Niebezpiecznie gorące notebooki

Notebooki często bardzo nagrzewają się podczas pracy. Nadmiernie wydzielane przez laptopy ciepło może być szkodliwe dla zdrowia użytkowników, a także dla środowiska i naszych portfeli. CHIP sprawdził najbardziej podejrzane urządzenia elektroniczne przy pomocy kamery termowizyjnej, by wskazać, które z nich marnują najwięcej energii.

Słowo „ciepły” kojarzy się na ogół z czymś miłym i przyjemnym. Przywodzi na myśl wakacje, słońce, plażę i ocean albo przytulny pokój, gdy na dworze jest zimno i mokro. Ale nawet ciepło może przeszkadzać: komputer niemal każdego typu, gdy długo pracuje, robi się ciepły albo nawet gorący. W tym wypadku ciepło nie jest pożądane, a producenci często nie radzą sobie z trzymaniem jego emisji w ryzach.

W artykule dowiesz się, kiedy ciepło może szkodzić nie tylko urządzeniom, ale także tobie. Wskażemy również, dla których producentów i w przypadku których klas produktów nagrzewanie się stanowi największy problem. Pamiętaj, że nawet jeśli z powodu przegrzewania się sprzętu nie ucierpi twoje zdrowie, będzie cię to sporo kosztować. Po pierwsze nagrzewanie komputera ma istotny wpływ na jego podzespoły – może się nawet okazać, że niedługo trzeba będzie kupić następne urządzenie. Na dodatek ciepło nie bierze się znikąd. Do jego wytworzenia potrzebna jest energia elektryczna, co z kolei odbija się na rachunku za prąd.

Notebooki: Jeśli planujesz liczną rodzinę, nie kupuj MacBooka Pro

Mulai Imsail był sułtanem Maroka w XVIII wieku. Mówi się, że w ciągu całego swojego życia spłodził aż 888 dzieci, ustanawiając tym samym rekord świata, którego do dziś nikomu nie udało się pobić. To ostatnie nie powinno dziwić, jako że obecnie coraz większa liczba mężczyzn ma problem ze spłodzeniem choćby jednego potomka. Powszechne w dzisiejszych czasach faszerowanie się lekami, picie alkoholu i palenie papierosów zaburza nasze Potentia generandi, czyli możliwość płodzenia dzieci – to wiedzą wszyscy. A co mają z tym wspólnego komputery przenośne?

Naukowcy ze State University of New York odkryli, że trzymanie notebooków na kolanach powoduje wzrost temperatury moszny. „Laptopy często osiągają temperaturę wewnętrzną przekraczającą 70 stopni Celsjusza” – wyjaśnia dr Yefim Sheynkin, kierujący uniwersyteckimi badaniami lekarz urolog. „Komputery często trzymane są blisko moszny. To pogarsza sprawę. Na dodatek użytkownicy są zmuszeni do siedzenia ze złączonymi nogami, tak by móc utrzymać komputer. To powoduje, że jądra są ściśnięte pomiędzy udami” – tłumaczy naukowiec. Wszystko to ma wpływ na zdolności prokreacyjne.

CHIP postanowił dowiedzieć się, czy zwykłe urządzenia elektroniczne potrafią nagrzewać się do niebezpiecznie wysokich temperatur i jak bardzo gorący jest laptop trzymany na kolanach. W tym celu zdobyliśmy kamerę termowizyjną. Na pierwszy ogień poszedł laptop, co do którego mieliśmy najwięcej wątpliwości: MacBook Pro firmy Apple. Uruchomiliśmy kilka aplikacji i zaczęliśmy surfować po Internecie. Korzystaliśmy wyłącznie ze standardowych programów, tych samych, których każdy używa milion razy dziennie. Już po dziesięciu minutach niektóre elementy obudowy rozgrzały się do 40 stopni Celsjusza. Wtedy szef jednego z działów, który właśnie skończył rozmawiać z żoną przez telefon, położył sobie laptopa Apple na kolanach i wziął się do pracy. W ciągu pół godziny zredagował kilka dokumentów, w przerwach oglądając filmy na YouTube: efekt widać na umieszczonym u góry zdjęciu z kamery termowizyjnej – jeansy redaktora nagrzały się do temperatury ponad 40 stopni. A to oznacza, że nie tylko możliwości prokreacyjne redaktora CHIP-a są zagrożone. Tak wysokie temperatury mogą powodować lekkie, a czasem nawet poważne poparzenia ud.

