GPS wywiózł ich do… zatoki

Nie wszystkie nawigacje oferują dokładność do 1 metra

GPS nie myśli. Myśleć powinien człowiek

GPS nie myśli. Myśleć powinien człowiek

Japończycy wrócą do Kraju Kwitnącej Wiśni nie tylko bez przyjemnych wspomnieć, ale także biedniejsi o 1500 dolarów za rachunek wystawiony przez ekipę, która musiała wyciągać samochód z australijskiej zatoki. Jak się znalazł ów samochód, zanurzony po kołpaki w wodzie? Zawiniła nawigacja.

Troje dwudziestolatków chciało zwiedzić wyspę

North Stradbroke, oddaloną o około 15 kilometrów od miejsca ich pobytu. Wynajęli więc samochód oraz nawigację GPS. Pech chciał, że najkrótsza droga na wyspę prowadzi przez… zatokę. Dla nawigacji to jednak nie problem, poprowadziła Japończyków najkrótszą trasą – przecież urządzenie nie wie, czy jedziemy samochodem, czy na przykład lecimy balonem. Nieszczęśliwie woda przed trzema studentami z Japonii się nie rozstąpiła.

Wniosek? Jeśli twój samochód nie umie pływać, nie ufaj nawigacji, która prowadzi cię przez zbyt dużą „kałużę”.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News