Stany Zjednoczone ryzykują nawet dyplomatyczne skandale, byle tylko przepchnąć swoją wizję kontroli Internetu

„Kto nie z nami, ten przeciw nam”, czyli Amerykanie walczą ostro z piractwem

USA desperacko szuka poparcia dla swoich antypirackich inicjatyw.

Stany Zjednoczone ryzykują nawet dyplomatyczne skandale, byle tylko przepchnąć swoją wizję kontroli Internetu

Stany Zjednoczone ryzykują nawet dyplomatyczne skandale, byle tylko przepchnąć swoją wizję kontroli Internetu

Stany Zjednoczone są wyjątkowo zaangażowane w walkę z piractwem, nawet kosztem wolności słowa i publikacji. I w myśl filozofii „kto nie jest z nami, ten przeciwko nam” prowadzą politykę „delikatnego szantażu”.

Proponujemy oświadczyć rządowi Hiszpanii, że ich kraj trafi na listę krajów traktowanych ze szczególnym nadzorem, jeśli nie zrobi do października 2008 roku trzech rzeczy. Po pierwsze, rząd Hiszpanii ma wydać oświadczenie, w którym jasno stwierdza, że piractwo internetowe jest nielegalne, a model biznesowy opierający się na ochronie praw autorskich nie będzie umożliwiał artystom zarobku na treściach umieszczanych w sieciach p2p. Po drugie, poprawić „obiegówkę”, którą można interpretować tak, że współdzielenie plików jest legalne. Po trzecie, rząd musi oświadczyć, że podąży polityką Francji i Wielkiej Brytanii i wprowadzi politykę ograniczającą piractwo do lata 2009 roku — czytamy w notatce wysłanej z amerykańskiej ambasady w Madrycie, którą wyłowił portal WikiLeaks. Podobne oświadczenie otrzymał na swoje biurko ówczesny premier José Luis Rodríguez Zapatero. Hiszpania w końcu jednak nie trafiła, przynajmniej nie oficjalnie, na ową listę.

Czy i do jakich krajów Ameryka wysłała podobne oświadczenia? Tego, niestety, nie wiadomo. Ale rzuca to nieco świeżego światła na negocjacje w sprawie takich ustaw i porozumień o znaczeniu międzynarodowym, jak ACTA czy SOPA.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News