Piękna, ale tak na serio, to wciąż odległa wizja

Z małej chmury duży deszcz

Chmura to modny temat. Generuje mnóstwo klików, odsłon, każdy chce o niej pisać. Ale jest jednak pewien problem – na razie, dla użytkownika końcowego, mamy prototyp. Prawdziwy cloud-computing to wciąż przyszłość.

„Bujaj w obłokach!” – tak w skrócie można przedstawić ostatni trend na portalach IT (w tym, nie ukrywajmy, naszym). W przeciwieństwie do niektórych, nie obawiam się chmury. Nie mam oporów, by trzymać moje dane U Pazernych a Złowieszczych Korporacji, Które od Razu Przekazują Wszystko FBI. Jednak tego nie robię, bo… tak na serio, nie mam takiej możliwości. Do chmury mógłbym przenieść co najwyżej moje dokumenty. Dużo, dużo za mało.

Dla mnie chmura to miejsce, dzięki któremu, gdziekolwiek jestem, mam zawsze dostęp do swoich danych.Na razie jest to możliwe, jeśli… sam sobie zorganizuję serwer. Pewnie, mógłbym wrzucić wszystko do jakiegoś komputera, udostępnić go w Sieci (nie mam publicznego IP, kolejny kłopot), zorganizować jakąś aplikację do synchronizacji (zakładam, że istnieje), płacić za prąd i przesył danych. Ale przecież nie o to chodzi. Więc lepiej skorzystać z komercyjnych rozwiązań.

Tylko teraz tak… dokumentów mam parędziesiąt megabajtów. Żaden problem. Fotek z ostatnich 10 lat już jest… 15 gigabajtów. Muzyka – 10 gigabajtów. Filmy… 900 gigabajtów. OK., to kto mi da tyle miejsca na serwerze? A nie jestem wyjątkowym przypadkiem. Filmów mam sporo i w HD, więc może tym się wyróżniam, ale wydaje mi się, że każde z nas ma jakieś 30 gigabajtów „na luzie”, do których chciałoby mieć stały dostęp. A nawet, jak mi ktoś tyle miejsca udostępni, no to jak tu dobrać się do tego w ruchu? Szybkie WiFi to wciąż rzadkość. Mamy więc tylko 3G. Do fotek pewnie się jeszcze by nadało. Do muzyki ledwo ledwo. O strumieniu wideo w słusznej jakości chyba możemy zapomnieć. I mój hipotetyczny tablet się nudzi.

No dobra, ale synchronizacja danych to jedna z wielu rzeczy, do których można podpiąć cloud-computing (aczkolwiek najpraktyczniejsza). Przecież computing oznacza liczenie. I tu jest… trochę lepiej. Na pewno Kowalski może już oprzeć się całkowicie na aplikacjach webowych. Microsoft i Google oferują tyle użytecznych narzędzi, że właściwie poza przeglądarką nie ma sensu nic instalować. Swoją drogą, sklep z dodatkami dla przeglądarki Chrome to genialny pomysł, który pokazuje, że Chrome OS dla niektórych okaże się mimo wszystko wystarczający. Ale są to narzędzia proste, wystarczające do pracy domowej czy napisania notki na Siećpospolitą. Złożone narzędzia, od lat dostępne lokalnie, jak Photoshop, Pinnacle, 3dstudiomax, że o takim AutoCAD nie wspomnę, to wciąż rzecz dla chmury niemożliwa.

Chmura jest świetna. Ale na razie, to mamy tylko obłoczek.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.