Lumia 900 i Ubuntu

Trochę się rozczarowałem – Windows Phone i Ubuntu nie dogadują się i dla użytkownika Linuksa jakiekolwiek urządzenie z tym systemem nie wchodzi w rachubę. Przynajmniej do czasu publikacji Windows Phone Connectora…

Niby działa, niby nie…

Windows Phone korzysta z protokołu MTP, co dawało nadzieję na poprawną synchronizację kolekcji muzyki i zdjęć. Linux obsługę tego protokołu ma nie od dziś więc teoretycznei wszystko powinno działać. Początki zapowiadają się dobrze – podłączam Lumię i Ubuntu pyta się co z nią zrobić.

Spróbujmy zsynchronizować kolekcję za pomocą Banshee. Banshee zawsze służyła mi pomocą przy każdym urządzeniu – czy był to tani, chiński player MP4, czy LG KU990i, czy – w końcu – smartfon z Androidem. Tutaj sytuacja nadal nie przedstawiała się tak źle – Banshee zaoferowała opcje synchronizacji.

Wybrałem opcję aby program automatycznie zsynchronizował całą kolekcję. Coś zaczęło się dziać – Banshee zaczęła konwertować cała kolekcję (parędziesiąt GB muzyki w różnych formatach) na WMA, co było z lekka bez sensu, ponieważ wystarczyło przekonwertować tylko OGG i FLAC. Stwierdziłem, że pewnie gdzieś w odmętach ustawień jest odpowiednia opcja by wyłączyć tą nadgorliwość u Banshee. Klikam prawym przyciskiem myszy na ikonkę Lumii w panelu po lewej i z menu kontekstowego wybrałem „Właściwości urządzenia”. Następnie okno Banshee zrobiło się czarno-białe, a Compiz zapytał się czy zamknąć aplikację bo nie odpowiada.

Katastrofa miała jednak dalszy zasięg – parędziesiąt utworów które zostało skopiowane do pamięci Lumii… wyparowało. W bibliotece Windows Phone nie było absolutnie nic. Odpuściłem sobie Banshee. Stwierdziłem, że cóż – zdarza się, spróbujmy czego innego. Wybór padł na mój ulubiony Linuksowy odtwarzacz, czyli Clementine. Niestety – tutaj przygoda skończyła się, zanim na dobre się zaczęła. Odtwarzacz nie mógł nawet 1 pliku wrzucić do pamięci, a po wejściu w ustawienia urządzenia również robił się czarno-biały. Zanim zdążyłem zrobić screenshot okno Clementine zniknęło i pojawiło się następujące:

Rhythmbox – ostatnia nadzieja. Nadzieja która również zawiodła – wszelka próba wrzucenia jakiegokolwiek pliku na Lumię kończyła się komunikatem błędu i zawieszeniem się programu.

Myślałem, ze już wszystko stracone – ręczne wrzucanie plików przez nautilusa wykluczone, nie po to mam kolekcję by ją ręcznie przerzucać z dysku i konwertować co potrzeba(po to by i tak dostać błąd…). Jedynym działającym rozwiązaniem okazał się malutki program gMTP który pozwolił na właśnie takie ręczne przerzucanie plików do pamięci telefonu.

W końcu udało się wrzucić parę mp3-ek na Lumię. Zostały wykryte przez telefon, ale niestety bez tagów, choć każdy plik muzyczny u mnie jest poprawnie otagowany. Jedynym programem, który zrobił to co należy był Shotwell – automagicznie pobrał zdjęcia i filmy i skasował je z pamięci telefonu. Jednak podejrzeć miniaturki fotografii na Lumii niesposób i tak…

Zrezygnowany odpaliłem maszynę wirtualną z Windows 7, wgrałem Zune i bez problemu zsynchronizowałem kolekcję.

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News