Endless Space – Recenzja (PC)

EXploracja, eXpansja, eXploatacja oraz eXterminacja, to wszystko co do szczęścia potrzebne fanom gier rodzaju 4X. Dołóżmy do tego strategię, tury i zarządzanie w kosmicznej przestrzeni przesiąkniętej klimatami Science Fiction, a otrzymamy grę Endless Space. Zapraszamy do recenzji.

Po ostatniej grze, którą dostałem od Naczelnego ze stwierdzeniem ” to takie 4X”, dochodziłem do siebie przez długie miesiące. Zaledwie trzy dni grania zdewastowały mi psychikę niczym horror oglądany przez siedmiolatka. Gra była nędzna, toporna i uparcie starała się udowodnić, iż ukończyć się jej nie da. Z litości nie pomnę tytułu, ale gdy otrzymałem w swoje łapki Endless Space wiedziałem, iż to panaceum na moją fobię. Zostałem wyleczony produktem od małego studia Amplitude. Wyjątkowo dobre lekarstwo. Będę szczery.

Nie liczyłem na tą produkcję, więc uważam ją za najmilszą niespodziankę tego roku

(nie licząc Angry Birds Star Wars, ale to zupełnie inna historia), która od pierwszego momentu sprawiała dobre wrażenie.

Po bardzo dokładnym wyborze rasy (jedna z ośmiu), ilości graczy, wielkości galaktyki i tym podobnych, lądujemy na planecie z dwoma statkami w podorędziu. Następnie stawiamy sobie za cel osiągnięcie któregoś z warunków zwycięstwa: militarnego albo gospodarczego… tak naprawdę jednak, nie jest to do końca ważne. Głównym celem jest rozwój i ubezwłasnowolnienie wszystkich przeciwników. Narzędzi do osiągnięcia tego celu jest trochę, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Na pierwszy rzut oka Endless Space nie reprezentuje żadnego elementu, który by się wyróżniał. Jednak każdy z nich jest pięknie skomponowany, tak idealnie ułożony i wyskalowany, iż zadowoli wszystkich, od niedzielnych graczy aż jednostki typu „noname”. Bawić się może dyktator niszczący wszystko na swojej drodze jak i pacyfista zdobywający następne układy ekonomicznym wycieńczeniem gospodarki. Lecz jest jedno, bardzo ważne zastrzeżenie – armię trzeba mieć zawsze, najlepiej potężną. Bitew nie stoczysz wtedy wiele, bo przeciwnicy będą pierzchać niczym Anglicy pod Dunkierką. Strasznie miłe uczucie.

Jednak aby rozwinąć się do tak dużego poziomu zagarniając przy tym całą galaktykę,

trzeba mądrze zarządzać

swoim „państwem”, budować, eksplorować, podpisywać traktaty, walczyć oraz przeprowadzać badania. W podobnych tytułach widzieliśmy już to wszystko na różne sposoby, ale w tym przypadku to mistrzostwo świata. Wszystko jest czytelne zaprezentowane, a do tego chodzi bardzo płynnie nawet na starszych komputerach. Wystarczy parę kliknięć i już można zarządzać pojedynczą planetą albo flotą statków Nic nie stoi na przeszkodzie, aby zmieniać chociażby nazwy danych obiektów czy przetasowywać skład jednostek. Zwłaszcza

ekrany pomocnicze wyglądają imponująco

– są bardzo przejrzyste, dzięki czemu nie zdarzają się pomyłki w zarządzaniu tylko dlatego, że jakiś malutki przycisk nie był włączony. Nie. Tutaj mamy wszystko jak na dłoni, a  po godzinie gry żaden ekranik nie skrywa już żadnych tajemnic.

Przystępne 4x

, tak bym to nazwał. Innym plusem jest to, iż poza przejrzystością całość jest naprawdę ładnie zaprezentowana graficznie. Na przykład ekran kontaktów z innymi cywilizacjami jest pokazany w formie hologramów prezentujących przedstawiciela danej rasy (podobnie jak w Star Wars). Niezłe! Nowe informacje, które pojawiają się w czasie gry po starcie nowej tury, czy to o zbliżającym się przeciwniku, czy o wybudowaniu nowej instalacji, są od razu wyświetlane po lewej stronie. Powtarzam raz jeszcze, nie sposób się zgubić!

O tym, że państwem zarządzamy elegancko i szybko, było. To teraz parę słów o walce, bo tutaj mamy do czynienia z nowym pomysłem.

Każda bitwa składa się z pięciu etapów.

Pierwszy to przygotowanie, ostatni jest podsumowaniem, natomiast trzy w środku to bitwa sama w sobie i nie mamy wpływu na jej przebieg. Wystawiamy jednostki i tylko tyle, ale o sukcesie bitwy częściej decyduje dobór uzbrojenia i dodatków, niż ilość jednostek (przez pierwsze trzy godziny gry, wszyscy mnie kosili zanim to pojąłem). Natomiast już w czasie walki mamy parę sekund na zagranie odpowiednia kartą wydarzenia. Działa to tak samo jak w grach karcianych. Dana akcja może się nam udać, bądź zostanie skontrowana przez komputer. I trzeba przyznać, że SI radzi sobie całkiem nieźle w tym temacie. Bitwy wyglądają ładnie i możemy je swobodnie obserwować z dowolnie manipulując ustawieniem kamery. Widoki potrafią być nieziemskie, jeżeli weźmie się poprawkę na wielkość studia i jego budżet. A jeżeli komuś to niepotrzebne to klika przycisk „Auto” i otrzymuje natychmiastowy komunikat z wynikiem bitwy. Można i tak.

Tak naprawdę,

rozgrywka od początku jest mocno wciągająca, a jest to zasługa to systemu turowego

. Za każdym niemal razem zdarza się coś nowego i ciężko się oderwać od monitora wiedząc, że za trzy tury wybudujemy nowy rodzaj niszczyciela. Przerwanie rozgrywki w takim momencie jest prawie niemożliwe!

Jednym z głównych minusów tej produkcji to brak konkretnie zarysowanej fabuły. Niby jest tam coś takiego jak pradawna rasa i odkrywanie jej pozostałości, ale tak naprawdę to cel drugorzędny, nie wpływający znacząco na całość zabawy. Drugim minusem może być długie oczekiwanie na turę przeciwnika. Jak widać to naprawdę niewiele, biorąc pod uwagę rozgrywkę, jaką możemy się cieszyć dosłownie przez dziesiątki godzin.

Endless Space

to miła niespodzianka, która jak dla mnie wyprzedza Sins of the Solar Empire. Mało tego, tytuł ten przeszkodził mi w ukończeniu Max Payne 3 i wcale nie żałowałem. Tak dla wiernych fanów 4x, jak i dla nowicjuszy, będzie to wyjątkowa, wymagająca produkcja.

Polecam gorąco!

OCENA: 92%

PLUSY:

+

Wszystkie elementy rozgrywki świetnie połączone i wyważone

+

Intuicyjny, przejrzysty interfejs

+

Grywalność!

+

Prawdziwe 4x

MINUSY:

Brak prawdziwej fabuły

Długie oczekiwanie na turę przeciwnika

0
Zamknij

Choć staramy się je ograniczać, wykorzystujemy mechanizmy takie jak ciasteczka, które pozwalają naszym partnerom na śledzenie Twojego zachowania w sieci. Dowiedz się więcej.