Linuksiarze i cykliści, lamy, korpy i faszyści

Pewnie zauważyliście, że kierowcy nie lubią rowerzystów, a rowerzyści – kierowców. To oczywiście uogólnienie, na pewno wielu z was mogłoby podać liczne kontrprzykłady, jednak napięcie pomiędzy tymi dwoma grupami jest faktem. Łatwo to wytłumaczyć na bardzo prostym poziomie: rowerzyści czują się fizycznie zagrożeni przez jeżdżących samochodami, którzy czują się panami szos a tych z kolei męczy poczucie, że wciąż muszą uważać na beztroskich i nieuważnych rowerzystów – bo jeśli nie, grozi im wypadek, okaleczenia, sąd. Jednak to zaledwie powierzchnia problemu. Obawa wynika z nieufności. Nieufność wynika z braku zrozumienia. Brak zrozumienia wynika zaś zapewne z głębokich różnic w podejściu do życia. Zupełnie jak pomiędzy użytkownikami Linuksa i Windows.

Co wspólnego ma jeżdżenie samochodem i używanie Windows? To, że robi to ogromna większość społeczeństwa? To, że zarówno siadający przed „Okienkami” jak i za kierownicą zbyt często wyłączają myślenie? A może, że co jakiś czas musi się zdarzyć mniejszy lub większy „crash”? Nie. Chociaż, w zasadzie, to… tak. Ale nie na to chciałem zwrócić waszą uwagę. Miałem na myśli, że jedno i drugie jest łatwe. I nie w tym rzecz, że są to czynności, które łatwo opanować. Chodzi mi o to, że i jedno i drugie to najprostsze rozwiązania pewnych problemów – dostania się z punktu A do punktu B oraz wykonania pracy typu edycja tekstu czy czytanie strony WWW. To pójście na skróty. Czy to źle?

Są ludzie, którzy rano wybierając się do pracy zamiast jak wszyscy wsiąść w samochód, wyciągają rower. Są i tacy, którzy zamiast włączyć Windows odpalają Linuksa. Czemu? Przecież trzeba się namęczyć i tyle zrobić samemu! Przecież można złapać gumę czy nie mieć do czegos sterowników, a wtedy nie przyjedzie pomoc drogowa z assistance, tylko trzeba rozwiązać swój problem samemu! Przecież to sprawia, że wszystko staje się trudniejsze – w pracy trzeba szukać miejsca na postawienie roweru, umyć się i przebrać się w suche ubranie, a zamiast po prostu ściągnąć GG i po prostu rozmawiać czeka ich szukanie alternatywnego klienta! A więc, czemu?

Linuksiarze i cykliści…

Robią to dla wolności. Nie ograniczają ich ani szosy, ani decyzje wielkiej korporacji. Robią to dla swoiście pojętej wygody – nie dotyczą ich korki, nie mają problemów z wirusami. Robią to wreszcie dla poczucia posiadania pełnej kontroli nad każdym aspektem swoich działań: sami decydują gdzie, jak, kiedy i w jaki sposób. Oczywiście, oprócz tego jest jeszcze przynależność do pewnej elity, poważna oszczędność w wydatkach, czy dbanie o zdrowie i sprawność – czy to fizyczną, na rowerze, czy umysłową, przed komputerem Linuksem.

Rzecz jasna różni ludzie jeżdżący na rowerach i używający pingwiniego systemu mają różne, typowe dla siebie zestawy powodów, ale w bardzo często łączy ich jedna rzecz: rezygnują z wygody bo wierzą. Wierzą, że to co robią z jakiegoś powodu jest słuszne, lepsze. Ta wiara to ogromna moc, która pozwala tworzyć społeczności, pomagać sobie nawzajem, budować coś nowego. Ale moc, jak to moc – ma też ciemną stronę. Mając tę moc za sobą łatwo poczuć się lepszym od „zwykłych ludzi”. Będąc częścią społeczności, która niejako z definicji nie chodzi na skróty łatwo o syndrom oblężonej twierdzy, łatwo poczuć się uciśnionym, prześladowanym i przez to uprawnionym do łamania zasad.

Lamy, korpy i faszyści

Można by odnieść wrażenie, że samochodziarze i okienkowcy to po prostu szara masa, idąca wytyczonymi szlakami, potulnie znosząca narzucone ograniczenia, grzecznie płacąca za rzeczy, które przy odrobinie wysiłku mogliby mieć za darmo. Że to lenie. Trybiki w maszynie, nie dbające o siebie, ani nie dające niczego innym. I będzie to wrażenie słuszne. Tylko osoba płytka poprzestanie jednak na tym stwierdzeniu, nie zastanawiając się, dlaczego tak się dzieje. I czy to złe.

Cytując nieśmiertelny „Pół żartem, pół serio”, „nikt nie jest doskonały”. Ludzie wybierający wygodny i nie wymagający wysiłku samochód chcą po prostu dojechać na miejsce. Użytkownicy Windows traktują swój komputer jako narzędzie – narzędzie, które nie musi być doskonałe. Wystarczy, że będzie „dostatecznie dobre”, w zamian nie zmuszącą ich do zajmowania się rzeczami, na które nie mają czasu lub ochoty. Czy idą na pasku korporacji lub koncernów paliwowych? Nie bardziej, niż wszyscy inni kupujący komputery, ubrania czy nawet żywność produkowane masowo, a tanio z przez nastawione na zysk (bo przecież po to istnieją) wielkie firmy. Nie czuję się też na siłach z góry osądzać kogos takiego. Czy fakt, że traktuje komputer jak narzędzie, które ma być proste w obsłudze umożliwiając wykonanie pracy jak najszybciej oznacza, że jest nic nie wart jako człowiek? Może jest wolontariuszem w domu starców, może pracuje nad lepszymi prawami, może pisze poruszające książki albo najlepiej jak potrafi naprawia krany? Nie wiem.

Nie sądźcie…

…że macie monopol na wizję świata. Abyście nie byli sądzeni. Wy w samochodach i wy na rowerach. Wy z Pingwinami i wy w Okienkach. Bardzo to poważnie wyszło tym razem, ale to aż absurdalne, że ludzie pełni wiary i dobrego nastawienia do świata mogą mieć tyle pogardy dla innych, oraz że ci, którzy podobno traktują komputer tylko jako narzędze mogą tak bardzo wstydzić się swojego nastawienia.

Linuksiarze i rowerzyści nie są groźnymi anarchistami i terrorystami. Samochodziarze i windziarze to nie korporacyjne marionetki i intelektualne zera.

Nie używam Linuksa, ale wolę jeździć rowerem. Dlatego rozumiem. A Ty?

Chcesz być na bieżąco z CHIP? Obserwuj nas w Google News