Windows Phone 7.5 bez szans na dalsze aktualizacje? Ejże…

To jak to jest z tym Windows Phone? Będzie pofragmentowany, czy też nie? Docierają do nas sprzeczne informacje, które może jedynie rozwiać oficjalne oświadczenie Microsoftu. Ten jednak się miga od niego jak tylko może. Spróbujmy więc sami wydedukować co nieco.
Houston, czy mamy jakiś problem?

Houston, czy mamy jakiś problem?

Informowaliśmy was niedawno, że wiarygodne źródła donoszą o tym, że Windows Phone Refresh ma być ostatnią aktualizacją dla systemu Microsoftu. Kolejna, czyli Apollo, to zupełnie nowy system, a zatem dostępny wyłącznie w nowych smartfonach. Problem w tym, że inne wiarygodne źródła donoszą, że aktualizacja jak najbardziej się odbędzie, przynajmniej dla drugiej generacji smartfonów z Windows Phone. Kto ma rację? To mógłby raz na zawsze rozsądzić Microsoft. Ten jednak nabiera wody w usta i wymiguje się od pytania jak tylko się da, za każdym razem pokrętnie odpowiadając, że „Windows Phone Apollo zachowa kompatybilność wsteczną z aplikacjami”. Microsoft boi się powiedzieć prawdy, by klienci nie uciekali do Apple’a i smartfonów z Androidem? Czy też za tym wszystkim stoi jeszcze coś innego?

Teoria o braku aktualizacji ma ręce i nogi. Windows Phone Classic (czyli Windows Mobile) nie dostał aktualizacji do Windows Phone 7, z uwagi na to, że ten drugi to „zupełnie nowy system” (z czym należy się zgodzić). Windows Phone 7 z kolei był aktualizowany do NoDo i Mango, ma być zaktualizowany do Refresh. Z kolei Apollo ma być tak samo czymś „zupełnie nowym”. Tak jak Classic nie był aktualizowany do „Siódemki”, tak jak Vista nie była aktualizowana do Windows 7 (przynajmniej nie za darmo), tak Mango/Refresh może być niezaktualizowany do Apollo. Jest jednak pewien szkopuł.

Świat smartfonów i sytuacja Microsoftu w nim jest diametralnie różna od tej w momencie premiery Windows Phone 7. System Windows Mobile nigdy nie był rynkowym liderem, ale miał swoją niszę, i to całkiem sporą. Windows Phone okazał się sprzedażową porażką. Microsoft stracił bardzo wiele asów w rękawie. Na dodatek jest jeszcze jeden problem: Nokia.

Ta wprowadza na rynek smartfony z linii Lumia. Jest związana bardzo ścisłym sojuszem z firmą Microsoft. Obie firmy mają wobec siebie duże, wzajemne zobowiązania, warte setki milionów, jeśli nie miliardy dolarów. I tak jak pierwsze Lumie pokazywały się na rynku na początku roku, tak najnowszy produkt z Finlandii, „flagowiec” Lumia 900, właśnie debiutuje na rynku. Oznaczałoby to, że system, który ma wnieść tonę usprawnień do Mango i je zrewolucjonizować (to nie są marketingowe hasełka, zapewniam was, natomiast nie wiadomo czy to wystarczy, by przekonać fanów Androida i iPhone’a do przesiadki), który ukaże się dokładnie za pół roku od jej premiery, nie będzie dla niej dostępny. Nawet androidowe „flagowce”, które słyną z lichego programu aktualizacji, nie są tak źle traktowane.

W normalnym przypadku (Symbian, Android) tragedii by nie było. Gros użytkowników smartfonów ich nie aktualizuje, bo się boi, bo nie wie że można, i tak dalej. Zresztą, spójrzmy na Androida. Jest tam olbrzymi problem z aktualizacjami, a i tak wszyscy to mają w nosie. Ice Cream Sandwich, mimo iż miał premierę prawie pół roku temu, praktycznie na rynku nie istnieje. Androidowi, z punktu widzenia biznesowego, jakoś to nie szkodzi. Windows Phone jednak jest w bardzo delikatnej pozycji. Zdobył uznanie nielicznych. Wśród tych nielicznych jest jeszcze mniejsza grupka entuzjastów: blogerów, ewangelistów, fanów. Ci, podobnie jak ja, ślinią się na widok Lumii. To oni niosą „dobrą nowinę” Microsoftu (nie uważacie, że brzmi to nieco sekciarsko? ;-)) reszcie opinii publicznej. To ludzie zorientowani na rynku, domagający się jak najlepszego traktowania. Przy tak małym udziale na rynku ci entuzjaści są kluczowi. Microsoft i Nokia stracą ich w momencie, w którym oświadczą, że Lumia 900 (a także 800 i 710) Apollo nie dostaną. To samo tyczy się HTC Titan. I też pamiętajmy, że to dopiero premiera. Te Lumie będą kupowane przez całe wakacje.

Nie wierzę w to. Lumie i Titany mają duży zapas mocy. Rzecz jasna, nie mam pojęcia jakie wymagania będzie miał Apollo, ale nie sądzę, by skok zasobożerności był aż tak wielki. Zgaduję, że problemem jest tu trzeci, cichy gracz. Operatorzy komórkowi.

Microsoft wykonał fantastyczną robotę, by ze wszystkimi, na całym świecie, się dogadać. Nie licząc jednostkowych przypadków, które stanowiły przytłaczającą mniejszość, każdy telefon dostał każdą aktualizację opublikowaną przez Microsoft i producenta telefonu (takie też się zdarzały) nie później, jak 4-5 tygodni od momentu publikacji. Operatorzy mogą być jednak zniecierpliwieni. Windows Phone to nie iPhone. Apple może dyktować swoje warunki, bo doskonale wie, że to operator zabiega o niego, a nie na odwrót. Windows Phone nie ma takiej pozycji przetargowej. Operatorzy mogą nie chcieć po raz kolejny pójść na rękę Microsoftowi i partnerom OEM i wydłużać cykl życia smartfonów. Chcą zarabiać, sprzedawać nowe telefony z umowami i nie chcą tracić czasu na testy oprogramowania, które jednak się nie sprzedaje i jest używane przez znikomy odsetek abonentów. Z kolei wydawanie aktualizacji tylko dla niebrandowanych słuchawek mija się z celem, wprowadziłoby to tylko jeszcze większe zamieszanie.

Zgaduję więc, że to właśnie dlatego Microsoft nie potwierdza, ani nie dementuje. Wiemy, że system Apollo był testowany na Lumiach. Zostawił swoje ślady w Internecie, w logach kilku serwerów. Jest więc wysoce prawdopodobne, że smartfony generacji Mango, z punktu widzenia sprzętowego, są kompatybilne w pełni z Apollo. Ale negocjacje z operatorami trwają, lub wkrótce się zaczną. Dopiero ich wynik zdeterminuje co Microsoft będzie miał nam do powiedzenia.

Co o tym myślicie?

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.