Ubuntu 11.04 Natty Narwhal – rzeczywiście taki „zgrabny”?

Unity, czyli…

Właściwie to trudno zdefiniować nowy interfejs Ubuntu. Widać mocne inspiracje Mac OS X i Windows 7, a nawet Maemo, jednak w połączeniu, które jest co najmniej… dziwne (trudno znaleźć lepsze określenie). Takiego czegoś wcześniej nie było. Chcąc poznać nowy interfejs musiałem schować swoje przyzwyczajenia i uprzedzenia do szuflady i otworzyć umysł na nowości, które czyhają na nas w Unity.

Unity: WTF?!
Unity: WTF?!

Przy pierwszym uruchomieniu Unity doznałem lekkiego szoku. Górny pasek w razie potrzeby zmienia się w menu aktywnego okna – dokładnie tak jak w jabłkopecetach, jednak nie ma na nim zasobnika systemowego, a zamiast niego „indykatory”(wskaźniki…?), które po kliknięciu na nie zamieniają się w odpowiadajace im menu. Natomiast z boku mamy pasek ze skrótami i otwartymi programami – działa podobnie jak panel z Windows 7. Na „skrzyżowaniu” paneli mieści się tajemniczy przycisk z logiem Ubuntu. A pod nim się kryje…

Dash
Dash

Dash

. A cóż to takiego? Na pewno nie zwykłe menu z programami, z jakim mieliśmy doc zynienia do tej pory. To wyszukiwarka, wokół której jest skupiony cały interfejs. Zwyczajnego menu z aplikacjami po prostu nie ma. Rozwiązanie dziwne, jak cały interfejs, jednak po pokonaniu przyzwyczajeń i uprzedzeń, okazuje się, że to rozwiązanie jest całkiem wydajne. Najpotrzebniejsze aplikacje wrzucamy do paska ze skrótami – resztę wyszukujemy. Skróty na pulpicie? Forget it. Nie można przeciągać skrótów z Dasha na pulpit. W zasadzie nie są one potrzebne na pulpicie, skoro zboku mamy pasek z aplikacjami.

Kolejna nowość to tzw.

Lenses

– czyli wyszukiwarki skupiające się na danych typach „obiektów”. Takie coś może wyszukiwać książki w Google Books, piosenki w Ubuntu One Music Store czy przeszukiwać tweety znajomych. To co robi Lens zależy praktycznie od jego twórcy.

Book Lens
Book Lens

Integracja z aplikacjami w Unity jest bardzo głęboka. Menu globalne, QuckLists (coś jak jumplisty w Windows 7), wskaźniki, SoundMenu, MeMenu – wszystko to sprawia, że system, nawet w połączeniu z niestandardowymi aplikacjami, stanowi jednolitą całość – stąd nazwa interfejsu,

Unity

znaczy

Jedność.

Firefox w połączeniu z Unity wygląda tak:

Firefox + Unity
Firefox + Unity

Unity zdaje się mieć konkretny design, który będzie firmowany przez Canonical w najbliższych latach. Jak będą się zachowywać aplikacje w Ubuntu w następnych wydaniach możemy poznać po uruchomieniu panelu kontrolnego Ubuntu One.

Nowe Ubuntu One
Nowe Ubuntu One

Unity posiada też funkcję znaną w Windows 7 jako Aero Snap czy gesty multitouch, których nie mam możliwości przetestować. Poniżej screencast z działania Unity.

Programy

Z ważniejszych zmian w oprogramowaniu to nowy kernel w wersji 2.6.38, LibreOffice, zamiast martwego już OpenOffice.org i Banshee jako domyślny odtwarzacz muzyczny. Znajdziemy też wiele nowości we „flakach” systemu. Nowe jądro to nowe i zaktualizowane sterowniki czy sławny 200-linijkowy patch, który poprawia płynność działanie poprzez zoptymalizowane przydzielanie zasobów obliczeniowych procesom. Unity jest oparte o nowego, w części przepisanego od 0 Compiza 0.9. W wersji znajdziemy również zaktualizowany instalator, Ubuntu One ze znacznie ulepszonym panelem sterowania i nowe Centrum Oprogramowania, które po dodaniu funkcjonalności ocen i komentarzy wygląda naprawdę imponująco. Prostota tego rozwiązania nadaje mu więcej czytelności niż ma Mac AppStore.

Ubuntu Software Centre
Ubuntu Software Centre

W Centrum Oprogramowania po doinstalowaniu pakietu qtnx mamy możliwość przetestować nowinkę, która prawdopodobnie w ciągu następnego okresu wydawniczego zostanie włączona do standardowej instalacji Ubuntu. Chodzi tu o tzw. „Test Drive”, czyli przetestowanie aplikacji zdalnie, zanim ją ściągniemy i zainstalujemy (jak to działa widać na screencascie w poprzedniej części tekstu).

Ocena

Będzie to prawdopodobnie najbardziej rewolucyjne wydanie Ubuntu jakie kiedykolwiek wyszło. Canonical wydając Natty’ego chce pokazać, ze Ubuntu to nie tylko kolejna z tysięcy dystrybucji a raczej kompleksowe rozwiązanie desktopowe. Jak to wygląda Obecnie? Póki co ubogo, ale bardzo obiecująco. Unity to ciężka zmiana dla przyzwyczajonych do ciągłego majstrowania przy GUI linuksiarzy – możemy w nim zmienić tylko sposób zachowania się lauchera i jego rozmiar. Nic więcej. Ktoś może rzec, ze śmierdzi to Apple (My wiemy lepiej co dla Ciebie dobre!), jednak ja bardziej jestem zdania, że najpierw chcą aby pulpit działał a później miał zabawki do konfiguracji. Brakuje też trochę dopracowania wizualnego – wszystko jest ogromne, jak dla niedowidzących. Na próżno szukać w nowym Ubuntu elementów GNOME 3. Canonical zaczyna tworzyć własny interfejs, niezależnie od społeczności i jej humorów. Jakby tego było mało, Unity 2D – opcja Unity dla mniej wydajnego sprzętu – jest zbudowana w oparciu o Qt. Cokolwiek to oznacza, wiemy jedno – Canonical powoli odchodzi od GNOME.

Jak to się skończy? Póki co powiedzieć nie mogę, jednak trzymam kciuki. Widać, ze mają wizję systemu operacyjnego dla każdego i nie boją się jej realizować, jednak żeby osądzić czy będzie to sukces czy porażka trzeba poczekać 2-3 wydania.