Obecna liczba subskrybentów ultraprawicowej wyroczni wynosi 7187. Ilu z nich otrzymuje

Zgwałcony przez emaile

Wiadomo, co robić, gdy otrzymujemy spam – pisaliśmy o tym wielokrotnie. Jak się jednak zachować, gdy ktoś bombarduje nas przesyłkami, które nie są rozpoznawane jako spam, ale których nie mamy ochoty otrzymywać?

Światopogląd, czyli zbiór sądów wartościujących na temat otaczającego nas świata, to konglomerat – mieszczą się w nim zarówno pytania fundamentalne: kim jesteśmy, skąd

pochodzimy, dokąd zmierzamy, ale również kwestie polityczne, postawy natury estetycznej oraz całkiem zwykłe opinie dotyczące tego, która pasta do zębów jest najlepsza czy którą wodę mineralną powinno się serwować niemowlętom do 15. miesiąca życia.

Światopogląd jest zestawem przekonań w miarę dobrze określonym i stabilnym, ale nie do końca – kontakty z ludźmi, zjawiska ze świata kultury, a nade wszystko dobrze zakrojone akcje reklamowe czy PR mogą go zmieniać. Czy to dobrze? Wydaje się, że tak – gdyby nie zmienność w poglądach, to massenmensch w wieku lat dwudziestu kilku przekształcałby się w niezdolnego do świadomego dyskursu twardogłowego dinozaura, który na wszystko miałby gotową formułkę. A przecież w ostatecznym rozrachunku społecznych zysków i strat nie chodzi o tworzenie skłóconych ze sobą gmin wyznawców jakiejś idée fixe, wiodących wprost do państwa wyznaniowego, lecz o prawdę – o to, żeby światopogląd pozwalał nam zrozumieć otaczający nas świat, a nie go kreował. Przecież człowiek – jak mówi Carl Gustaw Jung – może być wolny wyłącznie w zakresie dostępnego mu pola świadomości: im więcej wie, czuje i rozumie, tym bardziej adekwatne do rzeczywistości są jego osądy. A więc przyjmijmy, że zmienność wartości, w które wierzymy, jest dobra choćby z tego powodu, że pozostawia nam większy margines świadomego wyboru.

Oczywiście ma to i złe strony – labilność światopoglądu skwapliwie wykorzystują agencje reklamowe, tworząc przekazy zmieniające indywidualne preferencje. Również działania PR i codzienny kontakt z mediami to nieustanna wiwisekcja przeprowadzana na naszych umysłach. Wszystkie te mechanizmy mieszczą się jednak w prawie do wolności słowa i mają cechę wspólną, którą doskonale oddaje formuła: freedom of speech includes the right not to listen, if not interested – w wolnym tłumaczeniu: wolność słowa zawiera w sobie także prawo do niesłuchania, jeśli człowiek nie jest zainteresowany. Jeśli ta zasada nie jest respektowana, możemy mówić o indoktrynacji albo wręcz o gwałcie światopoglądowym.

Ten ostatni doskonale sportretował Witold Gombrowicz w „Ferdydurke”. W jednej ze scen chrześcijańsko-prawicowe „chłopię” w osobie Syfona jest indoktrynowane przez siermiężnego anarchistę Miętusa, który sączy mu do głowy jad lumpenproletariatu przez jedyne nieosłonięte miejsce: uszy. Chłopię, pomimo rozpaczliwych wysiłków, nie może zamknąć tego kanału percepcji – zamknąć można przecież tylko oczy.

A czy można przeprowadzić podobną akcję dziś? Tak. Jak najbardziej. Ale od czasów Gombrowicza sporo się zmieniło, ewoluowały też techniki dostępowe – dziś najprościej gwałci się światopogląd przez email. Jeden z zaprzyjaźnionych z naszą redakcją dziennikarzy jest od roku regularnie indoktrynowany przez polskiego emigranta mieszkającego na stałe w Szwecji. Odbywa się to tak, że raz, dwa razy w tygodniu otrzymuje on na prywatną skrzynkę pocztową ultraprawicową korespondencję. Dowiaduje się z niej „prawdy” na temat holocaustu, żydokomuny, masonerii, III RP oraz tego, kto i na czyje polecenie okrada Polskę. „Mit holocaustu”, „Dla zwolenników judaizacji chrześcijaństwa”, „Monitorowanie antysemityzmu”  to tylko wybrane tytuły z listy załączników, których pojedynczy email zawiera około piętnastu. Phi, to zwykły spam, powiecie. Ale tak nie jest. Po pierwsze filtr antyspamowy u providera nie działa w tym wypadku – nie ma tam nic o viagrze ani seksie.

Namolnego indoktrynera nie można umieścić na czarnej liście, ponieważ przesyłki przychodzą z różnych adresów elektronicznych. Ofiara próbowała też kontaktować się z nadawcą niechcianych przesyłek, prosząc go o usunięcie z listy wysyłkowej. Bezskutecznie – emaile ciągle przychodzą. Można oczywiście nie czytać. Można też zmienić email, co na pewien czas rozwiązałoby problem. Ale niby dlaczego ktoś ma zmieniać adres, który znają wszyscy jego znajomi? Powstaje więc pytanie: czy można coś z tym zrobić od strony prawnej?

Michał Kołodziejczyk

                             Michał Kołodziejczyk

Sprawą powinna zająć się
policja lub prokuratura

Michał Kołodziejczyk
adwokat z warszawskiej kancelarii KKR
www.kkr.com.pl

Niniejszym przypadkiem winno się zainteresować organy ścigania, składając formalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przez nadawcę przestępstwa z art. 256 kodeksu karnego. Przepis mówi, że każdy, kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa bądź nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch. Treść emaili powinna zatem zostać przeanalizowana pod kątem wskazanym w przepisie celem ustalenia, czy w przypadku przedmiotowej sytuacji mamy do czynienia z penalizacją. Wydaje się też, że gdy emaile kierowane są do dużej grupy osób o zmiennym składzie, jest spełniona przesłanka działania publicznego. Niezależnie od drogi karnej można wystąpić przeciwko nadawcy z pozwem o zadośćuczynienie za naruszenie dóbr osobistych i o zakazanie dalszego przesyłania niechcianej korespondencji.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.