Gliniarze z wyposażeniem, faceci z misją, a Błażej walczy

WCY_TEAM mierzy z wojskową precyzją, CodeRaiders sprawnie wysysają krew, a Błażej walczy... i co z tego wszystkiego wynika

Chyba wykrakałem, WCY_TEAM z WAT-u o 22:35 (16:35 w Nowym Jorku) załatwił komisję egzaminacyjną z półobrotu. Otóż czteroosobowa polska ekipa, w pierwszym etapie pokazu swojego systemu i terminala (w postaci mówionej i na slajdach) przyszła ubrana w polskie mundury, początkowo przyozdobieni prostokątnymi identyfikatorami wyglądali jak generalicja z bogatym zbiorem odznaczeń, co ma się rozumieć wywołało odpowiedni efekt na kobiecej części publiczności. W komisji egzaminacyjnej, co prawda kobiet nie było, za to jury, zgodnie z wojskowym przeznaczeniem projektu i mundurową oprawą zostało zaatakowane sprawnie i bezbłędnie przeprowadzoną prezentacją systemriu COP4CE (kategoria Projektowanie systemów wbudowanych). Pokaz zamknięto dowcipem: „New York Police need us, we must go!”. I poszli… na drugi etap, prezentacji COP4CE w praktyce…

Prawdziwy glina, wyświetlacz LCD nosi na przedramieniu

Prawdziwy glina wyświetlacz LCD nosi na przedramieniu

…która miał nastąpić o 2:55 rano (19:55 w Nowym Jorku), jednak rozpoczął się z ok. półgodzinnym poślizgiem. Drużyna WCY_TEAM (wciąż w mundurach, ale o jeden mniej), przygotowała kompletny ekwipunek nowoczesnego gliniarza, w którego skład wchodził uczepiony przedramienia wyświetlacz LCD, kamera, zasilanie. Uzbrojony w ten sposób funkcjonariusz może odbierać informacje operacyjne wprost z centrum dowodzenia (mapy, zdjęcia poszukiwanych osób) na przedramienny wyświetacz. System pozwala także przekazywać obraz z kamery umieszczonej na piersi, poinformuje również o zgonie noszącej zestaw eBox osoby. I choć życia nie odzyska, poufne dane można zdalnie zabezpieczyć, jeśli zdarzy się wypadek i będzie to konieczne. Zarówno wyposażenie, mundury, jak i możliwości systemu i jego prezentacja wywarły na jurorach silne wrażenie. Mentor grupy zdradził, że COP4CE został opracowany w zaledwie 4 miesiące. WCY_TEAM chce przetestować system w praktyce, na żywym organiźmie, jeśli system ten sprawdzi się w rzeczywistych sytuacjach, będziemy mieli centrum zdalnego dowodzenia na miarę tego, które mogliśmy obserwować podczas akcji marines na LV-426 w fimie Obcy: Decydujące starcie. A i Robocop nie powstydziłby się takiego wyposażenia. Własnie – COP4CE pozwala w wolnych chwilach zagrać w jakąś strzelaninę na ekranie wyświetlacza. Zwieńczeniem prezentacji było przekupienie grona sędziów za pomocą polskich krówek. Swoją drogą ciekawe, jak drużyna z Warszawy przemyciła to bojowe wyposażenie do Nowego Jorku.

Czy oddasz krew za ten uśmiech?

Czy oddasz krew za ten uśmiech?

Nieco wcześniej, o godzinie 0:30 (18:30 w Nowym Jorku) zespół CodeRaiders z Łodzi rozpoczął swoją prezentację od rozdania jury prezentów – ulotek w kształcie kropli krwi oraz przedstawienia John Donora (czyli Jana Dawcy). Przez kilka następnych minut obserwowaliśmy dobrze zaaranżowany spektakl teatralny – na ekranach w tle prezentowane były kolejne elementy LifeCircle+, a prezenterzy, podzieleni na role przedstawiali (współgrając z prezentacją) kolejne sceny obrazujące, jak działa system wspierający krwiodawstwo. CodeRaiders mają określony cel: „Nasz system wykorzystuje sieci społecznościowe do promowania krwiodawstwa wśród 60% ludzi, którzy mogliby regularnie oddawać krew.” Wystarczy aplikacją uruchomiona na telefonie komórkowym, by wystartować jako potencjalny dawca krwi. Po zarejestrowaniu telefon informuje o naszej lokacji i centrach krwiodawstwa znajdujących się w pobliżu. CodeRaiders przez całą prezentację prowadzili pomiędzy sobą dialog, zadając pytania (które mogliby zadać sędziowie). Dowiedzieliśmy się, że dzięki przetwarzaniu w chmurze LifeCircle+ pozwala przewidzieć zapotrzebowanie na krew, zoptymalizować jej transport. W nagłych wypadkach operator może zadzwonić bezpośrednio do krwiodawcy i zaprosić go do stacji krwiodawstwa. Pod koniec pokazu zaprezentowano krótką animację i hasło reklamowe łódzkiego zespołu: „For us limits are state of mind”

Grono sędziów pytało o zachowanie poufności informacji, metody promocji krwiodawstwa, co się dzieje w przypadku osób, które nie posiadają telefonu z Windows Mobile 7 i co zrobić w sytuacji, kiedy nie chcemy korzystać z elementów społecznościowych realizowanych w oparciu o Facebooka – w każdym przypadku nasi reperezentanci potrafil wyjść obronną ręką spod gradu pytań.

