Samsung nie zapomniał, że kompakt ma być przede wszystkim przyjemny w obsłudze

Producenci aparatów prześcigają się w dodawaniu do nich funkcji, dodatków, bajerów, przez co coraz ciężej nimi po prostu wykonać zdjęcie. Samsung DV300F zrywa z tą szaloną modą. Ma wszystkie bajery potrzebne kompaktowi dla młodej osoby, a przy tym jest wyjątkowo przyjemny w obsłudze.

Jak dostałem do zrecenzowania najnowsze cacuszko Samsunga, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony aparacik szybko okazał się bardzo przyjemny w obsłudze, fajny, lekki, bajerancki. Z drugiej… co ja tam wiem o aparatach?! Mogę powiedzieć, czy mi się podoba, czy nie, opisać subiektywne wrażenia, ale nie znam się na szczegółach, nie potrafię ocenić go na tle konkurencji. Nie moja bajka. Lubię „cykać fotki”, ale moim głównym aparatem jest moja Nokia, nie zajmuję się tym w żaden sposób profesjonalnie. Słysząc moje narzekania, Tomek Fastyn, nasz nowy newsman, specjalizujący się w hardware, powiedział „daj się pobawić”. Dałem. Po paru godzinach wysłał mi gotowy zestaw uwag. Poniższe opinie pochodzą więc z dwóch umysłów. Mojego, totalnego laika, który ceni sobie po prostu „fajny sprzęt”, i Tomka, który po prostu się zna. A właściwie, to głównie Tomka, z kilkoma, może kilkunastoma moimi uwagami. Tyle peanów na rzecz mojego zbawcy, a teraz do rzeczy.

Gdy po raz pierwszy rozpakowaliśmy aparat naszym oczom ukazała się typowa zabawka. „No nie kolejny imprezowy aparat za niewielkie pieniądze i pewnie wykonany bez żadnego polotu!”. Pierwsze wrażenie było zdecydowanie mylne. Szybki wgląd do kilkustronicowej instrukcji („no tak oszczędzają papier, brak informacji!”) uświadomił nam, że zostaje nam tylko droga przez mękę po menu. Znowu się pomyliliśmy.

Samsung wykazał się niemałą pomysłowością. Całe menu (przycisk z symbolem domku) zostało podzielone na 5 ekranów z różnymi opcjami i tak mamy: Podstawa, WiFi, Scena, Magiczny i Album. Każda z kilkunastu opcji ma swój tekst pomocy, więc jeżeli naprawdę nie wiemy co się stanie jak wejdziemy w daną opcje to po chwili pojawia nam się wystarczające wyjaśnienie. Znajdziemy tu wszystkie filtry, redukcje szumów i inne przydatne lub mniej opcje jakie sobie można wymarzyć, łącznie z panoramą na żywo. Nie wiemy czy kto ktokolwiek wejdzie do ustawień, wszystkie potrzebne opcje takie jak czułość ISO, ostrość, wykrywanie twarzy czy rozmiar zdjęcia są pod jednym przyciskiem MENU.

Jak na imprezowy aparat przystało, nie mogło zabraknąć małego 1,5 calowego ekranu z przodu. Możemy więc robić sobie „sweet focie” z ręki (koniecznie z dziubkiem!), przełączając się na dodatkowy ekranik za pomocą jednego przycisku na górnej części aparatu. Albo wykorzystać to w zupełnie inny sposób, ale jaki to już nie nam to roztrząsać.

Obiektyw w aparacie jest oczywiście szerokokątny, zgodny z przeznaczeniem samego urządzenia. Sam aparat jest zdumiewająco lekki, robi zdjęcia seryjne. Możemy też robić fotki z samowyzwalaczem, jest też miejsce na standardową śrubę statywu.

Filmy kręcone aparatem są ładne, można zmieniać zoom w czasie kręcenia, a mikrofon ładnie wycisza szum z otoczenia. A skoro już o zoomie mowa, jest on pięciokrotny. Zanim podniesiecie larum, pamiętajcie, że nie można wymagać od „imprezowego” aparatu możliwości lustrzanki, to prosta „małpka” na wyjazd lub imprezę z kolegami, a i tak lepiej podejść żeby nie tracić na jasności zdjęcia. Dzięki temu, aparat zachowuje wspomnianą wyżej lekkość, a także jest bardzo smukły, łatwo go schować do kieszeni.

