Od redakcji – 2012/10

Czy Windows wymrze?

Konstanty Młynarczyk,Konstanty Młynarczyk, redaktor naczelny

Przeciwnicy teorii ewolucji lubią używać argumentu, że tak skomplikowane narządy jak oko nie mogły wyewoluować na drodze drobnych zmian, bo taki organ niewykształcony w pełni nie działa, a więc nie przynosi korzyści posiadaczowi. Mylą się: oko nie powstawało kawałek po kawałku, tylko przez stopniowe udoskonalanie prymitywnego, ale działającego organu światłoczułego. Rzeczywiście jednak każda zmiana, która nie przynosi organizmowi korzyści, nie będzie kontynuowana, a jeśli mu szkodzi, obniża jego szanse przetrwania i znika wraz z nim.

Ta sama zasada obowiązuje w branży IT. Jeśli jakiś produkt wprowadza coś nowego, to nowość musi oferować użytkownikom korzyści albo przynajmniej nie pogarszać komfortu korzystania z urządzenia czy oprogramowania. Jeśli nowa funkcja będzie przeszkadzać, produkt ma szanse podzielić los dinozaurów. Pora na konkrety. Od dłuższego czasu tysiące ludzi na całym świecie testują Windows 8 z zupełnie nowym interfejsem składającym się z aktywnych kafelków (dołączcie do nich, zróbcie sobie bootowalny pendrive z Windows 8 [str. 102]. Opinie większości z nich są podobne: ten pomysł świetnie sprawdza się na tabletach, ale w przypadku desktopów nie daje żadnych korzyści w porównaniu ze starymi Okienkami, a wymaga sporo nauki i przyzwyczajenia. Czyżby więc Microsoft zabrnął w ślepy zaułek i był o krok od utraty dominacji na rynku systemów operacyjnych do komputerów osobistych oraz na początku drogi do zniknięcia z rynku? Nie. Odpowiedzi na pytanie dlaczego dostarcza także ewolucja. Otóż ślepe zaułki ewolucji nie zabijają gatunków same z siebie – one zmniejszają tylko ich szanse w walce z konkurencją. Jeśli konkurencja praktycznie nie istnieje, tak jak w przypadku rynku systemów operacyjnych do pecetów, może minąć dużo czasu, zanim dominujący gatunek zacznie mieć problemy. Tymczasem może znów się zmienić – on albo jego środowisko. A Microsoft już się zmienia: widzieliście jego tablet?

Walka o dominację na rynku to jednak nic w porównaniu z walką o dominację na świecie – a na tym polu państwa coraz częściej wykorzystują narzędzia informatyczne o niespotykanej dotąd złożoności. Przeczytajcie artykuły na stronach 8 i 133, to się czyta jak technothriller! Jeśli natomiast zamiast thrillera wolicie science-fiction w praktyce, to zapraszam do stworzenia własnego cyfrowego domu, co opisujemy na stronie 106. Co najciekawsze, to wcale nie musi być drogie! Chyba że postanowicie postawić w salonie jeden z telewizorów [str. 56], które oszałamiają możliwościami, ale kosztują majątek…

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.