AudioScrobbler wciąż widnieje w logo Last.fm

Last.fm, czyli raj dla łowców nowej muzyki

Dziś pobawię się w reklamowanie pewnej usługi. Last.fm znałem już od dawna, ale bardzo dawno nie korzystałem. Jak się okazało: błąd, duży błąd. Usługa wreszcie dojrzała, aczkolwiek wciąż ma troszkę wad.

Last.fm nie jest niczym nowym.  Usługa ma już dobre sześć lat, ale, trzeba przyznać, nie przypomina w niczym tego, czym była na początku. Zaczęło się od „scrobblowania”, czyli rejestrowania tytułów i wykonawców słuchanych przez nas piosenek. Po co? Tylko i wyłącznie dla zabawy. Swego czasu modne były stopki na forach z tabelką statystyk z AudioScrobblera. Sam taką miałem, lansując się jaką to ja fajną muzę słucham;-) AudioScrobbler działał jako aplikacja w tle i był na tyle nieinwazyjny i niewidoczny, że czasem się zapominało o jego istnieniu. A potem widać było, jak zadeklarowana koleżanka „metalówa” po nocach słucha Ich Troje…

Last.fm to jednak nie jest naturalna ewolucja scrobblera. To nazwa jednej z internetowych rozgłośni, której nie wiodło się za dobrze. Ktoś w kierownictwie Last.fm miał jednak łeb na karku i postanowił owego scrobblera kupić. Nagle się okazało, że Last.fm dysponuje statystykami dotyczącymi gustów dziesiątek tysięcy internautów. Radio szybko stało się potęgą, ale nie zasypywało gruszek w popiele. Cały czas rozwijało swoją funkcjonalność, stawiając w bardzo skuteczny sposób na elementy społecznościowe. Wkrótce każdy artysta miał tam swój profil, opis, encyklopedyczne dane. Kontrakty z wytwórniami muzycznymi pozwalały na błyskawiczne zakupienie płyt aktualnie odtwarzanego wykonawcy a zarazem zapewniły parasol chroniący przed zagorzałymi „antypiratami”. Co bardzo ważne, dano dużą swobodę użytkownikom Last.fm. Witryna radia pozwalała umawiać się na koncerty, tworzyć własne profile i wyszukiwać znajomych o podobnych upodobaniach muzycznych. Uważacie, że to Facebook pożarł MySpace’a? Moim zdaniem zrobił to Last.fm.

Funkcje stricte społecznościowe Last.fm mnie nie interesowały. Nie szukam przyjaźni w Sieci, dyskutuję na raptem kilku forach internetowych. Scrobblowałem jednak muzykę zawsze, troszkę z przyzwyczajenia. Postanowiłem jednak w końcu wypróbować radio i… zawiodłem się. Muzyka, która miała być dopasowana do mojego gustu po wielu latach zbierania statystyk jakoś zupełnie do niego nie pasowała. A gust mi już w sumie przestał ewoluować. Sprawę odpuściłem.

Niedawno jednak postanowiłem zalegalizować swoją kolekcję muzyczną (czyli po prostu wywaliłem wszystkie pirackie mp3, zostawiając wyłącznie zakupione). Kolekcja 9 000 utworów skurczyła się do 1 500 i szybko okazało się, że nie mam czego słuchać (swoje ulubione płyty znam na pamięć, dalej lubię ich słuchać, ale przydałby się powiew świeżości). Postanowiłem dać „radiu 2.0” drugą szansę. Opłaciłem w ciemno abonament (tak właśnie, Last.fm jest płatny, stąd by wypróbować owo radio potrzebne jest podjęcie pewnej decyzji, a nie parę klików myszki) i włączyłem stację „Twoje radio mix” (utwory znane i przeze mnie lubiane + utwory mi nieznane, które powinny mi się spodobać). I byłem zachwycony. Wszystko, ale to wszystko mi pasowało, na dodatek na serio mnie to zachęciło do kupienia kilku nowych płyt. Odniosłem tylko wrażenie, że niektórzy artyści są na Last.fm nieobecni. Nie wnikałem w temat, ale jak dotąd nie poleciała ani Metallica (której słucham od zawsze w ilościach olbrzymich), ani na przykład Linkin Park (ostatnimi czasy bardzo maglowałem ich wyjątkowo udaną ostatnią płytę). Jeżeli to prawda, to mam nadzieję, że Last.fm w końcu dogada się ze wszystkimi wytwórniami… Nie zmienia to jednak faktu, że radio Last.fm wyewoluowało w bardzo dobrym kierunku. To prawdziwie udany przykład usługi opartej o chmurę, proszę o więcej takich.

Minimalistyczny interfejs klienta Last.fm - wszystko co trzeba i nic więcej

Minimalistyczny interfejs klienta Last.fm – wszystko co trzeba i nic więcej

Przekonany? To zobacz, co musisz wiedzieć, pozniechęcam cię

Oprócz pewnych braków repertuarowych, Last.fm ma kilka wad. Po pierwsze, aby zaczął dobrze działać, musi cię nieco poszpiegować. Z powietrza twojego gustu nie zgadnie. Więc musisz założyć konto na www.lastfm.pl,  pobrać klienta usługi, zalogować się, połączyć go ze swoim odtwarzaczem muzycznym i… zapomnieć na razie o radiu. Niech on sobie przez dwa tygodnie poanalizuje to, co lubisz. Nie martw się, na razie wszystko jest za darmo. Ale fakt, że musisz poczekać, może irytować.

Wszystko w Last.fm jest darmowe poza samym radiem. Możesz się poudzielać na forach, poczytać encyklopedie, generować sobie statystyki, i tak dalej. W końcu jednak chcesz skorzystać z samego radia. Tu już trzeba zapłacić. Na szczęście, bardzo niewiele: opłata wynosi 3 euro za miesiąc. Taniocha. Pojawiają się jednak kolejne „ale”.

Mieszkasz w Polsce zapewne, jak prawie wszyscy nasi Czytelnicy. Oznacza to, że by dokonać wpłaty, musisz mieć konto na PayPal, a z nim musisz mieć powiązaną kartę kredytową (lub debetową rozpoznawalną w Sieci jako kredytowa). Jak sądzę, właśnie odpadła połowa z was. Jakby tego było mało, w naszym kraju są jeszcze dwa ograniczenia: po pierwsze, aplikacja mobilna (Android, iOS) nie strumieniuje muzyki. Działa tylko i wyłącznie jako scrobbler, mimo, iż nasi koledzy zza zachodniej granicy mogą bez problemu korzystać z mobilnego radia. Po drugie: Last.fm jest darmowe dla posiadaczy konta Xbox Live Gold. Jest nawet aplikacja na Xboksa pozwalająca korzystać z radia. Ale… tak, zgadliście, nie w naszym kraju. W pełni funkcjonalne w naszym kraju są tylko klienty na Windows, Mac OS-a i Linuksa.

Mimo tego Last.fm daje radę. Jest niedrogi i skuteczny. A jak podpisze umowy ze wszystkimi możliwymi wytwórniami muzycznymi i upora się z prawem krajów takich, jak nasz, stanie się królem muzyki rozrywkowej, stając się poważnym zagrożeniem nie tylko dla konkurencyjnych rozgłośni, ale również dla Zune’a czy iTunes.

A zaczęło się od tabelek „Ostatnie 5 utworów” na forach internetowych…

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.