Chcesz dobrego Androida? Zapomnij o Samsungu, HTC, SE. Tylko Galaxy Nexus

Tak, bardzo chcę aby prezesi niektórych firm smażyli się w piekle dręczeni przez stada małp z innej planety, a my będziemy oklaskiwać najlepszy science-fiction naszego życia.

Przecież producenci mogą wydawać ORYGINALNEGO (czyli takiego prosto od Google) Androida dla każdej swojej słuchawki i zapewnić, że taka aktualizacja trafi na twój telefon tak, jak aktualizacje dla Windows Phone czy iPhone – niemal natychmiast.

UWAGA/WARNING/ACHTUNG/ATTENTION/ATTENZIONE/ADVERTENCIA/
POZOR/ATENÇÃO/ВНИМАНИЕ/УВАГА/ΠΡΟΣΟΧΉ/FIGYELEM/ADVARSEL

Opinie wyrażane przez autorów blogów są ich prywatnymi sądami.

Ponadto dla chętnych może być dostępna opcja instalacji systemu zmodyfikowanego przez każdego producenta. Tak, z tą całą syfiastą nakładką, której estetyka kojarzy mi się jedynie z noworocznymi wymiotami. A widzieliście Androida 2.3 dla Samsunga Galaxy S II zmodyfikowanego nie dość, że przez producenta, to jeszcze przez Orange? To jest dopiero coś, co stoi daleko od słowa estetyka. Można też zaktualizować go do wersji 4.0 ICS – ale jak doniosło mi już dwóch użytkowników S II w sieci Orange – ten soft jest niestabilny. No i dalej brzydki.

Całkiem rozsądne zastosowanie dla smartfonów z Androidem.

Całkiem rozsądne zastosowanie dla smartfonów z Androidem.

Problem w tym, że gdyby producenci dali użytkownikom wybór – oryginalny Android albo czekajcie na naszą specjalną, gorszą wersję która pojawi się za kilka miesięcy i to w momencie kiedy to Google zaprezentuje już kolejnego Androida… no zgadnijcie co wybiorą użytkownicy. Zastanawia mnie też czemu producenci telefonów wolą włożyć mnóstwo pracy w coś, co ogólnie nie poprawia zupełnie niczego. Wyobraź sobie, że kupujesz nowy, sportowy samochód i oddajesz go do tuningu. Tam fachowiec bierze grube pieniądze, dokleja swoje logo, doczepia mnóstwo spoilreów typu dokleimy deskę i damy dużo szpachli, sprawia że auto jeździ dwa razy wolniej, więcej pali i przestaje skręcać. Z tym, że w przypadku smartfonów ów tuning jest obowiązkowy. Ale mniejsza o to.

Tak. Pewnie zauważyliście, zdenerwowałem się nieco. Wszystko stało się w momencie, gdy dowiedziałem się, że HTC planuje aktualizację serii One do systemu Android 4.1 Jelly Bean. To najnowsza wersja smartfonów HTC. Tymczasem niedawno postanowiłem sprawić sobie nowy telefon i wybór padł na… Desire S. Urządzenie wcale nie jest stare – zadebiutowało w marcu 2011. Ma zaledwie jeden rdzeń i 768 MB RAM. Jednak to spokojnie wystarczy, aby Jelly Bean działał na nim jak burza. Tym bardziej, że One V, który działa pod kontrolą ICS jest… moim Desire S w innej obudowie. Ma identyczny procesor, identyczny GPU… i uwaga… ma mniej RAM. Mój model – 768 MB, nowszy One V – 512 MB.

Kolejna kwestia – dotrzymywanie terminów. Kiedy wydaje mi się, że jestem niesłowny i nie potrafię czegoś zrobić na czas, myślę sobie o Samsungu, czy HTC i od razu robi mi się lepiej. Moim pierwszym Androidem był Galaxy S. Nie pamiętam ile terminów rzucił Samsung do jednej z pierwszych aktualizacji (z 2.2 do 2.3 o ile mnie pamięć nie zawodzi), ale pamiętam że mówiłem dużo ordynarnych wyrazów dowiadując się o kolejnych poślizgach. Teraz mam HTC – producent obiecał, że Ice Cream Sandwich pojawi się w czerwcu lub lipcu. Oczywiście słowo lub oznacza, że na 100% nie pojawi się w czerwcu. Połowa lipca za pasem… i co mamy? Nic. Och, przepraszam. Wyciekł jeden oficjalny ROM przeznaczony dla… rynku Chińskiego. I teraz najlepsze – One V z lepszymi parametrami dysponuje Androidem 4.0 i nakładką Sense 4.0. Tymczasem ów ROM do Desire S ma Androida 4.0 i nakładkę Sense 3.6. Oczywiście nie liczę na to, że na rynek polski HTC zaserwuje nam coś nowszego. Czyli jestem w sytuacji, że wciąż czekam na Androida 4.0, podczas gdy urządzenia Google pracują już pod kontrolą ZNACZNIE usprawnionego Androida 4.1. I nie wpierajcie, że to wina Google. Wydaje mi się, że producent Androida nie przystawił producentom pistoletu do głowy mówiąc – modyfikujcie swoje systemy tak bardzo, że nie dacie rady ich aktualizować w żaden rozsądny sposób.

Rysunek Marka Raczkowskiego, mam nadzieję że nas nie zatłucze za wykorzystanie go w momencie tej silnej frustracji.

Rysunek Marka Raczkowskiego, mam nadzieję że nas nie zatłucze za wykorzystanie go w momencie tej silnej frustracji.

Przypomina mi się również sprawa HTC Desire. Jednego z pierwszych telefonów z Androidem. Pomimo tego, że jest dosyć leciwy – ma przyzwoite parametry. Siedzi w nim procesor 1 GHz, 576 MB RAM i układ graficzny Adreno 200. Ok, procesor i GPU są starszej generacji, ale to wciąż wydajne komponenty. Pamięci RAM jak się okazuje też jest dużo – więcej niż w najnowszym One V. Tymczasem HTC wciskało nam swego czasu ściemę, że Desire nie może dostać aktualizacji do Androida 2.3 – użytkownicy musieli zostać z prehistorycznym już 2.2 Froyo. HTC tłumaczył, że telefon ma za mało RAM-u, aby mogła działać nakładka Sense. Tymczasem modelem One V udowadnia, że może działać i to na jeszcze nowszym Androidzie. A w ogóle komu ta nakładka jest potrzebna… Ponadto magicy z XDA dysponujący biurkiem i czasem po pracy udowodnili specjalistom z HTC, że ten telefon może działać nawet pod kontrolą Androida 4.0.

Dlatego pamiętajcie. Producenci smartfonów z Androidem robią was centralnie w wała. Jeżeli miałbym szukać jakiegoś określenia dla prac tych firm nad Androidem, do głowy przychodzi mi tylko jątrząca gangrena zabijająca piękną w tym przypadku ideę open source. Dlatego pamiętajcie, że jest jeszcze iPhone, Windows Phone i przede wszystkim – seria Galaxy Nexus. Pytanie tylko, czemu nie ma jej w ofercie polskich operatorów, a ja muszę się męczyć z HTC Desire S i nie mam bladego pojęcia kiedy pobawię się genialnym ponoć Google Now?

* Lead w części znacznej silnie inspirowany pięknym utworem zespołu Pogodno pt. Sfinks.

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.