A skoro już o zdjęciach mowa, to byliśmy bardzo mile zaskoczeni. Spodziewaliśmy się „przeciętności”, typowej dla imprezowych „małpek”. DV300F zrobił nam psikusa. Zdjęcia okazały się bardzo dobre! Może nie rewelacyjne, ale sporo lepsze, niż do tego, do czego nas cieniutkie, malutkie aparaciki przyzwyczaiły. Brawo! Nie jest to, rzecz jasna, liga lustrzanek czy nawet profesjonalnych kompaktów. Tym niemniej na imprezę, wypad na weekend, czy podobne tego typu okazję, można go śmiało brać. Fotki wyjdą bardzo ładnie.

Oprócz tego wszystkiego znajdziemy w nim moduł WiFi, co wyróżnia DV300F z tłumu. W epoce post-PC, o której tak szumnie krzyczą marketingowcy, chcemy błyskawicznie wysyłać zdjęcia do serwisu Facebook, Picasa, Photobucket czy film do serwisu Youtube. DV300F to potrafi! Oprócz tego możemy wysłać zdjęcia na swój smartfon, na konto SkyDrive, do komputera lub wyświetlić dzięki obsłudze TV Link. To naprawdę całkiem dużo jak na prosty aparat za 600zł.

Nie ma jednak róży bez kolców. Najpierw była z naszej strony szydera, potem miłe rozczarowanie i dużo pochwał, a teraz czas go nieco zganić. Z zastrzeżeniem, że się czepiamy! Po pierwsze, trzycalowy ekran jest duży, czytelny i śliczny. Aż chce się go dotknąć, tak jak smartfona. Niestety, szczęście nas opuszcza. Pozostaje tradycyjna nawigacja za pomocą przycisków. Wspominaliśmy też o przyjemnym menu. Musimy nieco to uściślić. Jest ono przyjemne do czasu, aż nie chcemy wykonać czegoś bardziej zaawansowanego. Na przykład wysłać fotki mailem (ach to Wi-Fi…), czy też skorzystać z Picture Link. Droga przez mękę. Przy czym Picture Link trzeba sobie doinstalować, a w aparacie mamy raptem 16 MB. Co prawda i tak będziemy korzystać z kart pamięci, ale jak się czepiać, to na całego. Rozumiemy też, że aparat miał być lekki i malutki, ale bateria litowo-jonowa 880 mAh to ciutkę za mało. No i tryb makro. Nie działa. Tak po prostu.

Mimo naszego czepialstwa, Samsung DV300F jest po prostu przeuroczy. Wykonuje bardzo fajne zdjęcia, jest bardzo wygodny w obsłudze, jest wyjątkowo lekki i przyjemny w noszeniu i transporcie, a integracja z usługami społecznościowymi pozwoli nam zarówno na szpan w Internecie (Facebook), jak i wygodny backup zdjęć (SkyDrive).

Podsumowując to prosty i świetny aparat dla osób które albo nie mają czasu na robienie zdjęć lub dla takich,które się po prostu na tym nie znają. Jeżeli nie potrzebny nam ekran z przodu to może lepiej wybrać coś innego, ale trudno będzie coś znaleźć na tej półce cenowej z interfejsem WiFi.

Skład zestawu: aparat, smycz, płyta z oprogramowaniem, krótka instrukcja, karta gwarancyjna, ładowarka, kabel USB. Dostępne są cztery wersje kolorystyczne:satynowa czerń, srebro, granat oraz czerwień. Cena: ok. 620 zł.

Poniżej umieszczamy przykładowe zdjęcia. To właśnie one opóźniły publikację tej notki. Chcieliśmy poczekać, aż słońce wyjdzie zza chmur, by nie było tak szaro. Niestety, nie doczekaliśmy się. Pamiętajcie o tym, zwracając uwagę na kolory. Jak pogoda się poprawi, dorzucimy nieco więcej.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.