Google+ chce rywalizować z Facebookiem, działa sprytnie, ale czy plan się powiedzie?

Powody, dla których Google znów polegnie w walce z Facebookiem

Miało być tak pięknie. Tymczasem Facebook zareagował natychmiastowo i Google+ jest niczym inny, jak smutną kopią portalu Zuckerberga.

Według zapowiedzi miał być to pierwszy konkurent Facebooka z prawdziwego zdarzenia. Wiele osób podchodziło do tematu sceptycznie, bowiem Google już wcześniej uruchomiło projekt Buzz mający zagrozić Facebookowi, ale poznając jego możliwości na twarzy każdego użytkownika tworzył się jedynie szyderczy uśmiech. To nie mogło wypalić. I nie wypaliło.

10 mln użytkowników w 2 tygodnie

Google+ początkowo był dostępny tylko dla nielicznych, a skoro coś jest dostępne nie dla każdego – każdy chciał to mieć. Każdy zarejestrowany użytkownik miał do dyspozycji kilka zaproszeń, które mógł przesłać znajomym. Z czasem lista zaproszeń została zwiększona do 150 i o Google+ zaczęło robić się głośno. Firmie z Mountain View udało się przekonać całe rzesze użytkowników. O usłudze pisano w superlatywach we wszystkich liczących się portalach społecznościowych – polskich jak i zagranicznych. Zaledwie w dwa tygodnie po próbnym starcie, kiedy wciąż trzeba było mieć zaproszenie aby dostać się do Google+, nowy projekt zdobył 10 mln użytkowników. W porównaniu z Facebookiem, który ma ich 750 mln to wciąż niewiele, jednak jak na tak krótki czas – był to znakomity wynik.

Kolejnym krokiem Google było wprowadzenie aplikacji Google+ na telefony z systemami Android jak i iOS, czyli iPhone. Ta operacja również się udała, bowiem jedna jak i druga aplikacja momentalnie znalazła się pośród najczęściej pobieranych programów na obie platformy. Przy okazji została zapowiedziana wersja dla Windows Phone 7. W międzyczasie korzystając z fali popularności stworzono API do gier i w końcu, 20 września, Google+ uruchomiono dla wszystkich. Bez konieczności szukania zaproszeń.

W dniu premiery do korzystania z Google+ zachęcała olbrzymia strzałka na głównej stronie Google.
W dniu premiery do korzystania z Google+ zachęcała olbrzymia strzałka na głównej stronie Google.

Jeszcze przed oficjalną premierą przez Sieć przeszła wiadomość, że nowa usługa pomimo znakomitego startu skarciła już około 40% ruchu. Osobiście konto na G+ założyłem zaraz po starcie, wysłałem kilka zaproszeń znajomym, którzy też zaprosili po kilka osób i coś zaczęło się dziać. Jednak w ostatnim czasie kolejne wpisy pojawiały się niemal z tygodniowymi przerwami.

Czy Google+ się czymkolwiek wyróżnia?

Główną zaletą G+ są Kręgi. Dzięki nim możesz posortować swoich znajomych na odpowiednie kategorie. Wszyscy wiedzą, że są w twoich kręgach znajomych, lecz nie mają pojęcia w jakich konkretnie. Domyślnie są to Znajomi, Rodzina, Dalsi znajomi i Obserwowani. Kręgi można z łatwością tworzyć i przypisywać do nich użytkowników. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie stworzenia kręgu o wyjątkowo podłej nazwie, do których dodasz wszystkich osobników za którymi nie przepadasz. Oni znów będą ucieszeni, że są twoimi znajomymi i nie nabiorą najmniejszych podejrzeń o co tutaj chodzi.

Google+ versus Facebook. Znajdź trzy istotne różnice.
Google+ versus Facebook. Znajdź trzy istotne różnice.

Jeżeli chcesz napisać, że upiłeś się do nieprzytomności uprzednio spędzając wieczór z niemieckimi prostytutkami, zażywając wszelakie możliwe narkotyki, a w znajomych masz szefa – spokojnie – o niczym się nie dowie. W przypadku Facebooka dowiedzą się o tym wszyscy. Choć pan Zuckerberg wprowadza podobną funkcjonalność w swoim projekcie, mam wrażenie że kręgi są mimo wszystko wygodniejsze.