Po godzinie 4:00 (22:00 w Nowym Jorku), po przerwie na „we need a few more minutes”, na które wielobarwny tłum zareagował okrzykami i bieganiem z flagami, ogłoszono, które zespoły zakwalifikowały się do drugiego etapu konkursu w kategoriach Projektowanie systemów wbudowanych oraz Projektowanie oprogramowania. W pierwszej kategorii do kolejnego etapu przeszło 15 z 20 projektów (zespoły z Indii, Singapuru, Rosji, Egiptu, Chin, Tajwanu, USA, Hiszpani, Indonezji, Wielkiej Brytanii, Francji Rumunii, Kolumbii oraz Polski).

Superglinom gratulujemy!

W kategorii Projektowanie oprogramowania sito było jeszcze bardziej szczelne – spośród 67 projektów do następnego etapu przeszło 18. To pomysły studentów z Maroka, Jordanii, Finlandii, Brazylii, Rumunii, USA, Czech, Irlandii, Słowenii, Chin, Ukrainy, Indii, Malezji, Rosji, Australii, Słowacji, Chile i Chorwacji. Nie mylicie się, zabrakło Polski! Nasza reprezentacji doskonale poradziła sobie z prezentacją projektu oraz odpowiedziami na pytania ekspertów, stąd dziwi fakt, że nie dostali się oni do finałów kategorii Projektowanie oprogramowania. Za słabo trzymaliście kciuki? Niemniej, chcemy zobaczyć, jak rozwija się LifeCircle+, więc CodeRaiders – do dzieła, niech to, że zabrakło was z niewiadomych dla nas powodów w finale nie pozwoli pogrzebać ciekawego projektu wspierającego krwiodawstwo. Aha – Błażej Matuszyk w kategorii IT challenge dalej walczy z serwerem. Potrwa to jeszcze z 10 godzin, więc tym razem trzymajcie mocno kciuki.

” Trzymamy kciuki za naszą reprezentację! Przez najbliższe 5 dni finaliści z Polski będą prezentować swoje innowacyjne projekty przed jurorami z całego świata. Wysoki poziom tych projektów daje duże szanse na zajęcie miejsc na podium Imagine Cup 2011. Kibicujmy naszym i śledźmy na bieżąco wydarzenia związane z igrzyskami.”

Dariusz Piotrowski, dyrektor działu Developer& Platform Group z polskiego oddziału Microsoft.

Na pocieszenie krótka rozmowa z Panią Beatą Bochińską, prezesem Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, jurorem światowych finałów konkursu Imagine Cup 2011 w kategorii Digital Media.

Pani Beata Bochińska, prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego w roli jurora Digital Media na Imagine Cup 2011

Pani Beata Bochińska, prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego w roli jurora Digital Media na Imagine Cup 2011

CHIP:

Kto zyskuje więcej – biorący udział w konkursie Imagine Cup studenci, czy organizator konkursu – Microsoft?

Beata Bochińska:

W świecie IT staram się uciekać od takiego wartościowania. Z jednej strony Microsoft osiąga trzy wyraźnie korzyści: gromadzi wokół siebie najzdolniejszych, przyszłych użytkowników swoich produktów, przekonuje ich do swoich technologii, ale to dzięki temu oni dla nas będą tworzyli później potrzebne nam wszystkim usługi. Poza tym Microsoft buduje swój pozytywny wizerunek poprzez organizację takiego konkursu. Z drugiej strony 1 400 000 osób zainteresowało się konkursem, ponad 350 000 studentów wykonało pracę – ten konkurs jest po prostu potrzebny młodym ludziom, daje im szansę na zmierzenie się z podobnymi im, zdolnymi kolegami.

Z ankiet przeprowadzonych wśród uczestników wynika, że młodzi ludzie mobilizują się poprzez konkurencję. Chcą trafić w środowisko ludzi podobnych do nich, pasjonatów. Studenci chcą zmienić świat – mówią o tym otwarcie. Przejmują się problemami, stawianymi jako cele w konkursach. Microsoft zyskuje więc wizerunek społecznie odpowiedzialnej firmy, wykonując jednocześnie dobrą robotę.

W efekcie obie strony czerpią równomierne korzyści. Prace studentów są publikowane na portalu, w ten sposób nie tylko Microsoft, jako organizator konkursu, czerpie korzyści z rozwiązań studentów ale poznaje je cały świat.