Na takie niebezpieczeństwo narażeni są w szczególności posiadacze komputera MacBook Pro, który przy intensywnym użytkowaniu nagrzewa się w okolicach klawiatury, brzegu obudowy i w miejscu między klawiaturą a wyświetlaczem nawet do ponad 60 stopni Celsjusza. Poparzenia rąk i przedramion są w tym przypadku nie tylko możliwe, ale wręcz bardzo prawdopodobne. Dlaczego więc tak wiele osób przechodzi nad tym do porządku dziennego? Można to wyjaśnić na prostym przykładzie: jeśli wrzucimy żabę do gorącej wody, żaba zacznie uciekać, ale jeśli wodę w jej akwarium będziemy podgrzewać powoli (do tej samej co poprzednio temperatury), zwierzę pozostanie spokojne. Istoty żywe są zdolne do tolerowania wysokiej temperatury, która jest dla nich niebezpieczna, o ile wzrost temperatury będzie stopniowy.

Nie tylko komputery MacBook Pro firmy Apple nagrzewają się do niebezpiecznego poziomu. Generalnie wszystkie modele, które można określić jako laptopy dla graczy, stanowią potencjalne zagrożenie dla płodności. Mocne procesory i wysoka rozdzielczość grafiki powodują wytwarzanie dużej ilości ciepła.

Mechanizm obronny: Oto jak możesz chronić się przed gorącymi laptopami

Przejściowa niemożność prokreacji i poparzenia nie należą do rzeczy przyjemnych. Niemniej poparzenia skóry można w większości wypadków szybko wyleczyć. Nawet w przypadku wystąpienia bąbli i uszkodzenia skóry można szybko wrócić do zdrowia bez stosowania specjalnych zabiegów.

Co więcej, eksperci zgodni są co do tego, że by doszło do długotrwałej impotencji, męskie jądra musiałyby być traktowane w ten sposób przez kilka miesięcy – sperma w pełni regeneruje się co dwa miesiące. Mimo wszystko należy unikać powyższego zagrożenia. Jeśli myślisz sobie: „na mnie nie trafi”, to  prawdopodobnie jesteś w błędzie. W rankingu CHIP-a znaleźliśmy aż 40 modeli 14- i 15,4-calowych, które podczas intensywnej pracy nagrzewają się do temperatury przekraczającej magiczną granicę 40 stopni Celsjusza.

Najprostszym zabezpieczeniem jest oczywiście używanie przy każdej okazji jakiejś podstawki pod laptopa. Naturalnie najlepszym rozwiązaniem jest korzystanie ze stolika, ale wystarczy nawet aktówka albo teczka na dokumenty położona na kolanach. Bardziej eleganckie są produkty takie jak G-Pad firmy Gigabyte. Składana aluminiowa podstawka (kosztuje około 100 zł) jest podwójnie skuteczna w zwalczaniu nadmiernego nagrzewania: nie tylko chroni nasze uda, ale także odprowadza ciepło z notebooka, sprawiając, że system jest względnie chłodny i stabilny.

Zasilacze: Większość z nich nie bije po kieszeni tylko producentów

Przegrzewające się urządzenia to nie tylko zagrożenie dla życia twoich – nienarodzonych jeszcze – potomków. Czyhają one także na zawartość twojego portfela, będąc źródłem dodatkowych kosztów. W końcu do wytworzenia ciepła potrzeba energii, a ta kosztuje. Producenci wkładają wiele trudu w to, by pozbawić swoje produkty tej wady. W efekcie nawet procesory i karty graficzne projektowane są w taki sposób, by zużywały jak najmniej energii. Dzieje się tak, bowiem pozbywanie się nadwyżki ciepła wymaga intensywnej pracy wiatraczków, które hałasują przy tym niemiłosiernie. A kto chciałby używać komputera, który zagłusza nawet myśli?

W przypadku zasilaczy podłączanych do gniazdka elektrycznego sytuacja wygląda inaczej. Korzystających z nich małych urządzeń, które trzeba podłączać w domu czy w biurze, jest bardzo wiele i w sumie zużywają  one ogromne ilości prądu. Nie można niestety liczyć, że producenci będą starali się to zużycie ograniczyć, bo dla większości z nich zasilacze stanowią przede wszystkim dodatkowy wydatek. A te niepozorne urządzenia potrafią całkiem sporo kosztować. Ponieważ na rynku jest konkurencja cenowa, to czy firma wsadzi do pudełka zwykły zasilacz, który kosztuje 1 dolara, czy zasilacz impulsowy za 3 dolary, ma znaczenie. Dla ciebie różnica okaże się jeszcze wyraźniejsza, bo wyniesie zapewne 15 dolarów! A to dlatego, że te 15 dolarów – czy raczej około 40 zł – będziesz musiał zapłacić, gdy dostaniesz najbliższy rachunek za prąd. Co więcej, owe 15 dolarów to nie koszt zużytej przez zasilacz energii, tylko różnica pomiędzy kosztami generowanymi przez zwykłe urządzenie tego typu a kosztami generowanymi przez zasilacz impulsowy.