Podział na kręgi ma jednak pewne wady. Z racji iż w łatwy sposób możesz kontrolować co komu udostępniasz, sam zacząłem wrzucać większość wpisów tylko najbliższym znajomym, których mam tam zaledwie kilku. Jeżeli podobną taktykę przyjmuje większość użytkowników Google+ nigdy nie będzie miał takiego ruchu jak Facebook.

Ponadto użytkownicy nie przejdą na Google+ tylko dlatego, że jest nowy. Wcale nie są nim znudzeni i jedyną szansą dla Google jest to, że Facebookowi w końcu podwinie się noga i wprowadzi funkcje, którym społeczność się sprzeciwi. Choć wcześniej królował MySpace, Facebook wprowadził wyższy poziom oferując użytkownikom więcej możliwości. Pojawiła się bardziej czytelna tablica, komentarze do wpisów. Tego wcześniej nie było. Podobnie było z Naszą Klasą początkowo skupiającą znajomych z dawnych lat. Dopiero później wrocławska ekipa zdecydowała się podprowadzić kilka pomysłów od Facebooka. Tymczasem G+ już od pierwszego momentu przypomina wierną kopię portalu Marka Zuckerberga, a to nie jest argument żeby spakować manatki i przenieść się w inne miejsce.

Zatem czym Google+ zachęca użytkowników? Oczywiście już poza kręgami są to:

  • Hangouts
    Możliwość rozmów wideo z więcej niż jednym użytkownikiem. Może ich być dokładnie dziesięciu. Jednak Facebook również wprowadził podobną usługę. W obu przypadkach działa ona średnio wygodnie i wymaga instalowania dodatkowych pluginów.
  • Messenger
    To zwykłe wiadomości tekstowe, które można przesyłać pomiędzy użytkownikami G+. Oczywiście taka sama funkcja już od dawna znajduje się w Facebooku.
  • Instant Upload
    Świetna funkcja, ale tylko dla użytkowników systemów Android. Po zainstalowaniu aplikacji G+ w telefonie urządzenie może automatycznie przesyłać wszystkie zdjęcia z telefonu do Picasy. Oczywiście nikt poza nami ich nie będzie widział, chyba że zadecydujemy inaczej. Dzięki temu odpada niezbyt wygodne kopiowanie zdjęć z telefonu komórkowego. Wszystko dzieje się automatycznie i może (ale nie musi) odbywać się jedynie wtedy, gdy telefon podłączony jest do sieci Wi-Fi oraz ładowarki.
  • Sparks
    Dzięki temu otrzymujemy informacje od Google zgodne z naszymi zainteresowaniami. Pomysł świetny. Problem w tym, że zniknął w nieznanych okolicznościach i nie wiadomo czy wróci do G+.
  • Games
    Gry pojawiły się niedawno. Chcesz zmarnować dużo cennego czasu grając w Angry Birds lub klikając w jedną z tych bezsensownych gier z „Ville” w drugiej części nazwy? Nie ma najmniejszego problemu.
  • +1, czyli Lubię to
    Facebookowe lubię to jest prostym sposobem na zakomunikowanie znajomym, że jakiś materiał w Internecie zainteresował nas nieco bardziej. Wszyscy o tym wiedzą, gdyż wpis pojawia się w streamie. +1 jest odpowiednikiem „lubię to”, ale nie pojawia się w streamie G+. Aby przejrzeć „plus jedynki” trzeba wejść w profil danego użytkownika i wybrać zakładkę „+1”. Chyba nie muszę dodawać jak bardzo nieprzydatna jest ta funkcja.

Po co przechodzić?

Reasumując, jedyną ciekawą rzeczą jaką otrzymałem od Googla jest „Instant Upload”, czyli automatyczne przesyłanie zdjęć do Picasy. Warto zwrócić uwagę również na kręgi, które pozwalają w bardzo łatwy sposób posortować znajomych. To rozwiązuje problem „a co będzie, jeżeli rodzice dodadzą mnie do znajomych”. Ta opcja również została wdrożona w Facebooku. Jeszcze kilka tygodni temu argumentem była możliwość subskrypcji innych osób, na zasadzie podobnej jak robi to Twitter, ale ten pomysł pan Zuckerberg wprowadził u siebie. Poza tym na G+ czuje się jak na Facebooku z nieco innym layoutem, który dodatkowo nie pozwala mi na publikację informacji na ścianach znajomych, psuje „lubię to” i nie mam tam absolutnie z kim rozmawiać. Drogi Googlu, nie tego oczekiwałem.