trójwymiarowych projektów, analiza uszkodzeń płytek termoizolacyjnych na zdjęciach wykonanych po stracie promów przez satelity oraz… dokładna dokumentacja miejsc przestępstw.

Rewolucja za progiem

Większość korporacji informatycznych prowadzi własne blogi i udostępnia eksperymentalne projekty online. Ciekawskim proponujemy wycieczkę po livelabs.com i research.microsoft.com.

Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.