CHIP:

Wśród finalistów zabrakło Polaków w kategorii Digital Media. Dlaczego?

Beata Bochińska:

Zacznijmy od tego, że Polska ma największą liczbę zespołów w finałach spośród wszystkich użytkowników, ale rzeczywiście zabrakło nas w kategorii Digital Media. Ta konkurencja wymaga opracowania 60 sekundowego filmu w 30 godzin pod okiem jurorów, z wykorzystaniem wszystkich dostępnych technologii.

W Polsce mamy trzy typy szkół: Akademie Sztuk Pięknych, szkoły filmowe oraz politechniki i uniwersytety, na wszystkich są kierunki związane z multimediami. W edukacji związanej z tym obszarem brakuje dobrego gospodarza tej tematyki. Pogranicze sztuki, technologii i biznesu wprowadza pewne zamieszanie metodologiczne w nauczaniu. Multimedia są traktowane jako nowina, którą wypada mieć na uczelni ale nie do końca rozumiane jest jej znaczenie. Tworzenie multimedialnego contentu wciąż nie jest traktowane poważnie przez polski system nauczania. Edukacja nie nadąża za rynkiem. W Instytucie Wzornictwa Przemysłowego uruchamiamy nowy kierunek studiów podyplomowych, Service Design Management, by pomóc przyszłym managerom zarządzać tym obszarem.

Dziś brakuje nam światłych autorytetów rozumiejących czym są współczesne zasoby. Urzędnicy odpowiadający za edukację w Nowym Jorku zdają sobie sprawę z tego, że powinni ściągnąć najbardziej utalentowanych studentów IT oraz pokrewnych dyscyplin, mają świadomość, że to designerzy są najważniejsi – i to właśnie dla nich należy stworzyć jak najlepsze możliwości rozwoju, co jest priorytetem dla miasta. Podczas ceremonii otwarcia Imagine Cup 2011 usłyszeliśmy: „Od momentu kiedy przyjechaliście, Nowy Jork stał się jeszcze inteligentniejszy.” Ważne są inwestycje w ludzi, to one powinny być poczynione zamiast tworzenia skomplikowanych mechanizmów opieki społecznej. W Polsce jest dużo miejsca na rozwój w tym obszarze, istnieje też spory potencjał umożliwiający połączenie świata IT ze światem kreatywnym, czego efektem mogłyby być np. dobrze zaprojektowane serwisy publiczne.

CHIP:

Jakie są efekty współpracy Instytutu Wzornictwa Przemysłowego z Microsoftem przy organizacji polskich finałów konkursu Imagine Cup?

Beata Bochińska:

Jesteśmy pragmatyczni. To małżeństwo z rozsądku – Microsoftu i Instytutu Wzornictwa Przemysłowego dało w efekcie współpracy projekty bardziej nakierowane na ostatecznego klienta. Przykład: Facebook cały czas ewoluuje. Tworząc nowe aplikacje należy myśleć o zmianach związanych ze stylem życia użytkowników, kreatywni projektanci są adwokatami klienta, myślą i przewidują potrzeby przyszłych użytkowników. Branża IT musi się dostosować do tych ciągłych zmian.

CHIP:

Co oznacza dla Pani udział w konkursie Imagine Cup w roli jurora?

Beata Bochińska:

Udział jako juror w Imagine Cup jest ciekawym doświadczeniem, ale i przywilejem, nie jest oczywiste, że ludzie którzy maja takie pomysły chcą poddać pod osąd swoje wypracowane rozwiązania ludziom patrzącym na nie często z innym kontekstem. Udział w Imagine Cup, to przede wszystkim odpowiedzialność, wymagająca solidnego opracowania kryteriów. I trzymania się ich. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak mocno studenci oczekują naszego feedbacku. Chcą otrzymać prawdziwą ocenę i sami podnieść sobie poprzeczkę. Ich pracę ocenia 92 jurorów, każdy reprezentujący inną dziedzinę, pochodzą z kilkudziesięciu krajów i kultur. Podczas Imagine Cup prawdziwy biznes spotyka się ze studentami. Czek i wygrana nie są dla nich najważniejsze. To nie jest główny motywator, co wynika z ankiet. Studenci wysoko cenią komentarze i opinie jurorów, one są dla nich profesjonalną oceną i drogowskazem na przyszłość. W przypadku tych młodych ludzi nie liczę poświęconego im czasu. Ostatecznie, nasze życie to suma doświadczeń związanych ze spotykaniem ludzi.

Błażej Matuszyk walczy z wyzwaniami IT, trzymajcie za niego kciuki, jeszcze przez 10 godzin

Błażej Matuszyk walczy z wyzwaniami IT, trzymajcie za niego kciuki, jeszcze przez 10 godzin
1
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.