Czy będzie to ruter, czy cokolwiek innego, do działania potrzebuje prądu. Zasilacz impulsowy bez wątpienia okaże się bardziej wydajny (często nawet o 90 proc.) niż zwykły zasilacz. Różnica widoczna na zrzutach z kamery termowizyjnej (na środku, po lewej) jest wyraźna: na zdjęciu listwy przeciwprzepięciowej z wpiętymi zasilaczami jest tylko jedna luka bez kolorów oznaczających wysoką emisję ciepła  – to właśnie tam wpięty był zasilacz impulsowy. Nawiasem mówiąc, pozostałe zasilacze całkiem mocno się nagrzały – do około 55 stopni Celsjusza.

Zasilacze o sprawności „80+”: Nie wystarczy sama wysoka sprawność urządzenia

Wiele się mówi o zasilaczach komputerowych charakteryzujących się sprawnością przekraczającą 80 procent. Spece od marketingu już reklamują je jako „80+”. Jeśli myślisz, że korzystając z takiego zasilacza, jesteś w stanie zużyć trochę mniej prądu, to najprawdopodobniej jesteś w błędzie. Ponieważ uzyskanie 80 proc. sprawności możliwe jest już przy 20-proc. obciążeniu, modele 1000-watowe marnują wówczas ponad 750 watów niepotrzebnej energii. Ponieważ słabsze modele pracują w preferowanym zakresie obciążeń od samego początku, osiągają dzięki temu lepszą sprawność.

Trudno jest dziś kupić jednostki o maksymalnej mocy 350 watów, które tak naprawdę są optymalne dla komputerów używanych przez większość użytkowników. Producenci obawiają się, że zasilacze o małej mocy będzie trudno sprzedać, szczególnie jeśli na półkach sklepowych znajdą się obok swoich mocniejszych, a kosztujących tyle samo kolegów. Tymczasem taki 350-watowy zasilacz nie musi spełniać normy „80+”, aby zużywać mniej mocy niż zgodny z tym standardem zasilacz 500-watowy. Energia z takiego zasilacza zostaje po prostu rozproszona w postaci wypromieniowanego ciepła. Powietrze wypychane przez wiatrak komputera wyposażonego w 500-watowy zasilacz miało 73 stopnie Celsjusza. Jeśli masz pod biurkiem taką maszynę, nie musisz się obawiać, że kiedykolwiek zmarzną ci stopy. Gdy wyposażyliśmy podobną maszynę w zasilacz o mocy 350 watów, temperatura zmierzona przy ujściu wiatraka wynosiła 65 stopni Celsjusza.

Procesory i płyty główne: Nowe, oszczędne rozwiązania obniżają temperaturę

„Zielone IT” to często tylko pusty slogan. Jednak ostatnimi czasy sporo działo się na rynku płyt głównych i procesorów. Po  pierwsze pojawiły się regulacje prawne, które nakładają na producentów obowiązek tworzenia produktów zgodnie z unijną dyrektywą ROHS (Restriction of Hazardous Substances) – przewiduje ona, że wprowadzany do sprzedaży na terenie Unii Europejskiej sprzęt elektroniczny musi zawierać ograniczone ilości materiałów uznanych za szkodliwe.

Producenci starają się więc wprowadzać coraz więcej nowych rozwiązań pozwalających na jeszcze skuteczniejsze oszczędzanie energii. Firmy Asus i Gigabyte na początku tego roku wprowadziły nowe zasilacze do swoich płyt głównych. Efekt: prawie 60-proc. oszczędność energii (od 30 do 70 watów) podczas pracy przy średnim obciążeniu w konfiguracjach z CPU Intela. Nasz obraz z kamery termowizyjnej pokazał temperaturę tradycyjnego systemu zasilania (bateria kondensatorów wokół procesora) na poziomie 82 stopni Celsjusza. W wypadku nowych typów płyt głównych bywa podobnie (79 stopni), jednak powierzchnia emisji ogranicza się do 8–10 przetworników wielkości zaledwie jednego centymetra kwadratowego.

