O brother, where art thou?

Żył zdrowo raptem 1,5 roku, po czym zaczął przejawiać pierwsze oznaki patologicznej choroby. Rozwijała się ona w niespotykanym w świecie nauki tempie. Następnego dnia nie miał siły się nawet podnieść. Biada mi!
Trzymajcie za niego kciuki...

Trzymajcie za niego kciuki…

Urodził się dokładnie 11 kwietnia roku pańskiego 2008. Mimo miejsca urodzin (Chiny), od początku wykazywał niesamowite zdolności w technice, multimediach i branży rozrywkowej. Szybko dołączył do najwyższej ligi w swojej kategorii. Obserwowałem mu podobnych od dawna. W końcu podjąłem decyzję: nie może dłużej się marnować i nie być docenianym!

Adoptowałem tego uroczego Chińczyka (co ciekawe, okazał się Czarnoskórym) i szybko sobie przypadliśmy do gustu. Jak się okazało, dzieliliśmy wiele zainteresowań i pasji, co zaowocowało setkami godzin wspólnie spędzonych chwil. Pięknych chwil. Dlatego ból jest nie do zniesienia.

Przedwczoraj po raz pierwszy zasygnalizował mi, że coś jest nie tak. Wyglądał jakoś tak niewyraźnie. Nauka nazywa to zjawisko „wyświetlaniem artefaktów”. Ja, lekkomyślnie, zignorowałem objawy, śmiejąc się z niego, że maruda. Jak mogłem?!

Następnego dnia nie mieliśmy już okazji spędzić razem wesołych, pełnych zabawy chwil jak co dzień. Nawet się nie podniósł. Zajarzył się tylko na czerwono po czym wyszeptał: „Error E 74” i podał namiary ludzi uczonych a światłych, którzy ponoć znają rozwiązanie na tę tajemniczą a groźną zarazę.

Rozstajemy się po raz pierwszy od 1,5 roku. Trzymam kciuki za techników, by znaleźli antidotum. Trzymajcie kciuki ze mną. Rozważam wprowadzenie na czas reanimacji kolorów żałobnych na CHIP.pl.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.