Podpisy na okładce płyty polskiej edycji filmu

Czy ludzie będą chcieli stać się robotami?

W filmie Robin Williams wciela się w rolę androida, który kupiony jest przez zamożną rodzinę jako służący. Pewnie sporo osób chętnie kupiłoby robota do pomocy w domu. Choć dość kłopotliwe byłyby negocjacje między małżonkami o jego wygląd: „kochanie, czy nie masz nic przeciwko, aby nasz android wyglądał jak dziewczyna z ostatniej okładki 'Playboya’?”. Ciekawie przedstawia się nie tylko kwestia fizyczności, ale także relacji emocjonalnych. Wszechwiedzący, nieskończenie cierpliwy i wyrozumiały robot to kuszący kandydat na przyjaciele, a nawet partnera życiowego.

To jednak nie te kwestie zarysowane w filmie mnie najbardziej intrygują. Kilka lat temu przeczytałem fascynujący felieton „Death by instalments” Petera Cochrane’a (futurologa, byłego szefa działu badawczego British Telecom) dotyczący granic między człowiekiem i maszyną. Nie mamy żadnych wątpliwości, że osoba z protezami kończyn i wymienionymi niektórymi organami jest nadal człowiekiem. Ale jak się wymieni na sztuczne 80 proc. ciała, czy to nadal człowiek? A 90%, 95%, 99%… I w końcu – jeśli medycyna czy biotechnologia pozwoli zastąpić każdy z naszych organów, w tym „przekopiować” nasz mózg, czy to nadal będziemy my? Czy to będzie człowiek?

To pytanie ma nie tylko aspekty filozoficzne i religijne. Możliwość przeniesienia się w sztuczne ciało, pozwoli stworzyć zupełnie nową generację istot, które będą mogły stać się nieśmiertelne. I to pytanie pojawia się też w „Człowieku przyszłości”. Czy będziemy chcieli stać się nieśmiertelnymi ludźmi-robotami?

Niewykluczone, że człowiek będzie musiał udzielić na nie odpowiedzi jeszcze w tym stuleciu. Na razie jednak wracam do przeglądania kolejnych tabletów i urządzeń 3D…