Alienware TactX, czyli o tym, jak dostałem na Święta najlepszą myszkę na świecie

Kiedyś, jak większość z nas, zaczynałem od prostych myszek kulkowych za jak najniższą cenę. No bo co za różnica? Potem zacząłem z kolegami z liceum grać w Counter-Strike. Wtedy Tomek (ten sam, co pisze dla was tu różne ciekawe artykuły, np. cykle o mobilnych aplikacjach) namówił mnie na kupno porządniejszego sprzętu. Niechętnie, zgodziłem się, na drogą wówczas MX-510 od Logitecha. No i moje przekonania wywróciły się do góry nogami. Niby ta sama bryła plastiku, ale jaka różnica. Precyzja ruchu, wygoda trzymania przydawały się nie tylko do gier, ale i do codziennej pracy.

Od tej pory próbowałem wielu myszek, ale zawsze wracałem do Logitecha, ceniąc jeszcze Microsoft i Razera. Grać już dawno przestałem (na komputerze, Xbox 360 jest włączany codziennie), ale dalej jestem miłośnikiem dobrych myszek. Miesiąc temu mój ukochany MX Anywhere zaczął odmawiać posłuszeństwa i czas przyszedł na wymianę (przedwczesną, więc trochę mnie ten model tym zawiódł). Akurat Dell nam przysłał myszki Alienware TactX. Wziąłęm jedną, i… zakochałem się od pierwszego wejrzenia.

Obudowa

Logitech Performance MX vs TactX
Logitech Performance MX vs TactX

Myszka jest teoretycznie dla praworęcznych. Jednak jest tak fajnie zaprojektowana, że mnie, mańkutowi, używa się jej wybornie. Dałem nawet kolegom do potrzymania (sic!) i przyznali, że w lewej ręce leży znakomicie. Co prawda, przyciski „Dalej” i „Wstecz” dalej musimy obsługiwać małym palcem, a nie kciukiem, ale leworęczni są już do tego przyzwyczajeni… Tak czy inaczej, zarówno w prawej, jak i w lewej ręce, leży ona znakomicie. Oczywiście, dużo tu zależy od gustu. Jedni lubią myszki „garbate”, inni płaskie, inni coś pomiędzy. W mój trafiła idealnie. Całość jest lekka, ale zarazem dobrze wyważona i precyzyjna. Plastiki są zmontowane starannie, są świetnie spasowane, nic nie klika bez powodu.

Obudowa pokryta jest wysokiej jakości tworzywem. Ręce mi się pocą dużo, z natury, a i tak gryzonia trzyma się bardzo komfortowo. Cudem świata i okolic są ślizgacze – myszka sama sunie po odpowiedniej nawierzchni.  Design jest efektowny ale nie efekciarski. Są niby diody i podświetlany kosmita Alienware, ale nie ma „wsi”. Wszystko jest bardzo subtelne, i podkreśla gamingowy charakter myszki

Funkcje

5 000 dpi sensora, przycisk do wyłączenia skoku rolki i przełącznik profili
5 000 dpi sensora, przycisk do wyłączenia skoku rolki i przełącznik profili

No dobra, mamy lewy przycisk myszy i prawy przycisk myszy. Co jeszcze? Rolkę. Bardzo podobną do tej z drogich Logitechów, podejrzewam wręcz, że tą samą. Mamy skokowy scroll w górę i w dół, możemy też przewijać w lewo i prawo. Skokowe klikanie możemy wyłączyć przyciskiem znajdującym się na dole myszki. Po lewej stronie, pod kciukiem (lub małym palcem, jak ktoś jest jak ja…) mamy „Wstecz” i „Dalej”. Pod lewym przyciskiem myszy możemy zmieniać czułość myszki, co przydaje się graczom i grafikom. I tyle. Mało? Jak dla mnie dokładnie tyle, ile trzeba. Każdy przycisk można konfigurować dowolnie w ważącym ponad 300 MB (!!!) sterowniku. Można bez problemu tworzyć makra i profile, które przełączamy dedykowanym przyciskiem na dole myszy. Na prezycje nie możemy narzekać. Laserowy sensor ma czułość 5 000 DPI. Jakieś pytania?

Estetyka i wygoda w jednym
Estetyka i wygoda w jednym

Myszka jest, i tu niestety jej największa wada, przewodowa. Ja rozumiem, drodzy gracze, że domagacie się największej możliwej precyzji, ale bez przesady, łącza bezprzewodowe są już na tyle wydajne i precyzyjne, że nie macie prawa zauważyć tej różnicy. Wy oczywiście „zauważacie”, Dell o tym wie, więc dodał kabel. Żeby chociaż był opcjonalny, no ale niestety, nie. Przynajmniej nie jest z gumy, a ze „sznurkowego” tworzywa, więc nie plącze się aż tak bardzo…

Konkluzja

Alienware TactX to myszka dla graczy. Jednak nadaje się wręcz wybornie do normalnej pracy. Jest wysoce konfigurowalna, świetnie wyważona i zaprojektowana tak, by bardzo dobrze leżała w ręku (również osobom leworęcznym). Ma dokładnie te funkcje, których potrzeba   nic bym jej nie dodał, ani nie ujął. Ultra-pro gracze mogą narzekać na brak ciężarków, ja tego fenomenu nie rozumiem. To, co serio może wadzić, to olbrzymi sterownik (a serwery Della są wolne… na szczęście mowa tylko o objętości, pamięć operacyjna jest czysta) i to, że jest to mysz przewodowa.

„Sterownik”

Ja już wiem, że jeżeli coś się stanie tej myszce to kupię kolejną dokładnie tej samej marki. Myszka kosztuje 250 zł, co jest typową ceną na hi-end. Jeżeli więc, jak ja, uważacie myszkę za bardzo ważny element waszych komputerów, to gorąco ją wam polecam. Pomacajcie przed zakupem, bo do kształtów myszki każdy ma swój gust. Ale jestem pewien, że się nie zawiedziecie.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News