Warto zauważyć, że wszystkie funkcje ograniczające pobór mocy były oferowane za darmo. Jeśli więc planujesz zakup nowego peceta albo po prostu samodzielne złożenie go, powinieneś zwrócić szczególną uwagę na to, czy zakupione części spełniają najnowsze standardy. Zasada „nowszy to bardziej energooszczędny” ma teraz większe niż kiedykolwiek zastosowanie, zwłaszcza gdy mówimyo procesorach czy płytach głównych.

Podświetlenie LED: Jeszcze niedoceniana technologia przyszłości

Przyszłość należy do technologii podświetlania ekranów za pomocą diod LED. Dotychczas większość monitorów LCD i matryc notebooków podświetlana jest metodą CCFL (Cold Cathode Fluorescent Lamp), która początkowo wymagała potwornych ilości energii, jednocześnie pozwalając na mniejszy odstęp pomiędzy barwami niż w wypadku LED.

Pierwszy ekran TFT, w którym zastosowano technologię LED, pojawił się na rynku pod koniec 2005 roku. Zaprezentowany wtedy monitor NEC SpectraView LCD2180WG-LED-BK stał się dla konkurencji wzorem do naśladowania. Od tego czasu pojawiło się wiele notebooków, a nawet ekranów TFT, w których wykorzystuje się technologię podświetlania LED. Większość producentów wciąż jednak korzysta z tradycyjnych matryc CCFL w celu obniżenia kosztów produkcji.

Świetlówki CCFL również emitują ciepło, które jednak ledwie daje się zauważyć, gdyż wypromieniowywane jest z tyłu monitora. Obraz z kamery termowizyjnej na stronie s128 wyraźnie pokazuje obydwie lampy na dole i na górze monitora. Nazwa, od której pochodzi skrót CCFLnie, ma wiele wspólnego z „zimnym światłem” – znaczy tylko tyle, że elektrody lamp nie są ogrzewane.

Czym może skończyć się przegrzanie

Jeśli twoja skóra zrobiła się czerwona, to znaczy, że się poparzyłeś. Jeśli przez dłuższy czas byłeś narażony na działanie gorąca, konsekwencje tego będą bolesne. Rzadko spotyka się żywy ogień buchający z komputerów. Jednak gorąca obudowa albo ciepłe powietrze także potrafią narobić wiele szkód.

Definicja i objawy

Poparzenie to uszkodzenie tkanek skóry spowodowane wystawieniem jej na działanie nadmiernej temperatury. Skóra ulega uszkodzeniu głównie w fazie, która w medycynie znana jest jako Combustio. Lekarze wyróżniają cztery stopnie poparzeń. Dwa pierwsze mogą wystąpić
 w konsekwencji korzystania z komputerów. Pierwszy stopień: symptomy takie jak zaczerwienienie i lekkie obrzęki skóry oraz pieczenie. Uszkodzony zostaje tylko naskórek. Całkowite wyleczenie jest bardzo prawdopodobne. Drugi stopień: symptomami są pojawienie się bąbli na skórze oraz intensywny ból. Uszkodzeniu ulega także skóra właściwa, a nie tylko naskórek. Także w tym przypadku istnieje szansa na pełny powrót do zdrowia, ale niewykluczone, że na skórze pozostaną blizny. Może być też tak, że sprawy przybiorą gorszy obrót.

PIERWSZA POMOC

Lekarze zalecają schładzanie poparzonej skóry. Najlepiej będzie, jeśli włożysz ją pod zimną, bieżącą wodę.

Tak działa nasza kamera termowizyjna

Termowizyjna kamera radiometryczna Fluke Ti20 rejestruje i zapisuje dane dotyczące temperatur za pomocą matrycy 128×96 punktów, z których obraz składany jest później w całość. Urządzenie wyposażone jest w matrycę mikrobolometryczną. Pole widzenia wynosi 20° w poziomie, 15° w pionie, a zakres widma to 7,5 do 14 μm (środkowe pasmo podczerwieni). Możliwość zmierzenia takich długości fal przekłada się na obserwowanie zakresu temperatur od -10°C do 350°C.

Fluke Ti20 może przeprowadzić nawet wnikliwą analizę jednego punktu pomiarowego. Co więcej, istotne parametry, takie jak czułość czy zakres temperatur, mogą być zmieniane, zarówno w trakcie pomiaru, jak i podczas obróbki danych. Z czytnikiem dostarczone jest oprogramowanie InsideIR. Gdy zajdzie potrzeba, program zmienia kluczowe parametry, takie jak czułość, równoważenie poziomu emisji termicznej, wzmocnienie czy paleta kolorów, na zapisywanych obrazach. Tak więc nie ma potrzeby robienia nowych zdjęć, gdy na przykład chcemy zmienić ustawienia.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.