Facebook staje się nieużywalny

Nie należę do zatwardziałych obrońców prywatności. Doskonale zdaję sobie sprawę, że Facebook żyje z informacji na mój temat. Nie mam z tym problemu. Po prostu nie udostępniam tego, czym nie chcę się dzielić. Z Facebookiem mam jednak inny problem. Powoli staje się... nieużywalny.
Gdzie ten prosty, przyjemny, fajny Facebook? Tęsknię...

Gdzie ten prosty, przyjemny, fajny Facebook? Tęsknię…

Kiedyś dawno temu, ze trzy lata temu tak mniej więcej, dyskutowałem zażarcie z Tomkiem Domańskim na temat Facebooka. On był zdania, że Facebook to chwilowa moda, że się znudzi, tak jak MySpace, i że będzie bzik na coś nowego, na zupełnie inny portal. Ja się upierałem, że to bzdura. Że Facebook to bardziej takie Google, „it’s here to stay”. Argumentowałem idealnym wstrzeleniem się w rozkwit smartfonów i tym, że jest prosty, lekki, fajny w obsłudze.

Przewijamy trzy lata do przodu, czasy obecne. Faktycznie, Facebook przetrwał, jak prorokowałem. Odnoszę jednak wrażenie, że wspiął się na sam szczyt góry, z której teraz będzie już tylko spadał. Częściowe potwierdzenie znajduję w statystykach portalu. Co prawda aktywnych użytkowników cały czas przybywa, jednak po bardziej wnikliwej analizie okazuje się, że przybywa ich głównie w krajach, w których ten portal wcześniej nie miał mocnej pozycji. Tymczasem tam, gdzie już jest od dawna, notuje odpływ owych użytkowników. Mają dość. Czego? Takiego badania nie widziałem. Ale wiem po sobie, że Facebooka odwiedzam coraz mniej chętnie.

Facebook kiedyś był prosty, szybki i przyjemny. Teraz karta z Facebookiem potrafi mi się zawiesić tuż po załadowaniu. Javascripty, boksy reklamowe, boksy z treścią, czat, powiadomienia, aplikacje webowe… a gdzie się podziała wymiana informacji? Post na Ścianie i dyskusja pod nim? Nawet jak już go znajdę pomiędzy różnymi wpisami na Wallu dziwnych stron reklamowych (fakt, to moja wina, za dużo rzeczy polubiłem), to już przy samej rozmowie wprowadzone są różne udziwnienia.

Facebook wygląda w tym momencie jak błyszcząca, przeładowana polska choinka. Ale na choince mi się to podoba, a na „Fejsie” zaczynam się gubić. Na Google+ i Twittera wchodzę z przyjemnością. Na Facebooka dlatego, bo tam siedzi wciąż większość moich dobrych znajomych. A i tak nie przejrzę wszystkich wiadomości, bo w końcu się przywiesi, a po odzyskaniu strony ściana się resetuje, czyli muszę przewijać od nowa. Nie chce mi się. Zamykam dziada. Gdyby nie to, że wciąż jest fajnie zintegrowany ze smartfonami, myślałbym o porzuceniu całkowicie.

Moje marudzenie oczywiście nijak nie przekłada się na resztę użytkowników. Psy (czytaj: ja) szczekają, karawana jedzie dalej. Facebook wciąż jest potężny, myśli o pierwszej ofercie publicznej, jeszcze wydoi kilka miliardów dolarów z rynku. Byłbym okrutnie naiwny wieszcząc mu rychły upadek. Ale idąc tą drogą paść musi. Ciężko wytłumaczyć laikowi jak go obsłużyć, często uciekają, wystraszeni. Blogerzy, osoby blisko związane z social media wolą Twittera i Google+ z uwagi na większą czytelność i przejrzystość interfejsu. Pozostaje najmocniejsza grupa przeciętnych Kowalskich, którzy nie chcą szukać alternatyw, bo „wszyscy są na fejsie, to będę i ja”. Ale spodziewam się, że odpływ amerykańskich i zachodnioeuropejskich użytkowników to nie chwilowe problemy. Facebook się zapadnie, tak jak MySpace. Albo radykalnie się zmieni. Wątpię jednak w drugą możliwość.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.